Nawet Richard nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji, że w tym drugim, spotkaniu, mógłby się dogadać ze Stanleyem do takiego stopnia, aby zawrzeć pakt współpracy, jako rodzina. Dla bezpieczeństwa jednej osoby, im bliskiej. Być może wyszło im to na dobre, że podczas takiego "rodzinnego przesłuchania", w jakimś stopniu się poznali. W konkretach, bez wypytywania się o inne pierdoły, zainteresowania, pasje czy przeszłość. Od razu przechodząc do poważnych spraw.
Z odpowiedzi Stanleya wychodziło na to, że niewiele wiedział. Typowe to u Roberta, że starał się jak najmniej informacji zdradzać, dla bezpieczeństwa nie tylko swojego ale i rodziny. Zrozumiałe. Ale czy to znaczyło, że jeszcze nie ufał własnemu synowi? Wciąż bywał ostrożny.
- Przychodząc do Ministerstwa, spodziewałem się bardziej pomylenia mnie z Robertem, co zdarzało się dość często, kiedy zjawiałem się w Londynie. Ale nie tego, że spotkam syna swojego brata. Choć nie bardzo wierzę w jakieś wróżby czy przesądy, to jednak los najwyraźniej chciał, abyśmy się spotkali.Przyznał rację Stanleyowi. Gwiazdka z nieba. Być może to spotkanie było im pisane.
Stanley miał z kolei dwie sprawy jeszcze do omówienia. Pierwszą okazało się zapewnienie schronienia, na wypadek nieprzewidzianej, krytycznej sytuacji, gdyby tego Mulciberowie potrzebowali. Richard szanował to, że Stanley oferował coś takiego.
- Bardzo pomocne Stanley. Doceniam. Będę miał to na uwadze. Może na dniach, albo po powrocie z Norwegi zajrzę tam, aby nie mieć problemu z odszukaniem miejsca, w razie nagłej sytuacji, która miejmy nadzieję, nie będzie miała miejsca.Chciałoby się wierzyć, że nie będzie konieczne ukrywanie się i że sprawy oraz problemy, z jakimi się zmagają, dadzą się rozwiązać. To jednak dobrze byłoby wiedzieć, że Stanley jest wstanie zapewnić im jakieś miejsce na kryjówkę. Kamienica mogłaby im za bardzo nie pomóc. Choć i tak mało kto wiedział, gdzie oni mieszkają. Sklep w Podziemnych Ścieżkach? Musiałby zapoznać się dokładniej z tym miejscem, czy miało więcej pomieszczeń, przejść ukrytych niż do tej pory mu znane.
Druga sprawa, jaką poruszył Stanley, rozbawiła Richarda. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Chłopak nie był pierwszą osobą, która o to pytała, lub podobnie.
- Nie ubieramy się tak samo.Odparł z uśmiechem, ale wiedział, że to wcale nie była pomocna wskazówka. Udawanie własnego brata bywało niekiedy zabawne. Robił to tyle razy, ile było potrzeba, aby Robert mógł w spokoju wykonywać swoje zadania. Jednakże sprawa z ubiorem też była istotna, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia. Być może nie bez powodu, Richard o tym wspomniał? To jednak też zwracające uwagę na to, że bywają pary bliźniąt ubierających się tak samo. Mulciberowie zaprzestali tego po opuszczeniu murów Hogwartu. Chodzenie w tych samych szatach i wyglądanie tak samo, nieźle mogło irytować nauczycieli.
- Mimo identycznego wyglądu, jest między nami sporo różnic. Nie wszystkie są widoczne na pierwszy rzut oka. Ostatnio może poza jedną, która pojawia się w obecnym naszym wieku. Bystre oko na pewno by to dostrzegło.
Dodał do swojej odpowiedzi. Pozwalając pomyśleć nad tym trochę Stanleyowi. W wyglądzie bliźniaków wiekowo zachodziły też zmiany, a u Roberta były bardziej widocznie, niż u Richarda. Jeżeli Stanley był wstanie przypomnieć sobie obraz ojca, mógłby porównać z wujem. Nie ma co ukrywać, że łatwiej byłoby te różnice znaleźć mając ich obojga przed sobą. Nie chciał chłopakowi utrudniać sprawy. Biorąc też pod uwagę to, że może nie raz chodzić o sprawy śmierciożerców, aby wiedział że zwraca się do odpowiedniej osoby.
- Ale myślę, że to chyba powinno Ci ułatwić rozpoznanie nas.
Pokazał mu obrączkę na swojej prawej dłoni. U Roberta, jeżeli nosił, powinna być na lewej. Informacja, że jeden był wdowcem, drugi żonaty ponownie. Kolejnymi cechami ich charakteryzującymi było posługiwanie się inną ręką podczas pisania. Z charakteru, w działaniach, posiadanej wiedzy i w opanowanych umiejętnościach, też się różnili. Ale również uzupełniali.