Morpheus odkrył, że większość osób jest całkowicie oderwana od rzeczywistości śmierci. Mugoli i czarodziejów. Świat dzielił się na tych, którzy widzieli wojnę, służyli, na tych, którzy przetrwali bombardowania oraz tych, którzy tańczyli w błogiej nieświadomości terroru, będącego tylko echem, nie rzeczywistością, tylko obawą. Kiedy świat ogarnęła II Wojna Światowa, on obserwował ją zza ciemnych murów Hogwartu, a latem patrzył razem z rodzeństwem i rodzicami na czarne niebo, wygaszając, tak samo jak cała Dolina Godryka, wszystkie światła dookoła posiadłości, aby ukryć ją w mroku przed nalotami. Wreszcie, widział, jak umierała jego matka. Oddech śmierci towarzyszył mu zawsze, bo często jego dar widział urwane nitki, które już nie należały do kłębka życia, a czyjś czas ulatywał, niczym nasiona dmuchawca.
— Dlaczego mnie tu chcesz? — zapytał, zezwalając na dotyk, który był aż zbyt mocno znajomy, chociaż wykonany innymi dłońmi.
Żałoba ujawniła przed nim pragnienie Neila, znał to uczucie, gdy nieznana była granica, czy to, czego się chce znajdzie odwzajemnienie czy krzywe spojrzenie, a może przemoc. Zacisnął powieki, chociaż nadal przed oczami miał krwawe sińce na bladej skórze, pokłosie miłośc, nie takie, jakby chciał, lecz przemocy w imię uprzedzeń. Pamiętał jak bardzo się bał, gdy je zobaczył wtedy, młodszy niż Neil.
Morpheus nie przyznawał się do miłości romantycznej. Kochał, zawsze jednak powtarzał, że to dla głupców. Dawno temu poprzysiągł sobie, że po Vakelu już nigdy się nie zwiąże i dotrzymywał skutecznie tej obietnicy. Chociaż ramionami objął drobniejszego chłopaka, uważając, aby go nie przypalić papierosem, który nadal tlił się w jego dłoni, zbyt oddalony od popielniczki, a nos wsunął w zgięcie między szyją i obojczykiem, to gryzły się w nim dwie emocje.
Z jednej strony chciał oddać się pragnieniu pocieszenia w najbardziej prymitywny sposób, wyrzucając z siebie załość w radości zbliżenia. Z drugiej strony oznaczało to utracenie Neila na zawsze. Dlatego tylko zapytał i nie zrobił nic więcej. Nie mógł podejmować decyzji teraz i samotnie, gdy obarczył młodzieńca swoim żalem i afekcją. Wiedział, że gdyby sytuacja była odwrócona, porzuciłby rozum na rzecz magii romansu i tęsknoty.