Oboje z Rodolphusem chcieli wiedzieć, o kogo konkretnie chodzi. Na razie Robert przedstawiał im podstawy tego, co się wydarzyło przed Beltame, czego dokonali jako śmierciożercy. Słysząc nazwisko kobiety, oraz to kim jest, Richard nie ukrywał po sobie zaskoczenia. Uniósł jedną brew ku górze, nie spodziewając się takiego obrotu sprawy. ”Szefowa biura aurorów…” – powtórzył sobie w myślach i wstał ze swojego miejsca, chowając różdżkę na razie, do kieszeni, gdzie miał też własność Rodolphusa.
Słuchał brata, jednocześnie rozglądając się za jakimś naczyniem do strzepnięcia pyłu od wypalanego papierosa. Niestety nie mógł nic poradzić na swój nałóg tytoniowy. I nawet jeżeli teraz sytuacja wymagała skupienia, musiał zapalić. Dla Richarda sprawa ze stanowiskiem kobiety, była aż za bardzo dobrze zrozumiała, dlaczego nie można od razu tej baby zlikwidować. To jest duży kaliber do usunięcia. Trzeba przyznać, że jako organizacja, wysoko mierzą w niewygodnych ludzi, do usunięcia. Być może nie doszłoby pewnie do tego, gdyby nie szpieg-zdrajca.
- Jeżeli mamy aż takie drobnostkowe informacje pozyskać, potrzebowalibyśmy mieć kontakt z kimś, kto jest z nią bardzo blisko. Ewentualnie, mieć również kobietę, która nawiązałaby z nią pozytywne stosunki? Z drugiej strony, mieć obserwatora w terenie.Kto, jak nie kobiety najlepiej się dogadają i o wszystkim sobie powiedzą? Takie przemyślenia na chwilę obecną miał Richard, wracając na swoje miejsce ze znalezionym talerzykiem, gdzie strzepnął popiół z papierosa. W kwestii pozyskania dokumentów lekarskich, to już sprawa należałaby do Lestrange’a. Czyż jego rodzina nie kierowała całym szpitalem Świętego Munga? Może tam by coś znalazł.
W swoim przypadku, miałby o tej kobiecie jakąkolwiek wiedzę, gdyby ojciec nie schrzanił mu drogę kariery w Brytyjskim Ministerstwie Magii. Byłby tutaj aurorem, pomagałby bratu na miejscu, a nie w Norwegii.
- Mamy kogoś w aurorach na tyle zaufanego, aby dostarczał informacje ze strony biura?Zapytał, bowiem nie miał pojęcia kto tam pracuje. Czy mieli tam zaufane osoby, z którymi można byłoby nawiązać jakąś osobistą współpracę.