Lubiła stapiać się ze ścianami, chciałaby mieć zdolności kameleona, aby móc zmieniać swoje barwy dowoli, ale zamiast tego zmieniała się dosłownie w kota. Dzisiaj jednak odpuściła sobie uciekanie, aż w tak drastyczny sposób. Nie chciała nikomu sprawić przykrości, więc po prostu starała się nie zasnąć, starała się uśmiechać i nie ruszać już alkoholu, bo miała już drobną bombkę po tych dwóch szklankach whiskey, które wypiła. Nie uczestniczyła w rozmowach po tym jak Nora wprowadziła na salę jedzenie, starała się tak lawirować między innymi, aby nie musieć męczyć się rozmową. Jej głowa wbrew pozorom biegała do wspomnień z sabatu i tego, co powiedział Augustus, a nie tego, co działo się na statku, nad nim będzie myśleć jutro. Teraz musiała przeanalizować relacje z Rookwoodem.
W końcu podeszła do niej Brenna, więc obdarzyła ją delikatnym uśmiechem. Sama w dłoni trzymała szklankę z sokiem, aby chociaż udawać, że cokolwiek robi. Bawić – bawiła się dobrze – chociaż na pewno lepiej by było, gdyby nie była na statku, gdyby Augustus nie zrobił jej wyrzutów, o to, że ma własną wolę i robi co jej się żywnie podoba, gdyby Augustus nie zaproponował jej przy jego żonie romansu. Byłoby tak pięknie, gdyby ten dzień nie był taki intensywny.
– W sumie to tak – odparła dziewczynie na oba pytania. Potrzebowała rozmowy z kimś kto nie będzie jej głaskał, kto powie jej co myśli, twardo, kto powie jej własne myśli na głos, a miała wrażenie, że Brenna była właśnie taką osobą. Gdy Thomas odezwał się do nich uśmiechnęła się do niego i podziękowała mu za propozycję. Mieszkała w końcu niedaleko i w dodatku naprawdę potrzebowała spaceru.