Nie chciałam go skrzywdzić, ale nie mogłam postąpić inaczej. Zabiłby mnie w końcu, a tego by sobie nigdy nie wybaczył. Byłam zdolna do tego, aby go za wszelką cenę powstrzymać przed zrobieniem jakiegoś głupstwa. Widziałam w jego oczach wcześniej jak mocno był przerażony tym, że mógłby mi coś zrobić, więc pilnowałam tego, aby nie posunął się za daleko. Ufałam mu nawet po tym jak zobaczyłam, że jest mu ciężko się powstrzymać. Był moim przyjacielem, moją miłością i bratnią duszą, nie zamierzałam go tracić, ani pozwolić mu na czynienie zła. Na upadanie w otchłań tego dziwnego pożądania, które się w nim zrodziło.
Tak, patrzenie na niego jak z ogromnym łaknieniem wgryzał się w moją rękę było obrzydliwie przerażające, ale wolałam, aby był bezpieczny i żeby już mnie nie zostawiał. Nie chciałam być znowu sama. Z czasów szkolnych miałam tylko jego. To z nim przemierzałam korytarze Hogwartu, to z nim wychodziłam po to, aby poznać najmroczniejsze sekrety naszej szkoły. Raz udało nam się znaleźć tajne przejście, ale szybko zapomnieliśmy, gdzie ono było. Miałam wrażenie, że wtedy wszystko było łatwiejsze, nasza przyjaźń, nasze podróże. Od śmierci ojca wszystko zaczynało iść w podłym kierunku, a tu się okazuje, że mój Astharot stał się wampirem łaknącym krwi.
Uśmiechnęłam się szeroko i machnęłam dłonią jakby to była drobnostka, jakby coś takie było w moim życiu codziennością (nie było). Usiadłam obok niego i oparłam głowę o jego ramię zamykając na chwilę oczy. Byłam zmęczona, nie byłam w stanie się skupić i chciało mi się spać. Czułam jak mięśnie mi drżą, jak lekko kręciło mi się w głowie, ale nie chciałam go bardziej martwić. Sama się na to zgodziłam, sama chciałam mu oddać swoją krew. To prawie jak wolontariat, nie? Hah!
– Daj już spokój Ask – odpowiedziałam przytulając się do jego ręki z cichym pomrukiem. – Nie jest tak źle, ale musisz nosić ze sobą eliksir wiggenowy i uzupełniajacy krew, bo jak to ma tak wyglądać to nie wiem, czy będziemy mogli podróżować tak szybko jak wcześniej. Będę więcej spać – zaśmiałam się cicho. – Czaisz? Bo mam nadzieję, że mnie już nie zostawisz i będziemy razem znowu zwiedzać świat. Tak poza tym to w sumie mama zmusiła mnie do dołączenia do Brygady w Ministerstwie. Okropnie tam nudno. I ty jako wampir nie możesz nikogo dziabnąć bez pozwolenia, bo stracisz głowę. DOSŁOWNIE! Stary – spojrzałam na niego krótko, ale zaraz szybko wróciłam do przytulania się. Zauważyłam, że jego zapach się trochę zmienił. Był inny, ale nie wiedziałam, co to było.
– Zgłosiłeś to w Ministerstwie? Powinni się tym zająć, ale jednocześnie będą wtedy mieli ciebie na oku, czy nad sobą panujesz. Ask, obiecaj mi, że nie będziesz nikogo atakować, że nie będziesz zmuszał ludzi do tego, aby dali ci krew. Obiecaj mi, proszę. Możesz się zawsze do mnie zgłosić. Nie rozumiem czemu bałeś się, że nie dam sobie z tobą rady? – uderzyłam go z pięści w brzuch, ale tak lekko, tak po przyjacielsku, tak w zemście i złości za to, że mnie opuścił.