30.01.2024, 14:32 ✶
Ja pierdolę, jeszcze się kurwa połóż - Felix coraz częściej łapał się na tym, że zaczynał prowadzić dialogi sam ze sobą, we własnej głowie. NA SZCZĘŚCIE we własnej głowie, bo co prawda nieznajomy był od nich oddalony, to przecież zawsze istniało ryzyko, że ktoś podsłucha, jak Bell wyklina na czym świat stoi. A wtedy guzik by było, a nie pomoc. Jeżeli się chciało, by ludzie pomagali, to nie można było ich obrażać na głos.
- Yyy - odpowiedział, gdy mężczyzna w końcu się do nich doczłapał. Nawet nie wiedział, co ma odpowiedzieć. - Zgubiliśmy się i niechcący na nią weszliśmy.
TEORETYCZNIE wcale nie łgał, bo przecież naprawdę się zgubili a to, że na nią weszli niespecjalnie, to nie ulegało żadnym wątpliwościom. Skąd mieli wiedzieć, że ta cholerna szachownica ich nie wypuści, gdy tylko na nią wejdą? Nikt by się przecież takiego scenariusza nie domyślił. - Dziękujemy!
Twarz Bella rozjaśnił uśmiech, gdy podziękował mężczyźnie niemal w tym samym momencie, co Elaine.
- Dobrze byłoby postawić jakąś tabliczkę, w razie gdyby ktoś jednak też tu się zapuścił - Felix-Dobra-Rada wkroczył do akcji. Bo przecież to nie było tak, że ta piekielna szachownica była jakoś specjalnie ukryta tak, że musieli przedzierać się przez zarośla i walczyć ze stadem bagiennych ropuch, żeby się do niej dostać.
- Taaak, skoro wasza dwójka ją znalazła… To chyba tak - mężczyzna pogładził się po wąsie, zerkając to na szachownicę, to na dzieciaki. - Tak zrobię. No, zmykajcie, zaczyna robić się ciemno! Mieliście dużo szczęścia, że tędy przechodziłem. W tym lesie ponoć grasują wilkołaki.
Siwy spojrzał kolejno na Elaine, a potem Felixa. Od tego jego wzroku zrobiło mu się niedobrze, a po plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Chwycił Lisicę za rękę, żeby przestała skakać w miejscu. Nie miał bladego pojęcia, czy dzisiaj była pełnia, ale wiedział że muszą wrócić do obozu już teraz.
- Jeszcze raz dziękujemy! Chodź, mała, nic tu po nas - pociągnął lekko dziewczynę za rękę, ale jego wyobraźnia już podpowiadała mu, że za każdym pniakiem czekają krwiożercze stworzenia, czyhające na ich życie. Niemal biegł w kierunku miasteczka, z którego przyszli. - Ej, mamy wszystko tak w ogóle?
Przecież przyszli tu pozbierać rzeczy. Chyba ich nie zostawili w lesie…?
- Yyy - odpowiedział, gdy mężczyzna w końcu się do nich doczłapał. Nawet nie wiedział, co ma odpowiedzieć. - Zgubiliśmy się i niechcący na nią weszliśmy.
TEORETYCZNIE wcale nie łgał, bo przecież naprawdę się zgubili a to, że na nią weszli niespecjalnie, to nie ulegało żadnym wątpliwościom. Skąd mieli wiedzieć, że ta cholerna szachownica ich nie wypuści, gdy tylko na nią wejdą? Nikt by się przecież takiego scenariusza nie domyślił. - Dziękujemy!
Twarz Bella rozjaśnił uśmiech, gdy podziękował mężczyźnie niemal w tym samym momencie, co Elaine.
- Dobrze byłoby postawić jakąś tabliczkę, w razie gdyby ktoś jednak też tu się zapuścił - Felix-Dobra-Rada wkroczył do akcji. Bo przecież to nie było tak, że ta piekielna szachownica była jakoś specjalnie ukryta tak, że musieli przedzierać się przez zarośla i walczyć ze stadem bagiennych ropuch, żeby się do niej dostać.
- Taaak, skoro wasza dwójka ją znalazła… To chyba tak - mężczyzna pogładził się po wąsie, zerkając to na szachownicę, to na dzieciaki. - Tak zrobię. No, zmykajcie, zaczyna robić się ciemno! Mieliście dużo szczęścia, że tędy przechodziłem. W tym lesie ponoć grasują wilkołaki.
Siwy spojrzał kolejno na Elaine, a potem Felixa. Od tego jego wzroku zrobiło mu się niedobrze, a po plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Chwycił Lisicę za rękę, żeby przestała skakać w miejscu. Nie miał bladego pojęcia, czy dzisiaj była pełnia, ale wiedział że muszą wrócić do obozu już teraz.
- Jeszcze raz dziękujemy! Chodź, mała, nic tu po nas - pociągnął lekko dziewczynę za rękę, ale jego wyobraźnia już podpowiadała mu, że za każdym pniakiem czekają krwiożercze stworzenia, czyhające na ich życie. Niemal biegł w kierunku miasteczka, z którego przyszli. - Ej, mamy wszystko tak w ogóle?
Przecież przyszli tu pozbierać rzeczy. Chyba ich nie zostawili w lesie…?