Stanęła w bezpiecznej odległości i obserwowała jak sobie Frank radzi z atakowaniem swojej ciotki. Ta świetnie parowała jego ciosy, co Alice naprawdę zaczynało się coraz bardziej podobać. Z uwagą godną tej, którą wykazywała się na boisku obserwowało każdy z ich ruchów. Zaczynała czaić o co chodzi. Ba!, nawet próbowała sobie poćwiczyć układając odpowiednio nogi i dłoń. Chyba wiedziała, co miała robić. Na pewno nie będzie tak samo zdolna jak Frank, on się chyba z tym urodził, ale da z siebie wszystko. Alice miała dosyć mocny uścisk, bo w końcu musiała utrzymać się na miotle w powietrzu i dać się nie zrzucić.
– Oh, uwielbiam zakwasy po dobrym treningu jak się wraca z wakacji do szkoły – uśmiechnęła się szeroko, gdy Brenna wspomniała o tym, że mogą boleć Franka mięśnie. Sama była ciekawa, czy ją będą boleć. W końcu w Quidditchu też spinało się mięśnie, ale może całkowicie inne niż w podczas szermierki? Nie mogła się doczekać, aż się o tym przekona.
– Z przyjemnością – odparła i zerknęła na manekina, którego dostał Frank. Oh, chciałaby już ćwiczyć jak on, ale wszystko po kolei. Pozwoliła Brennie na ułożenie jej w odpowiedniej pozycji, a potem podążając za instrukcjami próbowała skupić się na tym, aby wykonać ten ruch odpowiednio solidnie. Kilka razy się zachwiała, kilka razy zaśmiała, ale w pewnym momencie zaczynało jej chyba iść dobrze. Przynajmniej takie miała wrażenie. Parę razy zapytała, czy dobrze, czy jest odpowiednio, czy może już zacząć inny ruch, ale nadal z cierpliwością szukającego (którym nie była, bo był nim James) starała się ćwiczyć ten jeden ruch, który pokazała Brenna.