23.01.2024, 18:49 ✶
Leviathan zatrzymał się przed Sarah, wyłaniając się tym samym z narracyjnego limba. Nie dało się nie zauważyć, jak bardzo poczynania Isobell nią wstrząsnęły, ale prawdę powiedziawszy, Rowle'owi brakowało zrozumienia w tym temacie. Widok ofiarowanej owieczki nie wzbudzał w nim większych uczuć, tak samo jak i nie wzdrygał się kiedy przychodziło mu oglądać porywające lub rozdzierające swoje ofiary smoki. To było tylko zwierzę, które w gruncie rzeczy, nawet nie męczyło się bardzo w swojej śmierci.
Spojrzał jeszcze w stronę ofiarnego kamienia, przy którym teraz rozgrywały się spory o to kto chce się poświęcić i czy w ogóle mógł to zrobić, bo utworzył się front, który jawnie chciał się przeciwstawić Arcykapłance. Leviemu na usta cisnął się gorzki komentarz, proponujący Isobell by sama położyła się na kamieniu, skoro ten przywykł przecież do większych ofiar, ale zamiast tego spojrzał jeszcze na moment w stronę Septimy, z nadzieją że i ona zaraz nie rozpadnie się pod wpływem zaistniałych wydarzeń, a potem kucnął przed Sarah, obok Maeve.
- Nie płacz - powiedział cicho do Macmillan, sięgając dłonią do jej twarzy i ocierając delikatnie łzy z jej policzków. Było w tym geście coś niemal czułego, nawet jeśli jego twarz pozostawała dziwnie spięta. Może był to fakt, że jeszcze nie tak dawno kotłowały się w nim wszystkie wątpliwości, a teraz mógł mówić o niej z całą pewnością, że była jego narzeczoną. A może był to fakt, że wcześniejsze, ulotne uczucie które przyniosła ze sobą śmierć owieczki, zastąpiło teraz to dziwne przeczucie, że coś było nie tak. Pomijając skargi kierowane w stronę Isobell, otaczała ich nieprzyjemna cisza i ciemność i Leviathan nie mógł pozbyć się wrażenia, że może wcale nie powinni niczego już składać na tym przeklętym kamieniu.
Sięgnął dłonią do chusteczki, którą wysupłała stojąca obok Lorraine, na moment rzucając spojrzenie gadzich oczu na jej twarz. Potem przyłożył ją do bladych policzków Sary, chcąc w tej sposób osuszyć jej twarz z nowych i już roztartych łez.
- Możesz wstać? - zapytał jeszcze, przyglądając jej się z uwagą.
Spojrzał jeszcze w stronę ofiarnego kamienia, przy którym teraz rozgrywały się spory o to kto chce się poświęcić i czy w ogóle mógł to zrobić, bo utworzył się front, który jawnie chciał się przeciwstawić Arcykapłance. Leviemu na usta cisnął się gorzki komentarz, proponujący Isobell by sama położyła się na kamieniu, skoro ten przywykł przecież do większych ofiar, ale zamiast tego spojrzał jeszcze na moment w stronę Septimy, z nadzieją że i ona zaraz nie rozpadnie się pod wpływem zaistniałych wydarzeń, a potem kucnął przed Sarah, obok Maeve.
- Nie płacz - powiedział cicho do Macmillan, sięgając dłonią do jej twarzy i ocierając delikatnie łzy z jej policzków. Było w tym geście coś niemal czułego, nawet jeśli jego twarz pozostawała dziwnie spięta. Może był to fakt, że jeszcze nie tak dawno kotłowały się w nim wszystkie wątpliwości, a teraz mógł mówić o niej z całą pewnością, że była jego narzeczoną. A może był to fakt, że wcześniejsze, ulotne uczucie które przyniosła ze sobą śmierć owieczki, zastąpiło teraz to dziwne przeczucie, że coś było nie tak. Pomijając skargi kierowane w stronę Isobell, otaczała ich nieprzyjemna cisza i ciemność i Leviathan nie mógł pozbyć się wrażenia, że może wcale nie powinni niczego już składać na tym przeklętym kamieniu.
Sięgnął dłonią do chusteczki, którą wysupłała stojąca obok Lorraine, na moment rzucając spojrzenie gadzich oczu na jej twarz. Potem przyłożył ją do bladych policzków Sary, chcąc w tej sposób osuszyć jej twarz z nowych i już roztartych łez.
- Możesz wstać? - zapytał jeszcze, przyglądając jej się z uwagą.