31.01.2024, 16:49 ✶
Spieszył się. Marzec wcale nie był tak ciepły, jak powinien być. Wiatr wpychał się pod brązową, skózaną kurtkę, oczywiście że niezapiętą pod samą szyję. Szarpał krańcami szalika, wykończonymi frędzlami w kolorze bordo, wyrywał zdecydowanie zbyt cienki materiał spod okrycia. Dłonie jednak wciąż uparcie tkwiły w kieszeniach, odmawiając ruszenia suwaka. Zapinanie się pod brodę było głupie, poza tym mieli marzec, do jasnej cholery. Co z tego, że marzł i pewnie będzie musiał wyżebrać od matki odrobinę eliksiru pieprzowego, kłamiąc jej że miał nawet czapkę naciągniętą na uszy - liczyło się to, że gdy nonszalancko (i tylko odrobinę pospiesznie) kierował się w stronę skrzyżowania Horyzontalnej z Nocturnem, poczuł na sobie kilka spojrzeń. Czy gdyby ubrał się jak bałwan, te śliczne oczęta wodziłyby za nim aż do zakrętu? Wątpił. Ale tak naprawdę było to wyłącznie chwilowe zaspokojenie jego próżności. Bo te oczy, których tak szukał, skrywały w sobie wszystkie gwiazdy świata i właśnie zapewne pakowały właścicielkę w kłopoty.
Aidan lekko zwolnił, grzebiąc jednocześnie w pamięci. Sklep był nowiutki, ruda dopiero co o niego pytała. Wysłał jej odpowiedź, że otwieranie czegokolwiek w tej okolicy jest nierozważne - pracował w BUM, wiedział doskonale kto co robi i gdzie. I ci ktosie robili rzeczy właśnie tu. Penny jednak albo zignorowała jego wiadomość, albo jej nie otrzymała. Musiał ją powstrzymać przed podjęciem najgłupszej decyzji w swoim życiu. Nie zastał jej jednak w mieszkaniu pani Francis, a jej koleżanka chociaż próbowała się wyślizgnąć z mocnego uścisku pytań Parkinsona, poległa - szybko wsypała Weasleyównę. Ile jej to zajęło - minutę? Dwie? Ach kurwa, ta mała naprawdę powinna znaleźć sobie lepsze towarzystwo.
Kojarzył o które drzwi chodziło - kiedyś było tu zupełnie co innego, lecz stary szyld zniknął w chwili, gdy poprzedni właściciel postanowił sprzedać lokal. Jeżeli Penny nie było w domu i miała go w dupie… To on przyjdzie do Penny i pokaże jej, że nie tak łatwo się go pozbyć. Lepiej by wyszła, gdyby mu odpisała krótkie “OK”. Wtedy by tu nie przylazł, nie naciskałby właśnie klamki.
Flo… Aidan przewrócił oczami, zdzierając z szyi bordowy szalik. Każdy jego krok okraszony był nierównym skrzypieniem desek i chrzęstem piachu, który - a jakże - naniósł, bo nie wytarł butów. Ups. Wszedł na tyły i cisnął w Penny szalikiem.
- Ty do końca już straciłaś rozum! - wyciągnął oskarżycielsko paluch w kierunku rudej. - Już chuj z miejscem, ale ZAKLUCZAJ DRZWI jak jesteś sama!
Aidan lekko zwolnił, grzebiąc jednocześnie w pamięci. Sklep był nowiutki, ruda dopiero co o niego pytała. Wysłał jej odpowiedź, że otwieranie czegokolwiek w tej okolicy jest nierozważne - pracował w BUM, wiedział doskonale kto co robi i gdzie. I ci ktosie robili rzeczy właśnie tu. Penny jednak albo zignorowała jego wiadomość, albo jej nie otrzymała. Musiał ją powstrzymać przed podjęciem najgłupszej decyzji w swoim życiu. Nie zastał jej jednak w mieszkaniu pani Francis, a jej koleżanka chociaż próbowała się wyślizgnąć z mocnego uścisku pytań Parkinsona, poległa - szybko wsypała Weasleyównę. Ile jej to zajęło - minutę? Dwie? Ach kurwa, ta mała naprawdę powinna znaleźć sobie lepsze towarzystwo.
Kojarzył o które drzwi chodziło - kiedyś było tu zupełnie co innego, lecz stary szyld zniknął w chwili, gdy poprzedni właściciel postanowił sprzedać lokal. Jeżeli Penny nie było w domu i miała go w dupie… To on przyjdzie do Penny i pokaże jej, że nie tak łatwo się go pozbyć. Lepiej by wyszła, gdyby mu odpisała krótkie “OK”. Wtedy by tu nie przylazł, nie naciskałby właśnie klamki.
Flo… Aidan przewrócił oczami, zdzierając z szyi bordowy szalik. Każdy jego krok okraszony był nierównym skrzypieniem desek i chrzęstem piachu, który - a jakże - naniósł, bo nie wytarł butów. Ups. Wszedł na tyły i cisnął w Penny szalikiem.
- Ty do końca już straciłaś rozum! - wyciągnął oskarżycielsko paluch w kierunku rudej. - Już chuj z miejscem, ale ZAKLUCZAJ DRZWI jak jesteś sama!