Przez wzgląd na ostatnie wydarzenia, Richard już i tak był jedną nogą w bagnie, wiedząc, co miało miejsce na Beltame. Teraz, poznał kolejnego śmierciożercę, jego pseudonim. O ile sam był skłonny nie wtrącać się i nie dociekać na temat ich działań w tej organizacji, to udzielał bratu swojej pomocy i wsparcia, kiedy tego potrzebował. Tym razem Richard, nie zamierzał wychodzić z pomieszczenia, aby brat mógł sprawy śmierciożerców omówić osobiście z Rodolphusem. Nie byłoby to rozsądne. Jeżeli Robert chciałby go ostatecznie od tego odsunąć, aby nie narażać, mógł prosić o wyjście. Tego jednak nie zrobił. Dał mu wybór. Być może zrozumiał, że jednak pomoc brata jest mu potrzebna. Czy mogło być coś większego, niż sprawa samego Beltame, Henrietty i tej nieszczęsnej klątwy?
Richard umiał wyczytać sygnały brata z jego zachowania, gestów i spojrzeń. Choć nie przyzna się otwarcie, to jednak między wierszami może gdzieś być ukryta prośba o pomoc lub poradę.
Robert przeszedł ostatecznie do rzeczy, wyjaśniając od początku, co miał do przekazania. Richard słuchał uważnie, ale miał w sobie już ten moment, że musiał koniecznie zapalić. Nałóg się o sobie przypomniał. Już i tak długo wytrzymał, samym obserwowaniem i pilnowaniem Rodolphusa. A potem jeszcze ta przysięga wieczysta. Wyjął papierośnicę, a z niej papierosa. Poczęstował, jeżeli któryś z nich też tego potrzebował. Jeżeli nie, schował pudełko do kieszeni. Wyjął zapalniczkę i zapalił sobie. Od razu poczuł ulgę. Ten przyjemny dym w płucach, który po zaciągnięciu się wypuścił.
Z informacji przekazanych, dowiedzieli się o kimś, kto był zdrajcą, ale już zlikwidowanym. Informacjach, dla kogo pracował i że to była kobieta. Pięknie. "Znowu kobieta. Jak nie Henrietta, to Bellatrix. A teraz znów jakaś…" - pomyślał, choć bardziej mówił do siebie w myślach, nie próbując nawet westchnąć, że sprawy problematyczne pojawiają się akurat w związku z kobietami. Nawet tutaj likwidacja nie wchodziła w grę. Taki scenariusz, jaki przedstawił im Robert, nie był dla Richarda żadnym zaskoczeniem jako aurora. Słyszał już podobne historyjki i zdarzenia od przestępców. Że działali dla kogoś, zabijali na czyjeś zlecenie, coś poszło nie tak. I tak dalej. Potem był cały dziwny łańcuszek powiązań. Bardzo rzadko się coś takiego zdarzało, ale miewało miejsca w Norwegii.
Analizując otrzymane informacje, Richard mógł wyglądać na skupionego, z uwagą słuchającego, dalszych informacji. Być może Robert chciał ich zaangażować w tę sprawę. Tylko, o kim mowa, żeby mogli podjąć decyzję? Jeżeli faktycznie mieli w tym brać udział. Nie bez powodu wspomniał o pozyskiwaniu informacji. Sprawa wydawała się być zwyczajna. Jak każde inne. Być informacja, o kogo chodzi zmieniłaby jego wyraz twarzy? Zaskoczyła?
- Wspomniałeś, że wobec tej osoby nie można podjąć zdecydowanych działań. Likwidacja też odpada. O kim konkretnie mowa? To ktoś na wysokim stanowisku?Zapytał brata bezpośrednio. Skoro im o tym mówi, to na pewno mógłby chcieć zaangażować ich w sprawę. Mieć w nich wsparcie do działania? Richard, nie pytał o informacje, jakie mogłyby zostać sprzedane, domyślając się, że chodzi o śmierciożerców. Bo co innego? Ważne było dowiedzieć się, o kogo konkretnie chodzi. Czy to ktoś ważny? Znany? Gdyby było inaczej, likwidacja takiego śmiecia nie powinna stanowić problemu.
"Nie popełnić błędu" - pomyślał. U Roberta tych ostatnio trochę było. Tutaj Richard nic nie mówił. Rozumiał sprawę. Na ten temat wystarczająco między sobą już powiedzieli.