Spojrzała na niego i złapała za lejce, które były wyrzeźbiony przy koniku. Figury były naprawdę ładne. Pewnie Edwardowi by się spodobały, ciekawe czy w swoim pałacu też miał taką szachownice? Elaine jednak szybko odrzuciła myśl o staruszku, który wrócił do jej życia kilka dni wcześniej i skupiła się na sytuacji, która była teraz. Gdy Felix wspomniał o kimś zbliżającym się sama zaczęła głośno krzyczeć. Jej głos nawet poniósł się lepiej niż ten Felixa, bo była wyżej.
Mężczyzna zaczął zbliżać się w ich kierunku. Był pulchny i miał wielkiego, białego wąsa pod okrągłym nosem. Jego oczy były ciemne, ale nie patrzyły na nich ze złością, a raczej ze zmartwieniem. W końcu dotarł do nich swoim ślamazarnym krokiem.
– Co tu robicie, kochani? Ta szachownica nie jest jeszcze skończona. – zacmokał ze zniecierpliwieniem i machnął swoją różdżką anulując wszystkie ruchy jakie dzisiaj zostały wykonane. – Możecie zejść. Nie sądziłem, że ktoś ją odnajdzie – uśmiechnął się do nich i przyjrzał się im uważnie. Elka zeskoczyła z konia i natychmiast zaczęła pląsać w miejscu, bo zaczynały ją już nogi boleć od siedzenia okrakiem. Jazda konno nie była chyba jakoś szczególnie przyjemna.
– Dziękujemy – bąknęła czując się zawstydzona, że wprowadziła Felixa w taką pułapkę.