Gdyby Morpheus miał zostać bóstwem, były prawdopodobnie bogiem wiedzy i mądrości. Dwie karty, którego określały od dnia urodzenia, to Wielka Kapłanka oraz Sprawiedliwość. Teoretycznie archetypicznie bardzo kobiece energie, pasowały do niego, jego sposobu życia oraz, lub przede wszystkim, do tego, jakim był człowiekiem. Cenił sobie nade wszystko podchodzenie z mądrością do życia, ale w intuicji, nie tylko wiedzy podręcznikowej, ale też życiowej, doświadczalnej. Nie można mówić o życiu, jeśli się go nie przeżyło. Świadomie wybierał swoje ścieżki, wiedząc, jakie będą tego konsekwencje, o tym mówiła właśnie Sprawiedliwość.
Z czułością i pietyzmem rodzica, złożył kartkę z przepowiednią na pół, a później jeszcze raz i włożył do kieszeni najbliższej ciała, sekretnej kieszonki w tylnej części pasa spodni, dostępnej jedynie od wewnątrz. Jego myśli zaczynały kołować dookoła tego, co zrobić z przepowiednią, czy skłamać całkowicie i zrzucić to na bełkot pijanego alkoholika, czy umieścić ją w katalogu wielkich znaków zapytania wieszczych bez adresata?
— Rzecz w tym, że Śmierciożercy nie dbają o czystość krwi swoich ofiar. Mój brat, Derwin Longbottom został przez nich zamordowany w ostatnie Beltane. Przepowiednia dała się panu usłyszeć, jest to ogromne wyróżnienie, bogowie wybrali pana, aby był świadkiem, ale i obdarzyli klątwą wiedzy. Ja wierzę, że jest to prawda, czuję drganie widzenia w tym tekście, ale to nie zawsze znaczy dobrze. To mroczne słowa na mroczne czasy. Lepiej, aby nie wpuszczał pan nikogo do latarni, łącznie ze mną, jeśli kiedykolwiek ujrzy mnie pan przed swoimi drzwiami.
Podszedł krok do Alistaira z zamiarem położenia mu dłoni na ramieniu, bliżej szyi, w bardzo braterskim geście, geście ciepła, w geście, który wykonują kapitanowie wobec swoich żołnierzy w chwili trwogi. Znał manieryzmy wojskowe, wychował się pośród nich i umiał je odtworzyć.
— Jest prawdziwa i jest ważna — obniżył jeszcze głos, wpatrując się w niego przenikliwie. — Byś może właśnie samodzielnie uratowałeś tysiące istnień, panie Laramont.