Właściwie, to nadal w Uagadou stawiano na naukę magii bezróżdżkowej. Nie to, że w Afryce różdżek nie używano, ale było to mało powszechne, bo po co, skoro w szkole dzieciaki potrafiły to robić bez jakiegoś śmiesznego patyka? Ginevra świadomie wybrała używanie różdżki, bo zauważyła, że jeśli chodzi o wszelkie uzdrawianie i precyzyjną robotę, to jest znacznie użyteczniejsza i łatwiej osiągnąć jej zamierzony efekt – dlatego swoją różdżkę zakupiła i używała z przyzwyczajenia już do wszystkiego. Zaś skoro to Bagshotowie podobno byli twórcami myślodsiewni… może bazowali na jakichś starych projektach, za to nadal był to kawał drogi od Afryki, a przekazanie do tych wszystkich rozsianych plemionek i wioseczek takiego urządzenia raczej proste nie było. Raczej nie powinno dziwić, że w Afryce robiono to więc inaczej.
- Może się z tym nie spotkałam po prostu, ale jeśli są, to mocno niepopularne – stwierdziła bez większego przejęcia, bo już dawno nauczyła się nie przejmować tym, że to, że coś Anglikom wydaje się oczywiste i powszechne, wcale takie w Afryce nie jest i na odwrót. Dajmy na to tę animagię. Ginny nie rozumiała, dlaczego nie uczono tego w szkole, że w ogóle tego nie uczono i nie pomagano, a jedynie animagowie uczyli się sami. A to przecież wcale nie było proste i nauczyciel mógł bardzo ułatwić ten proces. - Hmm rozumiem – pokiwała głową, patrząc na malutką Letę uważnie, gdy ta tłumaczyła jej cały proces. - Może to nie jest więc aż takie różne. U nas korzysta się ze zwierciadeł, czasami z tafli wody – nie byle jakich lusterek i byle jakich jeziorek, ale na pewien sposób działało to podobnie. Pewien sposób. Zerkała teraz z ciekawością na kamienną misę i ten dziwny płyn, który się tam znajdował; na srebrzace się nici wspomnień, które wpadły do cieczy, rozwijając się w fantazyjne esy-floresy.
Przyglądała się w jaki sposób Cathal dotyka powierzchni myślodsiewni, następnie jak robi to Alathea, a następnie powtórzyła to samo za nimi, pozwalając, by porwał ją wir wspomnień.
Nie widziała posągów, mężczyzny na obrazie, ani nie spotkała ducha, więc ten kontakt z brodaczem był dla niej pierwszy. Jedyne, co mogła zrobić, to przyglądać mu się i szukać ewentualnego podobieństwa do Cassandry, by móc określić czy są ze sobą jakkolwiek spokrewnieni krwią, czy jednak wyborem, a może rozsądkiem. Obeszła go tak, by móc popatrzeć na jego twarz, ubiór i dopiero, gdy otworzyły się drzwi, oderwała od niego spojrzenie, wsłuchując się w tembr głosu i przyglądając temu drugiemu mężczyźnie. Otoczenie miało dla niej znaczenie drugorzędne.
Augustusie. Więc jednak był to Augustus. A ten drugi, najwyraźniej Markus. Czy do tej pory cokolwiek było o jakimś Markusie? Nie przypominała sobie.
Dawna magia przodków, znajdująca się dokładnie pod nimi… nie musiał mówić wiele więcej, bo było dość oczywiste, co miał na myśli. Chodziło pewnie o filar w podziemnej komnacie.