Ubrana w śliczną, zwiewną, czerwoną sukienkę raczej trzymała się na uboczu niż otwarcie prowadziła rozmowę z Jackiem. W ich grupie raczej było więcej dziewczyn, które potrafiło rozmawiać z mężczyznami. Nie mogła też nie powiedzieć, że mężczyzna jej się nie spodobał. Oczarował ją wręcz, podobnie jak robił to Laurent. Gdy tylko w lustrze odbijała się ta dziwna dziewczyna szturchnęła nawet łokciem Fiery, aby jej to pokazać. Ostatecznie, gdy wydało się to być na tyle podejrzane udały się wszystkie do toalety. Nie było w tym nic dziwnego, nie? Tam pojawiła się również dziewczyna z odbicia. Elaine starała się nie denerwować, więc nic dziwnego, że dla uspokojenia swoich nerwów zaciskała dłoń na łokciu Fiery, tylko ona potrafiła ją uspokoić w razie, gdyby nerwowo wysiadła.
– Co teraz? – odezwała się jako pierwsza z nich.
Sytuacja była czysto dramatyczna, a Elaine nie lubiła sytuacji dramatycznych, bo były zbyt dramowe, aby mogła je ogarnąć tym swoim ptasim móżdżkiem. Nie była przecież detektywem, nie rozwiązywała zagadek kryminalnych, a jedynie piekła najzwyklejsze ciasta i gotowała najzwyklejsze (najbardziej smaczne, pożywne i kulinarne dzieła) dania w swojej przyczepie. Do tego nie posiadała kości (tak twierdzili inni ludzie, nie ona), lubiła tańczyć i wygrywać jakieś głupie przepychanki między rodzeństwem, ale nie rozwiązywała spraw związanych z morderstwem. Co jeśli Jack je zabije? W sumie ciężko byłoby mu zabić tyle osób na raz, nie? Miały przewagę liczebną!