• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 16 Dalej »
[15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Alex

[15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Alex
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#12
29.01.2024, 21:12  ✶  
Rosie wchodziła w ich relację z pełną naiwnością i niewinnością, na jaką tylko było ją stać. Nie była jednak na tyle ślepa, by nie domyślać się tego, że Mulciber szuka jej uwagi głównie dlatego, ze z jakiegoś pokrętnego powodu mu się podobała, albo zwyczajnie się z kimś założył, że skradnie chociaż całusa Ponurej Rosie, która najczęściej wybierała własne towarzystwo. Zbyt była zajęta własnymi problemami i bolączkami, by dzielić swoje serce dodatkowo na chłopców, którzy jej się podobali.
Trzeba jej jednak było przyznać, że była pojętną uczennicą. Nawet jeśli na wszelkie potknięcia reagowała z właściwym dla siebie chwilowym wycofaniem czy zagubieniem, odnosiła wrażenie, że mu się to podobało. To, że mógł pokazywać jej nowe sztuczki. Odkrywać przed nią zupełnie nowy, wcześniej nieznany świat. Konstatowała wtedy, że to pewnie w ten sposób podbudowywał swoje i tak rozdmuchane ego.
- Czuję właśnie - wyszeptała z przekorą, jakby miała w głowie zupełnie inne perspektywy na to gdzie właściwie teraz powinien kierować swoją uwagę. Swoje usta.
Aż nadto dobrze pamiętała ich pierwszy pocałunek, a jego wspomnieniom zawsze towarzyszyło potężne zażenowanie, będące wynikiem tego jak bardzo go wtedy nie doceniała. Prawdę powiedziawszy, liczyła chyba naiwnie na to że jeden, całkiem niewinny buziak, wcale nie okaże się momentem który zapoczątkuje całą lawinę zmian w ich relacji. Wciąż myślała o nich w kategorii przyjaciół, jednak była to fundament, poza który sięgali w kierunku czegoś wciąż nienazwanego i niezwykle płynnego w swojej naturze.

Jego plan na to, by polubiła tę jego arogancję, niestety działała. Niestety, bo Rosie mimo wszystko nie mogła za każdym razem nie myśleć o tym, jaki to nie jest aż nazbyt pewny siebie i jak to ona nie marzy o tym, żeby jego ego było chociaż odrobinę mniejsze. A z drugiej strony sprawiało jej pewną satysfakcję, kiedy widziała go takiego. Szczególnie, kiedy mieszał tę arogancję z pewnością siebie tak, że granica między nimi zdawała się zamazywać niemal całkowicie. Jak na przykład wtedy, kiedy bezwstydnie kiedy wysuwał z talii Kochanków. Zwykle odwracała wtedy od niego wzrok, koncentrując go na karcie, jakby była w tym momencie jej najgorszym wrogiem. Bo przecież kiedy robił takie rzeczy, to nie mogła mu odmówić.

Uśmiechnęła się do niego niewinnie, słysząc kolejną laleczkę wystosowaną pod jej adresem. Tym razem jednak nie kwapiła się do tego, żeby jakkolwiek go za ten zwrot pokarać. Nawet nie wywróciła na niego oczami, które zamiast tego zmrużyła lekko, kiedy tylko zauważyła jak jego własne spojrzenie zaczęło błądzić gdzieś niżej, kiedy najwyraźniej oceniał swoje dzieło w postaci jej wymiętego mundurka. I nawet jeśli zazwyczaj, kiedy widziała jak się na nią bezczelnie gapi, wykrzywiała brzydko buzię, tym razem uśmiechnęła się do niego, jakby przyłapała go na jakimś gorącym uczynku.

