23.01.2024, 15:41 ✶
Najwyraźniej jego odpowiedź na temat Bellatrix i wspomnień zadowoliła Roberta 2.0, bo ten nie odpowiedział nic. Lestrange skupił się więc w całości na Robercie 1.0, pierwszej wersji którą poznał, tej wersji, dla której gotów był wiele zaryzykować. A nawet… postawić na szali swoje własne życie. Czy słusznie? To miało się dopiero okazać, bowiem Robert zaskoczył go po raz kolejny. Przez myśl Rodolphusowi przemknęło, że to sztuczka - celowe działanie, mające na celu sprawić, że opuści gardę, że mu zaufa. Ale… Nie zgadzało mu się tu coś. Słowa przysięgi, którą mieli złożyć, jasno wskazywały na to, że będzie to pakt obustronny. Że nie wystąpią przeciw sobie, że będą dbać o to, by im samym nic nie groziło.
Rodolphus milczał. Milczał dłużej niż powinien w tej sytuacji, wpatrując się w Roberta z nieukrywaną ciekawością. Nie był w stanie jej ukryć, bo ten człowiek, którego myślał że zdążył już trochę poznać, okazał się być enigmą. Czy był na tyle przebiegły, że w ten sposób chciał zwabić Rolpha w jakiś niewypowiedziany pakt, zyskać sojusznika? Nie musiał tego robić w ten sposób, poza tym przysięgi wieczystej nie dało się złamać. A była obustronna.
Czy może tu chodziło o coś więcej? To, że Mulciber miał problem z zaufaniem, to Rodolphus zdążył zaobserwować już dużo wcześniej. Czy to, czego się dowiedział, miało związek z tym jak bardzo teraz wydawał się inny? Co, jeśli Czarny Pan postanowi pozbyć się Mulcibera? Jak wtedy Lestrange obejdzie przysięgę? Czy w ogóle da się ją obejść? Nie wystąpią przeciw sobie…
- Zgadzam się - można go było nazwać głupcem, ale tak jak i Robert, on sam widział tu wiele opcji i rozwiązań, w tym korzystnych dla niego samego. Istniały oczywiście pewne zagrożenia, lecz nie były one niczym, czego nie dałoby się pokonać, w razie gdyby niektóre sprawy się skomplikowały. Kącik ust Lestrange’a uniósł się lekko i jakby mniej sztywno niż zwykle, gdy ten powoli wstawał z fotela. Nie będą składać przysięgi na siedząco. Robił to jednak powoli, bez gwałtownych ruchów, żeby Mulciberowi numer 2 przypadkiem nie omsknęła się różdżka. Domyślał się, że to on będzie gwarantem, wszak nie było tu nikogo innego.
Rodolphus milczał. Milczał dłużej niż powinien w tej sytuacji, wpatrując się w Roberta z nieukrywaną ciekawością. Nie był w stanie jej ukryć, bo ten człowiek, którego myślał że zdążył już trochę poznać, okazał się być enigmą. Czy był na tyle przebiegły, że w ten sposób chciał zwabić Rolpha w jakiś niewypowiedziany pakt, zyskać sojusznika? Nie musiał tego robić w ten sposób, poza tym przysięgi wieczystej nie dało się złamać. A była obustronna.
Czy może tu chodziło o coś więcej? To, że Mulciber miał problem z zaufaniem, to Rodolphus zdążył zaobserwować już dużo wcześniej. Czy to, czego się dowiedział, miało związek z tym jak bardzo teraz wydawał się inny? Co, jeśli Czarny Pan postanowi pozbyć się Mulcibera? Jak wtedy Lestrange obejdzie przysięgę? Czy w ogóle da się ją obejść? Nie wystąpią przeciw sobie…
- Zgadzam się - można go było nazwać głupcem, ale tak jak i Robert, on sam widział tu wiele opcji i rozwiązań, w tym korzystnych dla niego samego. Istniały oczywiście pewne zagrożenia, lecz nie były one niczym, czego nie dałoby się pokonać, w razie gdyby niektóre sprawy się skomplikowały. Kącik ust Lestrange’a uniósł się lekko i jakby mniej sztywno niż zwykle, gdy ten powoli wstawał z fotela. Nie będą składać przysięgi na siedząco. Robił to jednak powoli, bez gwałtownych ruchów, żeby Mulciberowi numer 2 przypadkiem nie omsknęła się różdżka. Domyślał się, że to on będzie gwarantem, wszak nie było tu nikogo innego.