Zdecydowanie przewidywanie przyszłości nie było ich mocną stroną, na szczęście wcale nie musiało być, bo żadne z nich nie było jasnowidzem (od tych pewnie się nieco więcej wymaga w tej kwestii). Po teleportację Ruda nigdy by nie sięgnęła, bo po pierwsze nie umiała tej czynności, a po drugie, jeśli już do niej dochodziło to za każdym razem kończyło się to dla niej tak samo - obrzyganiem osoby, która jej towarzyszyła. Wolała więc wybierać własne nogi, ewentualnie miotłę jako środek transportu.
- Oj, nie dąsaj się już. - Miała nadzieję, że nie potrwa to długo, zresztą jej zdaniem nie było sensu płakać nad rozlanym mlekiem. - Serio? Za kogo ty mnie masz, nigdy w życiu nie pomyślałam w ten sposób o twojej siostrze i bracie, fuuuuuj. - Przeciągnęła i skrzywiła się na samą myśl. To nie były doznania jakich potrzebowała. - Wystarczy mi tylko chłopak, szczególnie, że jest taki niesamowity. - Dodała uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Nadal nie przestawała wspominać Cameronowi o tym, jaki jest wspaniały, bo rzeczywiście tak sądziła. Nie przeszło jej to mimo tego, że czas płynął, wręcz przeciwnie, jakby przy każdym spotkaniu doceniała to, że jest przy niej jeszcze bardziej. Dziwne, to Beltane faktycznie musiało sporo namieszać jej w głowie, nie sam rytuał, ale to, co przeżyła. Rzeczy, które kiedyś były dla niej oczywiste teraz wcale takie nie były. Doceniała to, co ma, chociaż kiedyś miała z tym lekki problem.
Oczywiście, że nie zignorowała tego drugiego nadstawionego policzka, nie odmówiłaby sobie tej przyjemności. Udało im się odpowiednio przywitać, więc mogli przejść do tych istotniejszych spraw, jak to pranie, które prosiło się o to, aby je zrobić. - Nie wiem, czy umiałbyś mi podpaść tak na serio, chociaż może, ale wolałabym nawet nie myśleć o takiej sytuacji. - Każdy miał swoje granice, Wood była skłonna wybaczyć naprawdę niemalże wszystko, może szybko się irytowała i nie umiała trzymać emocji na wodzy, jednak równie szybko przychodziło jej zapominanie o tych błahostkach.
Heath również wolałaby, żeby szybko ogarnęli ten burdel i mieli czas wolny, dlatego też postanowiła się zaangażować w to małe sprzątanie. Tyle, że jak spoglądała na ten bałagan to nie bardzo wiedziała, gdzie powinni zacząć. - Już bez przesady, nie mogłabym latać na miotle w sukienkach, znaczy pewnie bym mogła... - Zastanowiła się przez moment. - Ale na dłuższą metę to musi być cholernie niewygodne. Nie ma to jak spodnie. - Bardzo ceniła sobie wygodę, to nie tak, że unikała sukienek jak ognia, bo Wood lubiła błyszczeć i wyglądać dobrze, tyle, że jedynie w miejscach, w których warto było się pokazać, na co dzień zdecydowanie nosiła się jak najbardziej wygodnie. - Widzisz Kamiś, pranie to chyba jedyne co mogłabym dla ciebie zrobić na dłuższą metę, ale się nie przyzwyczajaj, to taki moment. - Dodała z uśmiechem.
Oparła sobie ręce na biodrach i wpatrywała się w te brudne ubrania, wypadałoby mieć na to jakiś pomysł, chociaż nieco przerażało ją to, że tyle myśli o takiej prostej czynności, tak to już jest, jak skrzat robi za ciebie takie rzeczy. - Nie robiłam, ale zawsze musi być ten pierwszy raz. - W jej głosie mógł usłyszeć optymizm, najwyraźniej w ogóle nie zakładała, że pojawią się jakieś problemy. - Może oddziel fartuchy? Mogłyby się zrobić kolorowe, gdybyśmy wrzucili wszystko razem. - Wydawało jej się to logiczne.