23.01.2024, 23:20 ✶
Brutalna rzeczywistość przestała mieć znaczenie, a picie krwi... że niby obrzydliwe? Z której strony, ja się pytałem? To było najlepsze, co mnie spotkało przez ostatnie dni, więc piłem więcej i więcej, najwięcej, do utraty tchu, którego na dobrą sprawę nie potrzebowałem. Już nie.
Uśmiechałbym się, gdybym nie miał zajętych ust. Śmiałbym się, gdybym chciał przerywać ucztę. Nie chciałem. Nie zamierzałem. A zdrobnienie mojego imienia, które usłyszałem tak blisko, nakazało mi jedynie jeszcze bardziej pilnować skarbu, do którego się dobrałem. Tak, mój skarb, moja krew. I wręcz zarzekałem się, że to uczucie będzie ze mną do końca, póki, cóż, się nie zdziwiłem potężnie.
Czy jeszcze chwilę temu rozważałem, czy Kimi będzie w stanie zrobić mi krzywdę...? Hah! Nic bardziej mylnego! Najwyraźniej nie robiło jej to różnicy, czy to głaz, drzwi albo jej najdroższy przyjaciel, bo momentalnie wyprostowałem się z powodu bólu w plecach i jednocześnie warknąłem niezadowolony, wkurwiony wręcz. Nie miałem jednak czasu ani możliwości na reakcję, bo zaraz niewidzialna siła odepchnęła mnie od Kim i uderzyłem lekko w ścianę, co mnie też nieco przebudziło z oczarowania krwią.
Podniosłem prawą dłoń do ust. Taką bardziej niepewną, bo nie chciałem tego oglądać, a jednak przetarłem wargi mokre od krwi Kimi i teraz wpatrywałem się w moje brudne palce. Nie powstrzymałbym się. Nie dałbym rady. Chciałem ją pić i byłoby tylko gorzej, gdyby się wyrywała. Wiedziałem to. Nie miałem zielonego pojęcia, co mógłbym zrobić aby to zmienić. Zdawało się być... procesem niezwykle odległym. Huh.
Oblizałem te palce i usta. Nie mogłem zaprzeczyć, że było pysznie. Picie krwi było jakieś takie... czystsze niż picie krwi obcych ludzi, ale było mi teraz głupio, że widziała mnie... takiego. I że nie dałem rady się powstrzymać. Matko, jakie to było dobre. To uczucie mocy, życia, magii. Wpływała we mnie wraz z krwią i teraz czułem się lepiej, silniej, bardziej... żywy? Heh. Jak gdybym mógł zmienić swój status martwego...
- Czuję się lepiej... i gorzej - przyznałem, patrząc na nią tak z dołu wyjątkowo, bo wciąż siedziałem tyłkiem na podłodze. Wziąłem od niej ten ręcznik, żeby się przetrzeć, choć zapewne nie było już co ścierać, ale jednak wolałem chociaż udawać, że nie byłem uzależniony od chlania krwi. - Powiedz mi lepiej, co z tobą...? Nie... za bardzo...? Ta twoja ręka...? - zapytałem, zastanawiając się, jak to mogło wyglądać pod tym opatrunkiem.
- Nieźle się urządziłem, co? Zrezygnowałem z pracy w Ministerstwie... i poluję. Na potwory. Na ludzi jeszcze nie poluję - stwierdziłem, uśmiechając się z lekkim żalem. Na kogoś musiało popaść, więc popadło na mnie. - Najgorsze jest to, że typ, który mi to zrobił, spierdolił i dalej jest na wolności. Fajnie, co? - dodałem nieco podkurwiony, bo taki był ze mnie łowca od siedmiu boleści, że nie dość, że dałem się ugryźć i wyssać do cna, to jeszcze pozwoliłem mu uciec. Duma, męska duma ucierpiałaby tu najbardziej, gdyby to jednak życie nie poszło w pizdu.
Uśmiechałbym się, gdybym nie miał zajętych ust. Śmiałbym się, gdybym chciał przerywać ucztę. Nie chciałem. Nie zamierzałem. A zdrobnienie mojego imienia, które usłyszałem tak blisko, nakazało mi jedynie jeszcze bardziej pilnować skarbu, do którego się dobrałem. Tak, mój skarb, moja krew. I wręcz zarzekałem się, że to uczucie będzie ze mną do końca, póki, cóż, się nie zdziwiłem potężnie.
Czy jeszcze chwilę temu rozważałem, czy Kimi będzie w stanie zrobić mi krzywdę...? Hah! Nic bardziej mylnego! Najwyraźniej nie robiło jej to różnicy, czy to głaz, drzwi albo jej najdroższy przyjaciel, bo momentalnie wyprostowałem się z powodu bólu w plecach i jednocześnie warknąłem niezadowolony, wkurwiony wręcz. Nie miałem jednak czasu ani możliwości na reakcję, bo zaraz niewidzialna siła odepchnęła mnie od Kim i uderzyłem lekko w ścianę, co mnie też nieco przebudziło z oczarowania krwią.
Podniosłem prawą dłoń do ust. Taką bardziej niepewną, bo nie chciałem tego oglądać, a jednak przetarłem wargi mokre od krwi Kimi i teraz wpatrywałem się w moje brudne palce. Nie powstrzymałbym się. Nie dałbym rady. Chciałem ją pić i byłoby tylko gorzej, gdyby się wyrywała. Wiedziałem to. Nie miałem zielonego pojęcia, co mógłbym zrobić aby to zmienić. Zdawało się być... procesem niezwykle odległym. Huh.
Oblizałem te palce i usta. Nie mogłem zaprzeczyć, że było pysznie. Picie krwi było jakieś takie... czystsze niż picie krwi obcych ludzi, ale było mi teraz głupio, że widziała mnie... takiego. I że nie dałem rady się powstrzymać. Matko, jakie to było dobre. To uczucie mocy, życia, magii. Wpływała we mnie wraz z krwią i teraz czułem się lepiej, silniej, bardziej... żywy? Heh. Jak gdybym mógł zmienić swój status martwego...
- Czuję się lepiej... i gorzej - przyznałem, patrząc na nią tak z dołu wyjątkowo, bo wciąż siedziałem tyłkiem na podłodze. Wziąłem od niej ten ręcznik, żeby się przetrzeć, choć zapewne nie było już co ścierać, ale jednak wolałem chociaż udawać, że nie byłem uzależniony od chlania krwi. - Powiedz mi lepiej, co z tobą...? Nie... za bardzo...? Ta twoja ręka...? - zapytałem, zastanawiając się, jak to mogło wyglądać pod tym opatrunkiem.
- Nieźle się urządziłem, co? Zrezygnowałem z pracy w Ministerstwie... i poluję. Na potwory. Na ludzi jeszcze nie poluję - stwierdziłem, uśmiechając się z lekkim żalem. Na kogoś musiało popaść, więc popadło na mnie. - Najgorsze jest to, że typ, który mi to zrobił, spierdolił i dalej jest na wolności. Fajnie, co? - dodałem nieco podkurwiony, bo taki był ze mnie łowca od siedmiu boleści, że nie dość, że dałem się ugryźć i wyssać do cna, to jeszcze pozwoliłem mu uciec. Duma, męska duma ucierpiałaby tu najbardziej, gdyby to jednak życie nie poszło w pizdu.