27.01.2024, 12:29 ✶
Powiedzieć, że nie odczuł satysfakcji gdy Robert uciął dalszą dyskusję słowami wiem co robię, byłoby kłamstwem. Nie dał po sobie jednak tego poznać, bo mimo iż wszystko zmierzało w dobrym kierunku, to wciąż wiele rzeczy mogło się najzwyczajniej w świecie posypać. Gdy przysięgli sobie z Robertem, że nie wystąpią przeciw sobie i będą siebie chronić, Rodolphusowi przeszło przez myśl, że dobrze że przysięgi małżeńskie nie wyglądały w ten sposób. Z różnych plotek wnioskował, że wiele osób miało problem z dotrzymywaniem obietnic, danych drugim osobom - gdyby więc na każdego nakładać przysięgę wieczystą, to albo nie byłoby ślubów, albo byłoby za dużo wdowców lub wdów.
Gdy Robert wspomniał o kolejnych kwestiach, Lestrange usiadł na fotelu i wlepił w mężczyznę wzrok. Oczywistym było, że nie porzucą tematu Black, ale to akurat Rolph, tak przynajmniej myślał, miał pod kontrolą. Czuł na sobie wzrok Richarda, aż chciałoby się rzucić nie zesraj się - mimo złożonej przysięgi kopia Roberta nadal mu nie ufała. Nie oczekiwał tego co prawda, ale nie ukrywał że miło by było, gdyby mężczyzna przestał wgapiać się w niego jak w obrazek. Rzucił mu spojrzenie, by dać mu do zrozumienia że czuje na sobie ten wzrok, ale zaraz powrócił wzrokiem do Roberta.
- Na ten moment wygląda na to, że sprawa została załatwiona, ale trzymam rękę na pulsie - Rodolphusowi nie przyszłoby do głowy, by pozbyć się Bellatrix. W przeciwieństwie do Henrietty Bella wiedziała i tak dużo. Mogła drążyć i grzebać, ale na ten moment wiedziała tyle, że nie robili niczego za plecami Mistrza, a nawet że działali na korzyść magicznego świata. Jeżeli będzie dopytywać, wystarczy ją odpowiednio zmanipulować. Miał swoje sposoby, lecz nie wątpił że cała ta sytuacja wyniknęła z troski, którą Bella chciała go otoczyć. Skoro on był bezpieczny, powinna porzucić temat. Nie miał zamiaru wdawać się w szczegóły. - Będę podejmował kroki, które odsuną ją od tego, jeśli tylko zobaczę nawet najmniejszy sygnał, że znowu działa za moimi plecami.
Nie wyjaśnił, jakie to są kroki, bo sam jeszcze nie miał pomysłu w jaki sposób miałby odsunąć Black od tego wszystkiego poza tym, co już zrobił. Z jego perspektywy wyglądało to tak, że Bella miała w nosie Roberta i zależało jej tylko na nim i jego bezpieczeństwie. Skoro ono było zapewnione, to nie było żadnego logicznego powodu, by rzucać im kłody pod nogi. Zwłaszcza że wyjaśnił jej, że badania mogą zmienić ich świat - a przecież podzielała jego poglądy, o czym Robert jako śmierciożerca tak wysokiej rangi doskonale wiedział.
Gdy Robert wspomniał o kolejnych kwestiach, Lestrange usiadł na fotelu i wlepił w mężczyznę wzrok. Oczywistym było, że nie porzucą tematu Black, ale to akurat Rolph, tak przynajmniej myślał, miał pod kontrolą. Czuł na sobie wzrok Richarda, aż chciałoby się rzucić nie zesraj się - mimo złożonej przysięgi kopia Roberta nadal mu nie ufała. Nie oczekiwał tego co prawda, ale nie ukrywał że miło by było, gdyby mężczyzna przestał wgapiać się w niego jak w obrazek. Rzucił mu spojrzenie, by dać mu do zrozumienia że czuje na sobie ten wzrok, ale zaraz powrócił wzrokiem do Roberta.
- Na ten moment wygląda na to, że sprawa została załatwiona, ale trzymam rękę na pulsie - Rodolphusowi nie przyszłoby do głowy, by pozbyć się Bellatrix. W przeciwieństwie do Henrietty Bella wiedziała i tak dużo. Mogła drążyć i grzebać, ale na ten moment wiedziała tyle, że nie robili niczego za plecami Mistrza, a nawet że działali na korzyść magicznego świata. Jeżeli będzie dopytywać, wystarczy ją odpowiednio zmanipulować. Miał swoje sposoby, lecz nie wątpił że cała ta sytuacja wyniknęła z troski, którą Bella chciała go otoczyć. Skoro on był bezpieczny, powinna porzucić temat. Nie miał zamiaru wdawać się w szczegóły. - Będę podejmował kroki, które odsuną ją od tego, jeśli tylko zobaczę nawet najmniejszy sygnał, że znowu działa za moimi plecami.
Nie wyjaśnił, jakie to są kroki, bo sam jeszcze nie miał pomysłu w jaki sposób miałby odsunąć Black od tego wszystkiego poza tym, co już zrobił. Z jego perspektywy wyglądało to tak, że Bella miała w nosie Roberta i zależało jej tylko na nim i jego bezpieczeństwie. Skoro ono było zapewnione, to nie było żadnego logicznego powodu, by rzucać im kłody pod nogi. Zwłaszcza że wyjaśnił jej, że badania mogą zmienić ich świat - a przecież podzielała jego poglądy, o czym Robert jako śmierciożerca tak wysokiej rangi doskonale wiedział.