27.01.2024, 13:21 ✶
Przepraszam, Franky, pomyślała, chociaż tak naprawdę wcale nie miała wyrzutów sumienia.
Doskonale rozumiała, że Frank Longbottom wolał pozostawać z boku i nie lubił, gdy uwaga świata skupiała się na nim. Był pod tym względem przeciwieństwem Jamesa Pottera, też z Brenną spokrewnionego, przebojowego chłopca, który chciał, aby inni na niego patrzyli i najlepiej go podziwiali. I to nie tak, że chciała Franka na siłę pchać w światła reflektorów zawsze i wszędzie.
Ale odrobinka więcej pewności siebie na pewno temu dzieciakowi nie zaszkodzi. Czasem po prostu trzeba było zrobić krok na przód, czy samodzielnie, czy dlatego, że ktoś cię popchnął. I wcale nie chodziło o to, że planowała posyłać go do walki ze śmierciożercami – od tych pragnęła trzymać go z dala tak długo, jak to tylko możliwe i gdyby przyszło do starcia, na pewno wolałaby, aby bronił się za pomocą różdżki, nie szpady.
Czekała bardzo cierpliwie aż chłopak zbierze się w sobie, aby wreszcie zaatakować, i gdy to zrobił, zaczęła te ataki zbijać. Brenna nie próbowała dać mu wygrać – na taki wybieg mogłaby zdecydować się, gdyby miał lat jedenaście, nie piętnaście. W tej chwili potrafił już tyle, że na pewno zorientowałby się, że się podłożyła.
Mogła sobie za to pozwolić na lekkie fory, akurat tak, żeby wyglądało to trochę bardziej spektakularnie. Zwłaszcza, że przecież i tak ustalili, że będzie tylko się bronić, nie atakować, prawda?
– Świetnie, widzę, że nie zapomniałeś, co i jak. Chociaż pewnie jutro mięśnie dadzą ci się we znaki – stwierdziła Brenna po zbiciu kilku ciosów. – To, co, Alice? Poćwiczymy podstawowy ruch, dobrze? – zaproponowała. Mogłoby się wydawać, że nauka tylko jednego ataku to strasznie mało jak na pierwszą lekcję, ale wymagało to odpowiedniego chwytu, ruchu ręki, a także pracy nóg, więc… Brenna zakładała, że to będzie akurat odpowiednie.
– O, w ten sposób – zademonstrowała odpowiedni ruch, a potem sięgnęła po różdżkę i wyszeptała parę słów, a przez Frankiem pojawił się manekin treningowy. – Franky poćwiczy uderzanie w odpowiednie punkty, a ja pokażę ci co i jak – powiedziała, podchodząc do Greengrass, by pomóc jej przyjąć odpowiednią postawę. Mogłaby poprosić o to Franka, ale uznała, że na razie wystarczy znęcania się nad najmłodszym członkiem ich rodu…
Doskonale rozumiała, że Frank Longbottom wolał pozostawać z boku i nie lubił, gdy uwaga świata skupiała się na nim. Był pod tym względem przeciwieństwem Jamesa Pottera, też z Brenną spokrewnionego, przebojowego chłopca, który chciał, aby inni na niego patrzyli i najlepiej go podziwiali. I to nie tak, że chciała Franka na siłę pchać w światła reflektorów zawsze i wszędzie.
Ale odrobinka więcej pewności siebie na pewno temu dzieciakowi nie zaszkodzi. Czasem po prostu trzeba było zrobić krok na przód, czy samodzielnie, czy dlatego, że ktoś cię popchnął. I wcale nie chodziło o to, że planowała posyłać go do walki ze śmierciożercami – od tych pragnęła trzymać go z dala tak długo, jak to tylko możliwe i gdyby przyszło do starcia, na pewno wolałaby, aby bronił się za pomocą różdżki, nie szpady.
Czekała bardzo cierpliwie aż chłopak zbierze się w sobie, aby wreszcie zaatakować, i gdy to zrobił, zaczęła te ataki zbijać. Brenna nie próbowała dać mu wygrać – na taki wybieg mogłaby zdecydować się, gdyby miał lat jedenaście, nie piętnaście. W tej chwili potrafił już tyle, że na pewno zorientowałby się, że się podłożyła.
Mogła sobie za to pozwolić na lekkie fory, akurat tak, żeby wyglądało to trochę bardziej spektakularnie. Zwłaszcza, że przecież i tak ustalili, że będzie tylko się bronić, nie atakować, prawda?
– Świetnie, widzę, że nie zapomniałeś, co i jak. Chociaż pewnie jutro mięśnie dadzą ci się we znaki – stwierdziła Brenna po zbiciu kilku ciosów. – To, co, Alice? Poćwiczymy podstawowy ruch, dobrze? – zaproponowała. Mogłoby się wydawać, że nauka tylko jednego ataku to strasznie mało jak na pierwszą lekcję, ale wymagało to odpowiedniego chwytu, ruchu ręki, a także pracy nóg, więc… Brenna zakładała, że to będzie akurat odpowiednie.
– O, w ten sposób – zademonstrowała odpowiedni ruch, a potem sięgnęła po różdżkę i wyszeptała parę słów, a przez Frankiem pojawił się manekin treningowy. – Franky poćwiczy uderzanie w odpowiednie punkty, a ja pokażę ci co i jak – powiedziała, podchodząc do Greengrass, by pomóc jej przyjąć odpowiednią postawę. Mogłaby poprosić o to Franka, ale uznała, że na razie wystarczy znęcania się nad najmłodszym członkiem ich rodu…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.