Skupiony na treści Morpheus przesuwał wzrokiem po dokumencie. Było to angielskie tłumaczenie przepowiedni, które mówił Nostradamus, ale w dziwnej kolejności. Zmarszczył brwi, zauważając ten fakt, głównie przez VIII przepowiednię, umieszczoną jako czwartą. Rzadko astrologiczne odniesienia pojawiały się bezpośrednio w czterowierszach wieszcza, na dodatek tutaj pojawiły się nawiązania do głównej dziedziny zainteresowania jasnowidza, tarota, a dokładniej karty Wieży, w ogniu z nieba, błyskawicy i murze, które opadają.
Słońce i Mars połączone w Lwie, następnie Marmande
Błyskawica, wielki grad, mur wpada do Garonny.
Zupełnie nie zwrócił uwagi na to, co dzieje się z jego skórą, zbyt skupiony na woluminie. W tym czasie z koloru perłowego skóra Morpheusa zaczęła zmieniać barwę na intensywny fiolet, który mienił się, niczym modne pośród mugoli kosmetyki do oczu, nadając mu niesamowicie odrealnionego wyglądu, którego nie byłby zupełnie świadomy, gdyby nie pani Vesepera.
Zamrugał, wyrwany z intensywnego skupienia i przeniósł na kobietę czerń swoich oczu. To z jej narzeczonym, Perseusem mieli podobne, to przenikliwe, nieco zbyt intensywne spojrzenie, na dodatek Morpheus bardzo rzadko mrugał, jak ryba.
Pytanie zaskoczyło go, a umysł umknął od razu do spraw personalnych, jaką jest wydarcie fragmentu duszy i jestestwa, mordując jego brata i powodując ranę w sercu, której nie da się uleczyć, a jedynie stworzyć tkankę bliznowatą, aby nie umrzeć z ludzkiego żalu. Bycie okrutnym, jakże to ludzkie. Prędko jednak następne słowa przyzwały go na ziemię. Nawet przez białe, bawełniane rękawiczki widział, że jego skóra nie ma odpowiedniego koloru.
Zdjął je powoli i odłożył na bok, obok woluminu, aby przyjrzeć się kolorytowi, który stawał się coraz bardziej siny, niebieskawy, ale nadal lśniący, piękny, pozaziemski.
— Dokładnie tak samo, jak przed wejściem do tego miejsca. To musiał być dotyk, bo pani wygląda normalnie — szybko wydedukował, zafascynowany oglądając swoje dłonie. Z poły płaszcza wyciągnął małe lusterko, które wyglądało jak puderniczka, ale w środku miało zatopiony w jakimś magicznym tworzywie pukiel włosów. Przyjrzał się swojej twarzy, dotknął policzka, a w tym miejscu pojawiły się tęczowe kręgi, rozchodzące się po ciele, jak fale na jeziorze, gdy ktoś wrzuci kamyk do lustrzanej tafli.
— Ze wszystkiego trafiłem na najmniej szkodliwą klątwę, w Mungu powinni to rozwiązać — uśmiechnął się do Vespery, jakby rzeczywiście przypadek poprawił mu humor, chociaż pojawiła się pewna obawa gdzieś na końcu głoski. Obawiał się, jak zwykle, o widzenie. W końcu tego właśnie dotyczył artefakt. — Przynajmniej taką mam nadzieję.
Sięgnął po swój talent, gdy mówił, aby spojrzeć w przyszłość, upewnić się, że nadal tam jest melodia strun przyszłości.
Akcja nieudana
I wtedy nie stało się nic. Nie widział niczego. Gdyby nadal miał koloryt, poszarzałby na twarzy, ale przez piękną ochrę wspinającą się na policzki, pozostał tylko nieco przerażony wyraz na jego licu.