Ale uśmiech ten nie potrwał długo. Nie chodziło ani o kółeczka, które zataczał kciukiem po jej skórze, ani też o to, jak bezczelnie sobie właśnie poczynał, wślizgując dłoń pod materiał jej spódnicy. Jego pieszczoty przyjmowała z pewną przekorą malującą się na twarzy, ale też i zadowoleniem, czającym się gdzieś w kącikach ust. Chyba nawet też złapała się w pewnym momencie na tym, że zwyczajnie zapominała oddychać, kiedy był tak blisko i czuła jego dotyk. Problem jednak stanowiło to, co powiedział, a co mimowolnie odepchnęło jej umysł od bieżącej chwili, przybliżając go natomiast do wczorajszego wieczoru. Nawet jeśli Alex próbował teraz usilnie pomóc się jej rozluźnić, to zamiast tego spięła się nieco, przygryzając nerwowo wargę. Spojrzenie, do tej pory koncentrujące się na nim i przede wszystkim na jego błękitnych oczach, teraz uciekło gdzieś w bok, a jej uda przywarły do siebie, uniemożliwiając mu dalsze błądzenie po nich dłonią. Rozluźniłaby je jednak, gdyby tylko poczuła że chciał zabrać rękę. Puściła też jego koszulę, z pewnym wyraźnym roztargnieniem wygładzając jej materiał, jakby miało to w czymkolwiek pomóc.
- Ja... - zawahała się, wpatrując w jego guziki i próbując zebrać myśli. - Myślałam o tym wczoraj. O wieży Astronomicznej - palce sięgnęły do jego kołnierzyka, kiedy już zamiast wygładzać jego mundurek, zaczęła się nim bawić. - Ale nie dałam rady wejść po schodach - dokończyła wreszcie bardzo cicho, praktycznie szepcząc do niego te słowa, z wyraźnym zakłopotaniem malującym się na twarzy. Tym samym, które zawsze pojawiało się, kiedy wspominała o limbo i kiedy zaraz po tym przygryzała z pewnym wstydem wargi, jakby miało to nieco uśmierzyć poczucie zażenowania. Jednocześnie przechyliła głowę, z pewną natrętnością wtulając się w jego dłoń trzymaną na jej policzku.

Bo jakby nie patrzeć, mimo też że była na niego okrutnie obrażona, to przecież tak okropnie chciała wczorajszego wieczoru wreszcie mu wybaczyć i wdrapać się na Wieżę Astronomiczną, żeby całą noc liczyć z nim gwiazdy, albo żeby nie pozwolił jej spać w zupełnie inny sposób, tak jak jej to właśnie deklarował.
- Ale może następnym razem - wyszeptała, wzdychając lekko, kiedy oparł swoje czoło o jej własne. - Będziesz mógł wtedy zrobić wszystko to, co chodziło ci wczoraj po głowie na mój temat i przekonamy się, czy faktycznie będziesz w stanie nie dać mi zasnąć do wschodu słońca - próbowała dodać jeszcze przekornym, rozbawionym tonem, ale mimo starań dało się wyłapać w nim nuty melancholii, które wkradły się tam chwilę wcześniej.

Przesunęła dłonie z jego kołnierzyka, wsuwając je pod rozpiętą pod szyją koszulę, opuszkami palców badając najpierw jego obojczyki, a potem wspinając się wyżej, w stronę jego karku. Uwielbiała te momenty, kiedy stawał się delikatniejszy, jakby były to jedyne chwile, kiedy zrzucał z siebie właściwą dla siebie powierzchowność i pozwalał jej zobaczyć pochwycić fragmenty prawdziwego Alexa. Tak samo kochała, kiedy czuła pod wargami kształtujący się na jego ustach uśmiech, jakby jej obecność była w tym momencie najlepszą rzeczą na całym świecie. Nie mogła jednak nie zastanawiać się, czy dokładnie tak samo nie uśmiechał się, kiedy całował też inne dziewczyny.
- Tylko odprowadził? - zapytała z dokładnie taką samą manierą jak on. - Byłam gotowa pomyśleć, że potem przez resztę dnia nie dawałbyś mi spokoju - uśmiechnęła się kwaśno, jakby dając mu znać, że właśnie nieco się na nim zawiodła. Prawda jednak była taka, że ta porządna grzeczna dziewczynka właśnie nieznośnie obijała się jej po głowie. - Tylko dla mnie? - zapytała podstępnie, zaglądając mu w oczy z całą swoją niewinnością.

Rosie bardzo chciała wiedzieć, że była wyjątkowa, nawet jeśli na brzmienie tych słów krzywiłaby się z niesmakiem, uważając to za najbardziej przeciętny tekst na świecie. W końcu używany był gęsto i często przez chłopaków wszelkiej maści, którzy ruszali na niewieście podboje. Jesteś wyjątkowa, mówili, obłapiając dziewczyny w jakichś ustronnych zaułkach zamku. Inna od reszty dziewczyn, szeptali, kiedy wpychali im ręce w majtki między regałami szkolnej biblioteki. Ale nawet jeśli Ambrosia chciała być wyjątkowa, to wiedziała że jest dokładnie taka sama jak koleżanki ze szkolnych ławek. Naiwnie pragnęła, by te głupie kłamstewka szeptane na podryw, były prawdą chociaż przez krótką chwilę. Tak było łatwiej, bo wtedy posiadało się jakiekolwiek usprawiedliwienie dla późniejszych łez, kiedy wybranek okazywał się skończonym dupkiem.
Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak sam Alexander potraktował niektóre z jej koleżanek. Jak potem udawał, że ich nie zna, mijając na korytarzu bez słowa. Może dlatego, kiedy pierwszy raz się pocałowali, nie czekała na to by to ją spotkał taki los, zamiast tego przez najbliższy miesiąc ignorując go z uporem maniaka, tak jakby w ogóle nie istniał. Kiedy do niej coś mówił, zwyczajnie milczała, pochłonięta dokładnie tym, co robiła do tej pory, albo kontynuowała rozmowę, którą próbował jej przerwać. Czasem łamała się i spoglądała na niego, ale w ten charakterystyczny sposób, który dobitnie oświadczał mu, że nie jest wart jej czasu. Pomijając jednak fakt, że w głównej mierze robiła to żeby samej nie zostać zranioną, zwyczajnie nie była w stanie z nim rozmawiać przez palące zażenowanie, które tak długo jej towarzyszyło.

