Jakże dalecy byli od prawdy, jeden i drugi. Nadawali sobie nawzajem cech postaci z romantycznych powieści, podczas gdy obydwoje byli raczej typem, który ukradłby dziecku lizaka z bliżej nieokreślonych powodów. Sprawiali cudowne pozory, błyszcząc jak książęta, gdy pod tą piękną osłonką kryło się już nie tak piękne wnętrze.
Dla Peppy koniec świata już nastał wraz z tragiczną rozmową rekrutacyjną. Rabastan wstępujący do windy był jak anioł śmierci. Utknęła z nim w Hadesie, a jako że była martwa, nie stały przed nią żadne granice.
Musiałaby włożyć teczkę pod spódnicę, żeby ukryć ją przed wzrokiem Rabastana. Skórzana aktówka wciąż wystawała zza jej pleców i aż prosiła się o użycie w tej nieciekawej sytuacji.
— Oh, posiadam kilka... rzeczy, ale nie jestem pewna, czy mogłabym ich użyć... Mam tutaj tylko świadectwo i wyniki egzaminów, wolałabym nie wystawiać ich na zniszczenie... — wyznała, tym razem całkiem szczerze. Zapewne mogłaby odmienić papierowego ptaszka w arkusz ocen, ale gdyby ktoś z zewnątrz zniszczył jej dzieło... To było zbyt ryzykowne.
To nie tak, że potrzebowała tych dokumentów. Przypadnie jej praca w firmie rodzinnej, do której żadne papiery nie są jej potrzebne. A fakt posiadania w teczce także kilku pustych kartek i ołówka nie musiał się ujawnić. Przynajmniej nie teraz.
Podniosła wzrok, gdy Rabastan badał swój medalik. Czyżby był aż tak zdeterminowany, że gotów był poświęcić coś bardzo osobistego? Peppa również miała biżuterię - drobne kolczyki i zegarek, niestety złota nie dało się transmutować.
Jej serduszko zawirowało, gdy metamorfomagia chłopaka dała o sobie znać. Uwielbiała to. Uważała to za niesamowicie poetyckie i atrakcyjne. Jednocześnie z niesmakiem reagowała na innego metamorfomaga z jej roku, uznając go za dziwaka i emocjonalnego ekshibicjonistę.
Nie na długo bicie serca mogło pozwolić sobie na wysokie obroty, gdyż nagle zamarło wraz z nieuchronnym momentem, o którym nawet nie pomyślała wcześniej. Musiała się przedstawić. To ten moment, kiedy zweryfikują się jej najgorsze obawy. Przedstawi mu się, a Rabastan odpowie coś w stylu "Oh, jak miło poznać kuzynkę" i jej serce rozsypie się w drobny mak.
Czarodziej podjął kolejne nieudane podejrzenie. Peppa nigdy nie kojarzyła go z resztą jego rodziny. Dla niej od zawsze był "najbardziej czarującym chłopakiem w szkole". Nawet nie myślała, czy również zostanie uzdrowicielem, jak większość jego rodziny. W jej mniemaniu najlepszym zawodem dla Rabastana było zostanie jej małżonkiem.
— Wiem — odpowiedziała po chwili, decydując się na szczerość. — Kojarzę cię ze szkoły... — Liczyła, że to wyznanie zbliży ich ku sobie. Nie będą już "jakimś panem" i "jakąś panną" w windzie. Będą "absolwentami Hogwartu". Ale co z tego, gdy nadszedł ten ważny moment. Musiała się przedstawić. W grę nie wchodziło kłamstwo. Peppa żyła w przekonaniu, że każdy równie dobrze jak ona znał niuanse społeczności czarodziejów. Co prawda nie potrafiła wymienić imion wszystkich przedstawicieli każdej z rodzin, ale wierzyła, że fałszywe podawanie się za kogoś z konkretnego rodu mogło zostać momentalnie zweryfikowane. Przypadkowego nazwiska też nie chciała podawać. Musiała podać takie, które rozpoznawał i kojarzył jako godne noszenia. Przecież nie powie, że jest od Weasley'ów. Momentalnie znalazłby sposób na ucieczkę z windy.
— Peppa. Peppa Potter.
Spuściła lekko wzrok czekając na najgorsze.