Sama przysięga wieczysta, czy choćby procent zaufania Roberta względem Rodolphusa, nie była przekonująca dla Richarda, aby odpuścić wzrok kontrolny na Lestrange’a. Przez wzgląd na ostatnie wydarzenia, aż trudno było uwierzyć, że ten młody niewymowny był czysty. O czym wskazywały też nici powiązań. Pomimo tych wszystkich dowodów, jakoś Richard nie mógł mu z miejsca zaufać tak samo, jak jego brat. Być może zmieni się to w momencie, kiedy dostaną informację o rozwiązaniu problemu z Bellatrix. Rodolphus zapewnił, że ma sytuację pod kontrolą. Chciałoby się wierzyć.
To nie była jedyna sprawa, jaką Robert chciał poruszyć, albo raczej - dokończyć. Poza badaniami i tą upierdliwą babą, było coś jeszcze. Wyłapując spojrzenie brata, chyba nie spodziewał się w tej chwili możliwości podjęcia samodzielnej decyzji.
Prawda, że na tym spotkaniu, dowiedział się dla siebie nowych informacji, czując się stopniowo wprowadzanym w cały ten śmierciożerczy burdel. Biorąc także pod uwagę ostatnie wydarzenia we Francji i tutaj, po ich powrocie... Zaznaczył już Robertowi, że zostanie z nim i pomoże mu. Czy nie było tak, że rodzina powinna trzymać się razem i sobie pomagać?
Zapytał. Choć odpowiedzi nie oczekiwał. Gdyż mogła być im obu znana. Rozumiejąc jednak, że brat mógłby oczekiwać konkretnej odpowiedzi i żeby ten lizus Rodolphus miał to zatwierdzone w słowach, dodał.
- Cokolwiek się dzieje, jestem gotów na to ryzyko.
Zapewnił brata. Nie zamierzał opuszczać tego pomieszczenia.