Pełen oczekiwań względem tego rytuału starszy Nordgersim odczuł ukłucie rozczarowania, kiedy wszystko skończyło się równie szybko, co zaczęło się. Powinien przewidzieć to, że krew jednej owieczki nie wystarczy, jednak nie śmiałby zasugerować tego kobiecie służącej samej bogini. Z pewnością to rozczarowanie byłoby większe, gdyby nie odczuwane przez niego oszołomienie. To uczucie nieznacznie osłabło. Nie czuł już pod stopami drżenia ziemi. Spostrzegł przygasające płomienie. Nie podobało mu się to uczucie, że coś jest nie tak. To, że nie słyszał świerszczy ani nocnych ptaków. Nawet do jego uszu nie docierał charakterystyczny trzask pożeranego przez ogień drewna. Rozciągający się na niebie czarny woal sprawił, że stracił z oczu księżyc i gwiazdy. Gęstniejąca mgła niemalże całkowicie utrudniła mu dojrzenie masywu wewnętrznego kręgu.
Pytaniem, na które nie znał odpowiedzi było, co teraz? Przed rozpoczęciem tego rytuału nie dostrzegł w pobliżu innych zwierząt. Pewną wskazówkę mogły stanowić dla niego słowa arcykapłanki oraz kapłanki. Dotąd Dagur postrzegał Anglików jako znacznie bardziej cywilizowanych aby składać krwawe ofiary bóstwom albo przelewać krew podczas tego rodzaju rytuałów - nie zwierząt, a ludzi. Teraz jego spojrzenie ulegało zmianie. Zgodnie z wiarą swoich przodków był w stanie zaakceptować tego typu dobrowolne praktyki, świadczące o wielkiej gorliwości i odwadze. Zabrakło tutaj jedynie odpowiedniego przygotowania ofiary, chociażby w postaci odziania jej w odpowiedni ceremonialny strój. Jednocześnie nie dało się nie dostrzec tego, że kapłanka wyglądała na bardzo młodą i miała całe życie przed sobą, które dobiegnie końca w chwili złożenia jej w ofierze. Spojrzał z ukosa na swojego syna, ostatecznie nieznacznie nachylając się ku niemu.
— Nie różnią się tak bardzo od nas. — Wyszeptał w ich ojczystym języku, po czym się odsunął od swojego pierworodnego. Dagur nie był tym, który zamierzał położyć temu kres, nawet jak to mogło wydawać się szaleństwem. Znalazł się jednak ktoś, kto zamierzał to zrobić - nieznany mu mężczyzna sprzeciwił się złożeniu w ofierze młodziutkiej kapłanki. Starał się zrozumieć jego intencje a jednocześnie chciał go potępić za zwracanie się w ten sposób do arcykapłanki, nawet jeśli sam nie przynależał do tego akurat kowenu. W ich ojczyźnie znacznie wierzący znacznie bardziej poważali kapłanów. Uważał również, że tego typu rytuały nie były dla każdego.
— Nie mieszajmy się w to, synu. — Zasugerował swojemu pierworodnemu to aby pozostali biernymi obserwatorami i nie opowiedzieli się po żadnej ze stron. I tym razem posłużył się islandzkim. Przyszli tutaj uczestniczyć w prawdziwym rytuale, a nie przekrzykiwać się jeden przez drugiego odnośnie tego, kto ma rację co do słuszności wykonywania tak krwawych praktyk religijnych i świadomego wyboru do poświęcenia swojego żywota oraz słuszności tego aby uniemożliwić to komuś, kto jest na to zdecydowany, kto ma rację, a kto jest w błędzie i wreszcie, kto jest całkowicie szalony, a kto zupełnie normalny. Nie zamierzał teraz chwycić za różdżkę. Nie miał też przy sobie swojego topora. Tym, czego mógł się obawiać, jest gniew bogów, którego mogą doświadczyć za zakłócenie przebiegu tego rytuału niezależnie od jego formy. Bogowie potrafili jedną ręką rozdawać swoje łaski, a drugą odbierać to, co dla nich było ważne. Trudno było odzyskać ich przychylność.