Wszystko skończyło się chyba tylko dlatego, że w tym okresie pokuty wyznaczonej dla Alexa, mając jakiś wyjątkowo podły dzień, jakiś ślizgon z kolegą próbowali się z niej nabijać, chyba zwęszywszy fakt, że ostatnimi czasy rzadziej jak częściej można było zobaczyć u jej boku Mulcibera. W jakimś szale próbowała chyba wtedy wydrapać jednemu oczy, za co zgodnie ochrzcili ją wariatką. A kiedy wreszcie ją złapali i zabrali różdżkę, żeby nie rzuciła na nich niczego parszywego, dostali w mordę od Alexandra. Potem zapytała się go, dlaczego tak długo mu to zajęło.

Ale potem było już prościej. Nie chodziło o ten drobny akt agresji, a przynajmniej nie do końca, bo te zawsze przyjmowała jednocześnie z dezaprobatą i satysfakcją, bo wbrew pozorom łechtało to jej ego. W jakiś jednak sposób doszła do porozumienia z samą sobą, że może faktycznie zależało mu na niej bardziej, jak na innych dziewczynach, które podrywał. Kiedy tak go obserwowała, jak próbował owinąć sobie wokół palca kolejne panny, czuła ukłucia zazdrości atakujące serce, ale z drugiej strony przecież zawsze do niej wracał. Zawsze w końcu to na niej koncentrował swoją uwagę, jakby faktycznie była najważniejszym elementem jego życia. Tak samo jednak jak nie lubiła uczucia zawiści, tak samo chciała by również go doświadczał. Może dlatego, kiedy pewniej poczuła się z samą sobą, robiła dokładnie to samo co on. Zawsze jednak miała przeczucie, że swoim wybrankom pozwalała na o wiele mniej, niż on sobie w stosunku do swoich przelotnych panien.

Wzdrygnęła się, niemal podskakując, kiedy próbując oprzeć się o regał, zatopił dłoń w niepełnej półce, zawalając znajdujące się na niej książki. Puściła go mimowolnie, zabierając dłonie z jego karku i cofając je, jedną bezwiednie sięgając do guzika, który wcześniej jej rozpiął, jakby on sam w sobie był o wiele gorszy i bardziej wymowny o pomiętej bluzki lub faktu, że była niedbale wyciągnięta ze spódnicy. Zdając sobie jednak sprawę z tego, że jakimś cudem wciąż byli bezpieczni, cicho parsknęła rozbawiona.
- Odkładamy? - uniosła lekko brwi. - Z tego co zrozumiałam, to mam go tylko odpisać. Mam nadzieję, że to nie jakiś podstęp, żeby jednak kazać mi pracować. - wydęła policzki, ale przecież doskonale wiedziała, o co mu chodzi. Bo jej też niezwykle się ten plan podobał.


she was a gentle
sort of horror
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (8786), Ambrosia McKinnon (8241)




Wiadomości w tym wątku
[15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Alex - przez Alexander Mulciber - 31.12.2023, 22:58
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Ambrosia McKinnon - 01.01.2024, 02:35
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Alexander Mulciber - 02.01.2024, 04:35
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Ambrosia McKinnon - 02.01.2024, 05:47
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Alexander Mulciber - 03.01.2024, 17:52
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Ambrosia McKinnon - 03.01.2024, 20:32
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Alexander Mulciber - 06.01.2024, 00:12
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Ambrosia McKinnon - 06.01.2024, 02:26
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Alexander Mulciber - 11.01.2024, 01:27
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Ambrosia McKinnon - 11.01.2024, 03:59
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Alexander Mulciber - 29.01.2024, 03:52
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Ambrosia McKinnon - 29.01.2024, 21:12
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Alexander Mulciber - 10.03.2024, 02:59
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Ambrosia McKinnon - 02.04.2024, 02:26
RE: [15.04.1957] sweet lover, you should have come over | Ambrosia & Axel - przez Alexander Mulciber - 07.05.2025, 22:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa