27.01.2024, 12:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2024, 12:35 przez Rodolphus Lestrange.)
Gdyby obok Rodolphusa szła Brenna, to zapewne miałby z głowy cały dzień. Zdążył już co nieco o niej usłyszeć, tak samo jak o jej rodzinie. I jeszcze nie miał tej przyjemności, by spotkać pannę Longbottom osobiście, ale... Gadatliwi ludzie mieli to do siebie, że sami często odpowiadali na zadane przez siebie pytania. A taka kolej rzeczy by pasowała chłopakowi, który szedł teraz obok Chestera, wciskając ręce w kieszenie spodni. Myślami wciąż był obecny przy tym wydarzeniu, nigdzie nie odpływał, będąc gotowym na to, że jednak Rookwood się odezwie i zacznie zadawać pytania. Nie zaczął, co Lestrange przyjął z niejaką ulgą. Chociaż nie wątpił, że czeka go dzisiaj dużo gadania.
Dzieciaki spojrzały po sobie niepewnie, gdy obok nich przeszli starsi od nich mężczyźni. Autorytet autorytetem, ale ciekawość zdawała się brać górę nad zdrowym rozsądkiem - przynajmniej w przypadku większości z nich. Jeden jednak, wyglądający na najmłodszego, zamrugał, próbując przypomnieć sobie czy ich kiedykolwiek widział.
- Chodźcie stąd, smutni panowie przyszli i psują zabawę - powiedział do kolegów, przestępując z nogi na nogę. Nie chciał mieć problemów, podobnie jak reszta, która zaczęła się rozchodzić, ale niezwykle ślamazarnie. Chester i Rodolphus wciąż czuli na plecach ich zaciekawione spojrzenia.
Rookwood dostrzegał plamy krwi, musiałby być ślepy, gdyby tego nie dostrzegł. Ta jedna, największa, najbardziej rzucała mu się w oczy. Była regularna, ale krawędzie zdawały się być poszarpane - sugerowało to, że ktoś ofiarę (a może ona sama) przesuwał. Najpewniej był to Laurence, który próbował zatamować krwawienie. Wyglądało na to jednak, że kobieta została zaatakowana gdzie indziej, bo dostrzegł ciemne kropelki również dalej, przy jednej z rozwalonych skrzyń. Zaułek nie był czysty: znajdowało tu się sporo skrzynek, pustych i otwartych, a niektóre były połamane. Nie było tu worków ze śmieciami, bardziej większe gabaryty, które w workach się nie mieściły, i czekały na swoją kolej na unicestwienie. Gdzieś była też jakaś butelka, Chesterowi mignęło także rozbite szkło. Nie widział jednak narzędzia zbrodni, co nie oznaczało, że go tu nie ma. Krwi było naprawdę dużo, kobieta została zraniona kilka kroków od miejsca, w którym upadła i zaczęła się wykrwawiać. Z zaułka nie było innego wyjścia oprócz tego, którym weszli, ale były tu także drzwi do zaplecz sklepów. Trzy pary, wszystkie zamknięte na głucho. Dwie pary po lewej stronie, jedna po prawej. Przy jednych stał słoik z wypalonymi papierosami.
Oprócz tego nie było tutaj śladów magii - ani czarnej, ani zwykłej. Chester nic nie wyczuwał, zupełnie jakby atak nie odbył się przy pomocy różdżki. Skąd więc przypominajka? Gdy auror zabezpieczył należycie dowody, które wydały mu się odpowiednie do zabezpieczenia, do alejki wpadł jeden z brygadzistów. Na widok Rodolphusa nieco się zawahał, ale w końcu podszedł do Chestera. Wręczył mu kopertę, w środku której był liścik.
Kobieta okazała się mugolką, która związała się z czarodziejem. Miała problem z zapamiętywaniem rzeczy, stąd przypominajka w jej torebce. Odzyskała przytomność, właśnie ją przesłuchiwano. Podała rysopis sprawcy, napad był na tle rabunkowym - nie chciała oddać pieniędzy, które miała przy sobie. Sprawa została rozdmuchana do niepotrzebnie wielkich rozmiarów, ale lepiej było być ostrożnym niż zbyt nieuważnym. To była sprawa dla mugolskiej policji, nie BUM. Chester i Rodolphus mogli wrócić do swoich spraw - zdać raport i zapomnieć o zdarzeniu.
Dzieciaki spojrzały po sobie niepewnie, gdy obok nich przeszli starsi od nich mężczyźni. Autorytet autorytetem, ale ciekawość zdawała się brać górę nad zdrowym rozsądkiem - przynajmniej w przypadku większości z nich. Jeden jednak, wyglądający na najmłodszego, zamrugał, próbując przypomnieć sobie czy ich kiedykolwiek widział.
- Chodźcie stąd, smutni panowie przyszli i psują zabawę - powiedział do kolegów, przestępując z nogi na nogę. Nie chciał mieć problemów, podobnie jak reszta, która zaczęła się rozchodzić, ale niezwykle ślamazarnie. Chester i Rodolphus wciąż czuli na plecach ich zaciekawione spojrzenia.
Rookwood dostrzegał plamy krwi, musiałby być ślepy, gdyby tego nie dostrzegł. Ta jedna, największa, najbardziej rzucała mu się w oczy. Była regularna, ale krawędzie zdawały się być poszarpane - sugerowało to, że ktoś ofiarę (a może ona sama) przesuwał. Najpewniej był to Laurence, który próbował zatamować krwawienie. Wyglądało na to jednak, że kobieta została zaatakowana gdzie indziej, bo dostrzegł ciemne kropelki również dalej, przy jednej z rozwalonych skrzyń. Zaułek nie był czysty: znajdowało tu się sporo skrzynek, pustych i otwartych, a niektóre były połamane. Nie było tu worków ze śmieciami, bardziej większe gabaryty, które w workach się nie mieściły, i czekały na swoją kolej na unicestwienie. Gdzieś była też jakaś butelka, Chesterowi mignęło także rozbite szkło. Nie widział jednak narzędzia zbrodni, co nie oznaczało, że go tu nie ma. Krwi było naprawdę dużo, kobieta została zraniona kilka kroków od miejsca, w którym upadła i zaczęła się wykrwawiać. Z zaułka nie było innego wyjścia oprócz tego, którym weszli, ale były tu także drzwi do zaplecz sklepów. Trzy pary, wszystkie zamknięte na głucho. Dwie pary po lewej stronie, jedna po prawej. Przy jednych stał słoik z wypalonymi papierosami.
Oprócz tego nie było tutaj śladów magii - ani czarnej, ani zwykłej. Chester nic nie wyczuwał, zupełnie jakby atak nie odbył się przy pomocy różdżki. Skąd więc przypominajka? Gdy auror zabezpieczył należycie dowody, które wydały mu się odpowiednie do zabezpieczenia, do alejki wpadł jeden z brygadzistów. Na widok Rodolphusa nieco się zawahał, ale w końcu podszedł do Chestera. Wręczył mu kopertę, w środku której był liścik.
Kobieta okazała się mugolką, która związała się z czarodziejem. Miała problem z zapamiętywaniem rzeczy, stąd przypominajka w jej torebce. Odzyskała przytomność, właśnie ją przesłuchiwano. Podała rysopis sprawcy, napad był na tle rabunkowym - nie chciała oddać pieniędzy, które miała przy sobie. Sprawa została rozdmuchana do niepotrzebnie wielkich rozmiarów, ale lepiej było być ostrożnym niż zbyt nieuważnym. To była sprawa dla mugolskiej policji, nie BUM. Chester i Rodolphus mogli wrócić do swoich spraw - zdać raport i zapomnieć o zdarzeniu.
Koniec sesji