27.01.2024, 01:24 ✶
Tak, nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że potrzebowałem jej bliskości, jej dotyku i uwagi żeby czuć się na miejscu, żeby ta choroba, która we mnie tkwiła, zelżała i nie wierciła mi dziury w głowie. Cisza, spokój, stabilizacja, a to wszystko za sprawą jej głowy na mojej piersi, jej dłoni na moich policzkach, mojej dłoni na jej brzuchu. Na pozór drobne gesty, które mnie uziemiały, przypominały o tym, co tu robię, potwierdzały, że nie byłem intruzem w tym domu, że były osoby, które widziały we mnie kogoś wyjątkowego. Swoją drogą, ciekawe, czy Ojciec był w domu...?
Przytuliłem Imogen do siebie, objąłem jej brzuch. Tak, miało być nas jeszcze więcej.
- Myślałem, że chcesz mi zrobić na złość wyprowadzką, a ty tak mówiłaś całkowicie na poważnie - odezwałem się powoli, stwierdzając fakt i zastanawiając się, co nią motywowało tak naprawdę, bo przecież wcale nie było tu ciasno, szczególnie kiedy Vespera się wyprowadziła, Ulyssesa prawie wcale nie było w domu, podobnie jak Ojca. Z kolei skrzaty domowe świetnie sobie radziły, wspierając nas w wychowywaniu dzieci, a przede wszystkim w sprzątaniu za chłopcami.
- Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł. Czy damy sobie radę bez wsparcia rodziny? Skrzatów? Brałaś pod uwagę to, ile czasu spędzam w pracy...? - zapytałem Imogen, a właściwie już jej pleców, bo pochylała się nad Beatrice. Miałem już skorzystać z okazji i sięgnąć po filiżankę z kawą, ale chwała, że tego nie zrobiłem, bo jeszcze bym się zachłysnął kawą, gdybym niespodziewanie usłyszał pytanie o Avelinę Paxton z ust Imogen. Tak mogłem wyjść z tego z twarzą, a przynajmniej z półtwarzą...? Bo jednak nie spodziewałem się, że Imogen w ogóle zapamięta jej nazwisko.
- Aptekarką - wyparowałem, bo zabrzmiało mi to na przesłuchanie, mimo że Imogen próbowała być w tym delikatna i neutralna. - Jest świetna w warzeniu eliksirów, więc zaopatruję się u niej odkąd mój kontakt na Nokturnie został spalony - odpowiedziałem, biorąc głęboki, zmęczony wdech. Przetarłem nawet twarz. Wczoraj powinno zostać wymazane z kart historii, tak byłoby lepiej. Niestety, nie miałem takiej mocy twórczej.
- Wystosuję do niej listowne przeprosiny i poproszę o dyskrecję w związku z wczorajszym incydentem, ale to jak się przebudzę. Wpierw kawa, poza tym musimy przedyskutować to własne lokum - zauważyłem, dając jej całusa w policzek, co nieco utrudniała mi trzymana na rękach Imogen córka, ale tatuś też chciał dokuczać mamusi, więc miała konkurencję w walce o jej policzki i pukle. Zresztą Beatrice też dostała ode mnie buziaka. Skrzywiła się nieco, ale to pewnie przez mój drapiący zarost. Starałem się być delikatny. - Myślę, że finansowo moglibyśmy dać radę, ale pytanie, co z gospodarowaniem oraz naszą wygodą...? - zapytałem Imogen, chcąc przerzucić jej myśli na inny temat. Temat Aveliny musiałem przemyśleć, ale to zdecydowanie nie teraz, choć od czasu pociągu i tej przeklętej kąpieli w stawie, kusiło mnie by poinformować Imogen o tym, że chciałem ją zdradzić. Łudziłem się, że to być może faktycznie mogłoby mnie przed tym powstrzymać.
Przytuliłem Imogen do siebie, objąłem jej brzuch. Tak, miało być nas jeszcze więcej.
- Myślałem, że chcesz mi zrobić na złość wyprowadzką, a ty tak mówiłaś całkowicie na poważnie - odezwałem się powoli, stwierdzając fakt i zastanawiając się, co nią motywowało tak naprawdę, bo przecież wcale nie było tu ciasno, szczególnie kiedy Vespera się wyprowadziła, Ulyssesa prawie wcale nie było w domu, podobnie jak Ojca. Z kolei skrzaty domowe świetnie sobie radziły, wspierając nas w wychowywaniu dzieci, a przede wszystkim w sprzątaniu za chłopcami.
- Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł. Czy damy sobie radę bez wsparcia rodziny? Skrzatów? Brałaś pod uwagę to, ile czasu spędzam w pracy...? - zapytałem Imogen, a właściwie już jej pleców, bo pochylała się nad Beatrice. Miałem już skorzystać z okazji i sięgnąć po filiżankę z kawą, ale chwała, że tego nie zrobiłem, bo jeszcze bym się zachłysnął kawą, gdybym niespodziewanie usłyszał pytanie o Avelinę Paxton z ust Imogen. Tak mogłem wyjść z tego z twarzą, a przynajmniej z półtwarzą...? Bo jednak nie spodziewałem się, że Imogen w ogóle zapamięta jej nazwisko.
- Aptekarką - wyparowałem, bo zabrzmiało mi to na przesłuchanie, mimo że Imogen próbowała być w tym delikatna i neutralna. - Jest świetna w warzeniu eliksirów, więc zaopatruję się u niej odkąd mój kontakt na Nokturnie został spalony - odpowiedziałem, biorąc głęboki, zmęczony wdech. Przetarłem nawet twarz. Wczoraj powinno zostać wymazane z kart historii, tak byłoby lepiej. Niestety, nie miałem takiej mocy twórczej.
- Wystosuję do niej listowne przeprosiny i poproszę o dyskrecję w związku z wczorajszym incydentem, ale to jak się przebudzę. Wpierw kawa, poza tym musimy przedyskutować to własne lokum - zauważyłem, dając jej całusa w policzek, co nieco utrudniała mi trzymana na rękach Imogen córka, ale tatuś też chciał dokuczać mamusi, więc miała konkurencję w walce o jej policzki i pukle. Zresztą Beatrice też dostała ode mnie buziaka. Skrzywiła się nieco, ale to pewnie przez mój drapiący zarost. Starałem się być delikatny. - Myślę, że finansowo moglibyśmy dać radę, ale pytanie, co z gospodarowaniem oraz naszą wygodą...? - zapytałem Imogen, chcąc przerzucić jej myśli na inny temat. Temat Aveliny musiałem przemyśleć, ale to zdecydowanie nie teraz, choć od czasu pociągu i tej przeklętej kąpieli w stawie, kusiło mnie by poinformować Imogen o tym, że chciałem ją zdradzić. Łudziłem się, że to być może faktycznie mogłoby mnie przed tym powstrzymać.