Nie zapomniał jak wół cielęciem. Jednak został wychowany w taki sposób aby znać swoje miejsce - ojciec rządził twardą ręką, kształtując go na swoje podobieństwo w tym aspekcie. Oznaczało to, że nie zamierzał pobłażać pozostającemu pod ich opieką Mulciberowi. To, co wolno było domownikom, nie było dozwolone dla gości. Zawłaszczanie należących do gospodarzy rzeczy nigdy nie będzie dobrze odebrane, nawet jeśli była to kosztująca kilka galeonów paczka papierosów i paręnaście sykli pudełeczko zapałek. Chester mógł zostawić te papierosy w każdym miejscu tego domu i tam powinny pozostać.
Zmrużył powieki podczas śledzenia tego trasy robiącego fikołki w dłoniach Richarda pudełeczka, którego zawartość częściowo wysypała się na posadzkę tarasu. Nie przypadło mu to do gustu. Naprawdę wściekłby się gdyby zamiast tych nieszczęsnych zapałek u stóp Mulcibera rozsypały się papierosy. Najgorszy scenariusz każdego nałogowca. Wymierzona przez niego kara była w pełni uzasadniona za ten wybryk. Każda kara powinna skłonić do refleksji. Pomimo tego, że Richarda po rzuceniu ostrożnego spojrzenia i opuszczenia wzroku, nie okazał skruchy i nie przeprosił za swoje zachowanie. Rookwood zacisnął wargi w wąską linię.
— Chciałeś tylko spróbować?! Czy ty kompletnie postradałeś rozum?! Jesteś niepełnoletni i muszę poinformować o twoim wyskoku waszych rodziców. Po drugie nie możesz ruszać prywatnych rzeczy należących do mieszkańców tego domu. — Warknął zirytowany w jego stronę. Jeśli Richard sądził, że ta sprawa zakończy się równie szybko, jak się zaczęła to pozostawał w błędzie. Może jak jego ojciec złoi mu po raz kolejny tyłek swoim ojcowskim pasem to się nauczy. To, że w tym domu coś leżało na widoku nie oznaczało, że nie miało swojego właściciela. W tym domu to nie on musiał pilnować swoich rzeczy - jest u siebie i równie dobrze mógłby zostawić w salonie albo gabinecie swoją sakiewkę, która nie powinna zmienić swojego położenia o milimetr.
— Nie zmieniaj tematu. — Pomimo tego że te mundury naprawdę wyglądały czadersko to nie da się na to złapać. Wyciągnął z paczki papierosów jednego z nich, umieszczając go pomiędzy wargami. Po zapaleniu zapałki osłonił papierosa lewą dłonią i przysunął ogień do krańca papierosa. Gdy on zaczął się żarzyć, zgasił zapałkę i upuścił ją na posadzkę. Chwytając papierosa pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym powoli wciągał dym tytoniowy do płuc, przez chwilę go tam zatrzymując i ostatecznie wypuszczając z ust. Strzepnął popiół na ziemię. Paczkę schował do kieszeni spodni.
— Twój brat powiedział mi co zaszło w dniu śmierci tamtej uczennicy. Powiedziałem mu, że w razie czego postaram się uratować wam tyłki w razie potrzeby. Chcesz coś do tego dodać? — Zapytał Richarda o jego udział w tych wydarzeniach, o których opowiedział mu Robert dzień wcześniej.