Było coś mocno niepoprawnego w planowaniu zbrodni na dzieciakach, które wybrały sobie akurat Cathala na cel, który ograbią z różdżki. I było coś niepoprawnego w tym, by trzymać swoją różdżkę na tyle na widoku i w takim miejscu, że te dzieciaki miały do niej łatwy dostęp. Było też coś niepoprawnego w tym, że grupka dzieciaków w ogóle napada na jakiegokolwiek dorosłego przechodnia, by pozbawić go jego różdżki. I najgorsze było to, że ta grupka domorosłych czarodziejów pokonała na zaklęcia doświadczonego maga.
Egipcjanka była zupełnie nieświadoma… dramatu… jaki rozgrywał się w jakiejś bocznej uliczce Magicznego Londynu. Sama siedziała na jednej z ławek na Pokątnej, czekając w wyznaczonym miejscu; przybyła wcześniej, bo chciała mieć czas na uspokojenie tych irytujących sensacji żołądkowych, a poza tym bardzo nie chciała się zgubić. Była kilka razy na Pokątnej, ale architektura Anglii to było coś, czego nadal nie do końca ogarniała. Niby prosta ulica, jak w mordę strzelił (…), a jednak ktoś, kto wychował się w mieście pełnym wąskich, krętych uliczek, gdzie targi były pełne ludzi i bardzo kolorowych straganów, stojących niemalże na sobie, ten porządek traktował jak coś zupełnie nienaturalnego – co powodowało w jej głowie jakąś dziwaczną konfuzję. No i za rzadko bywała w tych rejonach, by się w końcu nauczyć jak to wszystko działa. Może naprawdę powinna kupić sobie mapę.
Siedziała więc na tej ławce, z torbą leżącą tuż obok i jakąś księgą pełną cyfr i liczb (ale również i słów) na kolanach, zerkała co jakiś czas na nadgarstek i na zegarek. Przyszła wcześniej, ale Cathal też się spóźniał. I Leta? Nie była pewna, czy do nich dzisiaj w ogóle dołączy. Wokół panował zgiełk, nie usłyszała więc ciężkich kroków; nie było też żadnego „cześć” czy „dzień dobry” – ale całkiem lubiła tę bezczelność i obcesowość Cathala. Na słowa, że muszą iść do Ollivanderów, uniosła spojrzenie znad książki, którą czytała. Jasnobrązowe oczy spojrzały w te niebieskie Shafiqa i już otwierała buzię, by jakoś mu odpyskować w swoim stylu, coś tam o spóźnieniu, niepunktualności, że dama czeka, i mężczyzna mógł zobaczyć, że już miała odszczeknąć… ale wtedy zobaczyła jego potarganą fryzurę i…
Czy on miał otarcie na czole?
I czy przypadkiem rękaw tej koszuli nie puścił szwu?
Dlatego się zamknęła. Ale tylko na drobną sekundę.
– Jak to potrzebujesz nowej różdżki – jakieś zaklęcie poszło nie tak, dlatego się spóźnił i dlatego wyglądał, jakby zaliczył zderzenie z wielkim żywopłotem, który go poharatał? – Twoja głowa – powiedziała może trochę bez sensu i z hukiem zamknęła książkę autorstwa Vakela Dolohova, jednym ruchem wsadziła ją do torby i już stała na nogach. – Schyl się – powiedziała to może i trochę władczo, tonem, który nie znosił sprzeciwu, ale doskonale wiedziała, jaki Cathal potrafił być oślo i bezsensownie uparty.