30.01.2024, 12:27 ✶
Rodolphus nie miał zbyt wielkiego pola do popisu, jeżeli chodzi o komentowanie wydarzeń sprzed i z Beltane. Został od nich odsunięty, lecz nie czuł urazy: wierzył, że Mistrz miał dla niego inne plany i wszystko co robił, było nieprzypadkowe. Dlatego dość lekko przyjął fakt, że nie zawsze musiał latać na wezwanie, których… Praktycznie nie było. Była to sytuacja dość wygodna, bo łatwiej mu było połączyć obecne działania z pracą w Ministerstwie i utrzymaniem pozorów. Nie mając jednak pojęcia o co chodzi Robertowi, słuchał więc uważnie, nie przerywając. O zdrajcy nie wiedział, więc gdy tylko Mulciber wspomniał o takiej osobie, brwi Lestrange’a uniosły się odrobinę. Śmierciożercy nie zwykli plotkować ze sobą. Ba - to, że teraz Rolph poznał tożsamość Roberta było (przynajmniej w jego oczach) niespotykane, bo i to zwykli ukrywać. Wiedział jeszcze o Bellatrix, ale tylko i wyłącznie dlatego, że razem zdecydowali się na dołączenie do tego kręgu i to wiele lat temu.
- Kim jest i gdzie pracuje ta kobieta i co do tej pory udało ci się dowiedzieć? - zapytał krótko, bo to były niezbędne informacje do tego, by mogli z Richardem i Robertem rozpocząć jakiekolwiek działania. Oczywiście, że była to baba. Rodolphus westchnął w duchu. Nigdy nie uważał kobiet za gorszy sort - podziwiał je nawet, jeśli na to zasługiwały swoimi działaniami. Były piękne i potrzebne do życia. Ale jednocześnie miał nieodparte wrażenie, że ostatnio los rzuca mu pod nogi kłody w postaci kobiet. Jakieś dziewczynki z zapałkami i duchy płci żeńskiej, Bella… A teraz jeszcze to babsko skądśtam, o którą mieli się wypytywać. To nie mógł być przypadek.
Nie wiedząc kim była osoba, która pomogła zdrajcy przeniknąć do ich szeregów, nie był w stanie zadać bardziej sensownych pytań. Podejrzewał, że skoro Robert nie chciał jej likwidować - a zarazem skoro była w stanie wysłać kogoś do nich - to musiała zajmować wysokie stanowisko. Mung? Może samo Ministerstwo? Nieco irytowało go to budowanie napięcia, ale nie komentował tego. Papierosa od Richarda nie przyjął, dziękując i odmawiając jednocześnie oszczędnym ruchem głowy. Nie palił, dym papierosowy był nieprzyjemny - wpychał się w nos i drapał w gardło. Jako dzieciak popalał, ale nie porwał go nigdy ten nałóg. Teraz jednak nawet się nie skrzywił na smród, który wypełnił pomieszczenie, chociaż z trudem. Początki zawsze są najgorsze, powtarzał sobie. Zaraz wywietrzeje.
- Kim jest i gdzie pracuje ta kobieta i co do tej pory udało ci się dowiedzieć? - zapytał krótko, bo to były niezbędne informacje do tego, by mogli z Richardem i Robertem rozpocząć jakiekolwiek działania. Oczywiście, że była to baba. Rodolphus westchnął w duchu. Nigdy nie uważał kobiet za gorszy sort - podziwiał je nawet, jeśli na to zasługiwały swoimi działaniami. Były piękne i potrzebne do życia. Ale jednocześnie miał nieodparte wrażenie, że ostatnio los rzuca mu pod nogi kłody w postaci kobiet. Jakieś dziewczynki z zapałkami i duchy płci żeńskiej, Bella… A teraz jeszcze to babsko skądśtam, o którą mieli się wypytywać. To nie mógł być przypadek.
Nie wiedząc kim była osoba, która pomogła zdrajcy przeniknąć do ich szeregów, nie był w stanie zadać bardziej sensownych pytań. Podejrzewał, że skoro Robert nie chciał jej likwidować - a zarazem skoro była w stanie wysłać kogoś do nich - to musiała zajmować wysokie stanowisko. Mung? Może samo Ministerstwo? Nieco irytowało go to budowanie napięcia, ale nie komentował tego. Papierosa od Richarda nie przyjął, dziękując i odmawiając jednocześnie oszczędnym ruchem głowy. Nie palił, dym papierosowy był nieprzyjemny - wpychał się w nos i drapał w gardło. Jako dzieciak popalał, ale nie porwał go nigdy ten nałóg. Teraz jednak nawet się nie skrzywił na smród, który wypełnił pomieszczenie, chociaż z trudem. Początki zawsze są najgorsze, powtarzał sobie. Zaraz wywietrzeje.