28.01.2024, 23:33 ✶
Nie podobało mi się to, że Kimi tak bagatelizowała fakt, że stałem się krwiopijcą, jak gdyby to, co miało przed chwilą miejsce, wcale nie zagrażało jej życiu. Ba!, planowała podróże, nasze wspólne podróże, tak we dwoje, kiedy ja obawiałem się nosa wyściubiać poza dom, szczególnie kiedy nie byłem bezpośrednio po... jedzeniu. Jedzeniu, tak. Nie chciałem jej psuć tego pięknego obrazka, tylko że został on już popsuty trzy miesiące temu. Musiałem myśleć realistycznie, a nie pchać się jak ta pchła na każdy fajny sierściuchowaty grzbiet.
Objąłem ją ramieniem, choć zwątpiłem by było to dla niej przyjemne, to obejmowanie przeze mnie, w porównaniu z tym, co miało miejsce jeszcze nie tak dawno temu. Byłem chłodny, zimny. Nie biło mi serce, w żyłach nie płynęła krew. Stałem się trupem. Nie było nic przyjemnego w trupach.
Ciekawe byłem, co dokładnie czuje, jaka była różnica, ale obawiałem się o to zapytać. Na tę chwilę nie chciałem znać odpowiedzi, choć wiedziałem, że w końcu to zrobię. W celach naukowych, rzecz jasna.
- Nie zgłaszałem tego w Ministerstwie. Rodzina trzyma to w tajemnicy, więc gdybyś mogła... zachować to dla siebie, byłoby świetnie - odezwałem się i milczałem, bo nie wiedziałem jak jej to powiedzieć. Nie chciałem jej odrzucać, ale tak miało być lepiej. Nie kontrolowałem tego, jak dobrze zauważyła. Byłem niebezpieczny. Potrzebowałem Gerarda, żeby czuwał nade mną, kiedy będę... Tak, nie mogłem tego robić w warunkach niekontrolowanych. Chciałem więcej. Wciąż mi było tak ciepło na myśl, że mógłbym... więcej.
Przytuliłem ją mocniej do siebie, obawiając się, że to właśnie taka ostatnia nasza chwila. Nie chciałem tu być jakąś dramatyzującą nastolatką, ale chyba właśnie na taką miałem wyjść. Cóż, jeśli będzie trzeba, to po prostu pojadę po chamie.
- Jesteś cudowna, Kim, ale... to ty mi obiecaj, że więcej nie będziesz mi podtykać ręki, kusić mnie do picia krwi ani... się do mnie zbliżać. To niebezpieczne - zauważyłem niepocieszony, patrząc gdzieś w bok. Nie chciałem widzieć jej reakcji. Wolałem ją zapamiętać uśmiechniętą i promienną, a nie chcącą mnie zamordować. - Nie mogę już podróżować. Muszę poznać... i oswoić...? Muszę ogarnąć to, czym się stałem. To nie jest tak, że mi powiesz nie atakuj ludzi, ja powiem ok i sprawa załatwiona. Odezwałem się do ciebie, bo się nakręcałem, nie mogłem przestać myśleć o tym, że jesteś tu żywym workiem krwi, w który mogę się wgryźć. Nie chciałem by to miało miejsce, to, co się zdarzyło, ten incydent, bo jednak nie chciałbym cię zabić. Nie chciałbym nikogo zabić... Może oprócz tego zwyrola, co mi to zrobił, ale... Wiesz, o co mi chodzi, nie? - zapytałem, łapiąc ją za rękę. Obawiałem się, że zaraz to lekkie uderzanie z pięści mogło się przerodzić w coś bardziej potężniejszego. Z drugiej strony, Kimi zdawała się być znużona. Nawet drżała. Nie chciałem by to była prawda, ale chyba już przesadziłem. Z tym czymś. Piciem. Tej krwi. Jej.
Kim mogła zauważyć, że ten ogień życia, który się we mnie tlił jeszcze podczas naszych ostatnich spotkań, gdzieś zgasł. Teraz to właściwie liczyło się tylko przetrwanie. I niewyssanie kogoś do cna. Nie chciałem być potworem, więc miałem nadzieję, że ona to zrozumie.
