Czarodziej lubił patrzeć w oczy innych. Teraz też spoglądał w oczy Neila z zaufaniem rannej łani. Czerwone obwódki tylko podkreślały czarną obcość, jaka w nich zamieszkała od ich ostatniego spotkania, tak dawno temu, wieki temu, oceany, przed wyjazdem, wobec którego Morpheus był tak podekscytowany. Tamtego wieczoru z nutą szaleństwa recytował hymn orficki do Apollo, siedząc na parapecie, wpuszczając zimno do mieszkania przez otwarte okno i dręcząc sąsiadów dymem papierosowym i swoim pompatycznym tonem.
— Morze Egejskie jest piękne, ale brutalne. I rzeczywiście, tak jak opowiada Homer, ma kolor głębokiego wina, nie jest niebieskie, nie tak, jak my opisujemy ten kolor. Kiedy płynąłem z Aten na Rodos, pierwszą rzeczą, jaką nam powiedziano, to wbrew powszechnej opinii... Nie wolno odwracać wzroku od tonącego, nie odwracasz się, aby rzucić mu koło ratunkowe. Wiesz dlaczego? — zapytał, ale było to pytanie retoryczne, dla złapania łamanego jeszcze rozpaczą oddechu. — Bo jeśli odwrócisz się, chociaż na sekundę, możesz już nigdy nie znaleźć tej osoby w ogromie wody i w falach. Nawet jeśli koło ratunkowe jest za tobą, nawet jeśli to oznacza, że będziesz patrzeć, jak ktoś umiera. Nie biegniesz w stronę pomocy. Wskazujesz palcem w to miejsce, gdzie jest tonący i krzyczysz z całych sił w płucach. Nie możesz odwrócić wzroku, bez względu na wszystko. Patrzysz i liczysz, że pomoc nadejdzie szybciej, niż Posejdon pojmie ciało jako ofiarę za bezpieczną podróż.
Jak bardzo to przypominało życie wieszcza. Wskazywało się palcem na miejsce, w którym coś miało się stać, na osobę, na wydarzenie i patrzyło szklanymi oczami na to, jak rozwija się nić Mojry i modli, aby nie był to nagły koniec kłębka. Zaczął szeptać rymowanym słowem:
Gdy usłyszysz o Grekach lub Ilionu losach?
Nie poradzisz — zginęli! Wyrok ten w niebiosach
Padł na nich, aby w pieśniach pokoleń ożyli.
Czy i tobie tam kogo z twych bliższych zabili
Pod Troją? Teść twój może lub zięć dali głowy,
Ludzie zacni, a z takich, co po krwi rodowej
Najdrożsi nam bywają?*
Westchnął ciężko.
— Czytałem Odyseję nad morzem, siedząc na piasku, czując, jak wiatr targa moimi szatami, ten sam który nie pozwolił Odyseuszowi wrócić do Penelopy, pozwalając temu okrutnemu morzu obmywać moje nogi i nigdy nie przeczuwałem, że może mi przyjść w udziale klątwa rodu Atrydów.
Papieros między palcami Morpheusa nadal się palił, jak zapomniana ofiara na ołtarzu Nie chciał odrywać się z dotyku Neila, aby ponownie się zaciągnąć.
*Homer, Odyseja, Pieśń Ósma