- Powiadają. Jaki ojciec, taki syn.
W ten sposób, skomentował jego milczenie, ale zostawiające znaki, wskazówki, domysły. Tym samym, Richard także uśmiechnął się kącikiem ust, jakby zrozumiał. Jedno z dwóch jego stwierdzeń mogło mieć rację bytu. Albo nawet oba. Być może tyle na razie mu wystarczało wiedzieć. Przyjdzie odpowiedni czas, to pozna pewną prawdę. Robert nawet przestał zbyt wiele przed nim ukrywać. Być może zrozumiał, jak bardzo potrzebuje teraz bliższego wsparcia zaufanych członków rodziny.
Pewne zdarzenia w rodzinie wymagają poświęceń. Tutaj zgadzał się ze Stanleyem. Dokonywanie wyboru nie jest proste w takiej sytuacji. Dla dobra czegoś, coś trzeba poświęcić. Może uda mu się jakoś tutaj odnaleźć i jakąś robotę złapać. Brata nie zostawi w takiej sytuacji samego. A ostatnio było źle.
- Czasami zmiany też są potrzebne.Stwierdził z cichym westchnieniem. Ale najwyraźniej tak musi być. Może jego ojciec miał w jakimś stopniu rację, że powinien zostać tutaj? Dał mu szansę powrotu. Richard odmówił.
Skoro mieli większość sprawy i to najważniejszej omówione. Zdążyli się w pewnym stopniu poznać. Od strony zawodowej, jak i rodzinnej, Richard zaryzykował ukrytą prośbą o współpracę, choćby informacyjną. Jeżeli Stanley faktycznie miał dobrego informatora, bądź sam był jednym ze śmierciożerców, pomogłoby to Richardowi reagować na zagrożenia, mogące pojawić się w pobliżu jego brata. Być na miejscu, przy nim.
Dał chwilę czasu Stanleyowi na zastanowienie się, w między czasie pozwalając sobie za jego zgodną napełnienie szklanki alkoholem. Richard nie miał złych zamiarów. Nie dawał tego po sobie poznać. Oddałby życie za brata, gdyby sytuacja była beznadziejna. Wiele razy ryzykował samym byciem nim, aby Robert mógł wykonywać zlecenia dla Toma.
W czym Richard mógłby być "przydatny"? W tym, w czym był dobry, ale Stanley, nie wszystko jeszcze o nim wiedział. Jako auror, posiadał swoje umiejętności. Jako jego wuj, był najbliżej Roberta, jego ojca.
Słysząc po chwili odpowiedź bratanka, uśmiechnął się lekko. Zgodził się.
- Za owocną współpracę… Bratanku.Również uniósł swoją szklankę. Mogli nawet stuknąć je razem. Upiwszy łyk, Richard postanowił zapytać. Bowiem na to wyglądało, że chyba najważniejszą sprawę mieli za sobą.
- Masz jeszcze jakieś pytania odnośnie swojego ojca? Czy chcesz o mnie czegoś się dowiedzieć? Nie wiem ile Robert Ci o mnie mówił.
Jeżeli Stanley miał jeszcze jakieś pytania, mógł zadawać. Jeżeli nie, mogliby kończyć spotkanie a wtedy Richard wróci do posiadłości rodzinnej w Londynie.