Avelina biorąc te szachy ze sobą chciała sprawdzić, czy nadal mogą razem funkcjonować. Czy nadal mogą ze sobą dyskutować jak dawniej. Oddzieleni planszą do szachów, naprzeciwko siebie niczym rywale. To on nauczył ją grać w szachy, to on pokazywał jej taktyki, to on uczył różnych podchwytliwych ruchów, które mogłaby wykorzystać, aby pokonać przeciwnika. Nigdy jej się to nie udało. Nigdy nie wygrała z nim żadnej potyczki, ale od tamtego czasu wiele się nauczyła, wiele rozgrywek stoczyła. Czasami chodziła do mugolskich domów kultury, gdzie odbywały się zawody lub po prostu maniacy szachowi grali dla przyjemności. Uczestniczyła i również obserwowała.
Zachowanie Augsutsua ani trochę ją nie dziwiło, ale nie rozumiała dlaczego był, aż tak mocno negatywnie nastawiony. Oboje wiedzieli, że nie mieli przyszłości. Chyba, że on łudził się, że zostanie jego kochanką, że wejdzie z nim w ten pieprzony romans. To w jej głowie spowodowało złość. Dlaczego chciał być dla niej podły? Dlaczego chciał ją karać za jego błędy? Ona nigdy nie weszła w stały związek, więc to nie jest jej wina, a jego! To on miał żonę, prawda? To on nie odezwał się do niej, a jedynie o niej myślał. Co to miało mu dać? Stworzył w swojej głowie jej własne wyobrażenie, że da mu dupy kiedy tylko zjawi się u niej w progu? Nie rozumiała. Obserwowała jego zachowanie, nonszalancję, którą próbował się wykazywać.
– Skoro wiesz to po co się zjawiłeś? – zapytała i przesunęła skoczka na pole F3. – Skoro tak dobrze mnie znasz to po co próbujesz się ze mną spotkać, hm? – zagryzła znowu wargę czekając, aż on wykona swój ruch.
Kostnica. Miejsce pełne trupów. Zawsze spodziewała się, że zasili szeregi Aurorów. Był pierwszy do toczenia pojedynków, albo trafi do jakiegoś Departamentu Tajemnic. Bardzo w niego wierzyła, zawsze miała wrażenie, że osiągnie ogromnie dużo. Wykazywał się jednak wiedzą bardziej bojową, a może nie poznała go od tamtej strony. Wiedziała, że był inteligentny, ale jednak bycie narwanym bardziej się u niego odznaczało.
– Czemu właściwie takie miejsce? – zapytała z czystej ciekawości. Nie, nie obrzydził ją. W końcu sama siekała różne obrzydliwe składniki do eliksirów. Część z tych składników była raczej z martwych zwierząt, więc nie było porównania, ale widziała wiele obrzydliwych rzeczy.
– Nadal eliksiry, nic się nie zmieniło – odparła zgodnie z jego oczekiwaniami.