24.01.2024, 13:06 ✶
Magiczne stworzenia były dla niego lekką fantazją, wychowany na psach i kotach kiedy poszedł do Akademii Magii zobaczy zupełnie dziwny świat i owszem, niektóre stworzenia były słodkie, ale inne... no nie mógł się do nich przełamać. Z resztą jeszcze by palnął przed mugolami jakąś głupotę i by wyszło szydło z worka. Kiedy chciał się poprzytulać do zwierzaka, pogłaskać go czy pobawić się z nim, zawsze miał swoją poduszkę, stołek, kulki zgniecionego papieru, które mógł w każdej chwili transmutować na jakiś czas.
Cierpliwie czekał przed drzwiami, obserwując klatkę schodową, jakby nie stał tu nigdy. Wycieraczki, drzwi, zapachy, zerknął w górę, w dół, posłuchał czy ktoś chodzi do budynku, czy ktoś z sąsiadów się akurat z kimś kłóci.
W końcu drzwi się otworzyły i obrzucił siebie uśmiechami.
-Ah, jasne.-zgodził się, bo co miał siedzieć sam u siebie i myśleć nad nie wiadomo czym, a robienie zamówień go już zmęczyło. Wszedł do środka i trochę na sekundę zgłupiał. Powinien zdejmować kapcie? Niby chodził w nich "po podwórku" poza domem, ale w bloku, więc chyba nie? Chociaż... Został w kapciach koniec końców.
-W sumie mogłem przyjść z własną herbatą.-zaśmiał się do niego po chwili namysłu kiedy zdał sobie sprawę z tego, że przejście z piętra na piętro nie sprawiłoby, że herbata magicznie wystygnie lub nie będzie smaczna. Rozejrzał się po mieszkaniu, jakby nigdy go nie widział.
-Co u ciebie? W pracy spokój? Średnie czasy trochę są...-popatrzył na niego, zastanawiając się czy życie nie zgotowało i jemu jakich przykrości ostatnio, ale chyba nie, przynajmniej póki co nie wyglądał na takiego. Z drugiej strony Morpheus też nie do końca był przybity kiedy go odwiedził.
Cierpliwie czekał przed drzwiami, obserwując klatkę schodową, jakby nie stał tu nigdy. Wycieraczki, drzwi, zapachy, zerknął w górę, w dół, posłuchał czy ktoś chodzi do budynku, czy ktoś z sąsiadów się akurat z kimś kłóci.
W końcu drzwi się otworzyły i obrzucił siebie uśmiechami.
-Ah, jasne.-zgodził się, bo co miał siedzieć sam u siebie i myśleć nad nie wiadomo czym, a robienie zamówień go już zmęczyło. Wszedł do środka i trochę na sekundę zgłupiał. Powinien zdejmować kapcie? Niby chodził w nich "po podwórku" poza domem, ale w bloku, więc chyba nie? Chociaż... Został w kapciach koniec końców.
-W sumie mogłem przyjść z własną herbatą.-zaśmiał się do niego po chwili namysłu kiedy zdał sobie sprawę z tego, że przejście z piętra na piętro nie sprawiłoby, że herbata magicznie wystygnie lub nie będzie smaczna. Rozejrzał się po mieszkaniu, jakby nigdy go nie widział.
-Co u ciebie? W pracy spokój? Średnie czasy trochę są...-popatrzył na niego, zastanawiając się czy życie nie zgotowało i jemu jakich przykrości ostatnio, ale chyba nie, przynajmniej póki co nie wyglądał na takiego. Z drugiej strony Morpheus też nie do końca był przybity kiedy go odwiedził.