- Przykro mi, Kim - szepnąłem do niej jedynie. Chodziło o mnie, o jej ojca, o głupią pracę w BUMie, o to wszystko złe, co nas spotkało w ostatnim czasie. Poruszyłem się i przytuliłem ją mocno do siebie. Nie chciałem by myślała, że jej już nie chcę. Po prostu nie chciałem jej krzywdzić.
Objąłem ją ramieniem, choć zwątpiłem by było to dla niej przyjemne, to obejmowanie przeze mnie, w porównaniu z tym, co miało miejsce jeszcze nie tak dawno temu. Byłem chłodny, zimny. Nie biło mi serce, w żyłach nie płynęła krew. Stałem się trupem. Nie było nic przyjemnego w trupach.
Ciekawe byłem, co dokładnie czuje, jaka była różnica, ale obawiałem się o to zapytać. Na tę chwilę nie chciałem znać odpowiedzi, choć wiedziałem, że w końcu to zrobię. W celach naukowych, rzecz jasna.
- Nie zgłaszałem tego w Ministerstwie. Rodzina trzyma to w tajemnicy, więc gdybyś mogła... zachować to dla siebie, byłoby świetnie - odezwałem się i milczałem, bo nie wiedziałem jak jej to powiedzieć. Nie chciałem jej odrzucać, ale tak miało być lepiej. Nie kontrolowałem tego, jak dobrze zauważyła. Byłem niebezpieczny. Potrzebowałem Gerarda, żeby czuwał nade mną, kiedy będę... Tak, nie mogłem tego robić w warunkach niekontrolowanych. Chciałem więcej. Wciąż mi było tak ciepło na myśl, że mógłbym... więcej.
Przytuliłem ją mocniej do siebie, obawiając się, że to właśnie taka ostatnia nasza chwila. Nie chciałem tu być jakąś dramatyzującą nastolatką, ale chyba właśnie na taką miałem wyjść. Cóż, jeśli będzie trzeba, to po prostu pojadę po chamie.
- Jesteś cudowna, Kim, ale... to ty mi obiecaj, że więcej nie będziesz mi podtykać ręki, kusić mnie do picia krwi ani... się do mnie zbliżać. To niebezpieczne - zauważyłem niepocieszony, patrząc gdzieś w bok. Nie chciałem widzieć jej reakcji. Wolałem ją zapamiętać uśmiechniętą i promienną, a nie chcącą mnie zamordować. - Nie mogę już podróżować. Muszę poznać... i oswoić...? Muszę ogarnąć to, czym się stałem. To nie jest tak, że mi powiesz nie atakuj ludzi, ja powiem ok i sprawa załatwiona. Odezwałem się do ciebie, bo się nakręcałem, nie mogłem przestać myśleć o tym, że jesteś tu żywym workiem krwi, w który mogę się wgryźć. Nie chciałem by to miało miejsce, to, co się zdarzyło, ten incydent, bo jednak nie chciałbym cię zabić. Nie chciałbym nikogo zabić... Może oprócz tego zwyrola, co mi to zrobił, ale... Wiesz, o co mi chodzi, nie? - zapytałem, łapiąc ją za rękę. Obawiałem się, że zaraz to lekkie uderzanie z pięści mogło się przerodzić w coś bardziej potężniejszego. Z drugiej strony, Kimi zdawała się być znużona. Nawet drżała. Nie chciałem by to była prawda, ale chyba już przesadziłem. Z tym czymś. Piciem. Tej krwi. Jej.
Kim mogła zauważyć, że ten ogień życia, który się we mnie tlił jeszcze podczas naszych ostatnich spotkań, gdzieś zgasł. Teraz to właściwie liczyło się tylko przetrwanie. I niewyssanie kogoś do cna. Nie chciałem być potworem, więc miałem nadzieję, że ona to zrozumie.
- Przykro mi, Kim - szepnąłem do niej jedynie. Chodziło o mnie, o jej ojca, o głupią pracę w BUMie, o to wszystko złe, co nas spotkało w ostatnim czasie. Poruszyłem się i przytuliłem ją mocno do siebie. Nie chciałem by myślała, że jej już nie chcę. Po prostu nie chciałem jej krzywdzić.