01.02.2024, 10:09 ✶
Leta mogła dostrzec podobieństwo do ducha i posągów - więc niekoniecznie była to wiedza, którą aż tak powinna ukrywać. Jedynie to, że był na portrecie, było wiadome wyłącznie jej.
Cathal też słuchał. Ale gdy kobiety przypatrywały się Blackwoodowi i jego rozmówcy, on sam skierował się ku oknu, chcąc spojrzeć na to, co zdoła dostrzec na zewnątrz. Nie był to zapewne dokładnie ten sam widok, który był widoczny z okna w tym momencie historii - bo ani Augustus, ani Marcus nie spoglądali ku oknu - ale był tym, który Blackwood kojarzył i przelał we wspomnienie. Mógł powiedzieć co nieco i o wiosce, i o tych mężczyznach, i o miejscu, w którym się znajdowali.
Przez krótki moment przyglądał się zabudowaniom, umieszczonym na nim znakom, a kiedy upewnił się, że spojrzał na każdy możliwy do dostrzeżenia zakątek, i że widoki zapisały się na dobre w jego pamięci, zaczął przemieszczać się powoli po pomieszczeniu. Spoglądał na sprzęty, na mapę nieba, próbował odczytać notatki, porzucone na blacie.
Każdy drobny szczegół, który mógł pomóc im w rozwiązaniu zagadki tej wioski.
- Jesteś pewny, że próby dostania się tam to dobry pomysł? - zapytał Markus ostrożnie. - Według zapisków ta magia powinna być używana tylko w godzinie potrzeby i tylko przez tego, kto jest jej godny...
- Któż mógłby być jej bardziej godny niż ja? - odparł Augustus, tonem wyrażającym mieszankę irytacji oraz zdumienia, że krewniak w ogóle ośmiela się sugerować, że mogłoby być inaczej. - Jestem najbardziej utalentowanym z Blackwoodów, a nasza linia wiedzie wprost od ucznia Merlina. I czy nie nadchodzi godzina próby? Chodzi o bezpieczeństwo wioski. Nie wiem, jak długo jeszcze uda się nam uciszyć głosy tych, którzy chcieliby chyba widzieć nasze dzieci palone na stosach i ścinane katowskim toporem za to tylko, że mają magię...
Świat zawirował. Wspomnienie zakończyło się. Znów stali w pomieszczeniu przy Horyzontalnej. Misę przed nimi dalej wypełniało płynne srebro, choć nie błyszczało już tak jak wcześniej: ciężko było powiedzieć, czy magia, w której uwięziono pamięć Blackwooda wciąż utrzymywała swoją moc czy kolejna podróż już się nie uda.
Cathal milczał, wciąż zapatrzony w jasne nici wspomnień wypełniających myślodsiewnię. Nie poruszał się, jakby zamieniony w posąg, choć w istocie w tej chwili analizował: zarówno każde słowo wypowiedziane przez mężczyzn, jak ich otoczenia. Pochłonięty wspomnieniem zdawał się nie zauważać tego, gdzie w tej chwili się znajduje.
Cathal też słuchał. Ale gdy kobiety przypatrywały się Blackwoodowi i jego rozmówcy, on sam skierował się ku oknu, chcąc spojrzeć na to, co zdoła dostrzec na zewnątrz. Nie był to zapewne dokładnie ten sam widok, który był widoczny z okna w tym momencie historii - bo ani Augustus, ani Marcus nie spoglądali ku oknu - ale był tym, który Blackwood kojarzył i przelał we wspomnienie. Mógł powiedzieć co nieco i o wiosce, i o tych mężczyznach, i o miejscu, w którym się znajdowali.
Przez krótki moment przyglądał się zabudowaniom, umieszczonym na nim znakom, a kiedy upewnił się, że spojrzał na każdy możliwy do dostrzeżenia zakątek, i że widoki zapisały się na dobre w jego pamięci, zaczął przemieszczać się powoli po pomieszczeniu. Spoglądał na sprzęty, na mapę nieba, próbował odczytać notatki, porzucone na blacie.
Każdy drobny szczegół, który mógł pomóc im w rozwiązaniu zagadki tej wioski.
- Jesteś pewny, że próby dostania się tam to dobry pomysł? - zapytał Markus ostrożnie. - Według zapisków ta magia powinna być używana tylko w godzinie potrzeby i tylko przez tego, kto jest jej godny...
- Któż mógłby być jej bardziej godny niż ja? - odparł Augustus, tonem wyrażającym mieszankę irytacji oraz zdumienia, że krewniak w ogóle ośmiela się sugerować, że mogłoby być inaczej. - Jestem najbardziej utalentowanym z Blackwoodów, a nasza linia wiedzie wprost od ucznia Merlina. I czy nie nadchodzi godzina próby? Chodzi o bezpieczeństwo wioski. Nie wiem, jak długo jeszcze uda się nam uciszyć głosy tych, którzy chcieliby chyba widzieć nasze dzieci palone na stosach i ścinane katowskim toporem za to tylko, że mają magię...
Świat zawirował. Wspomnienie zakończyło się. Znów stali w pomieszczeniu przy Horyzontalnej. Misę przed nimi dalej wypełniało płynne srebro, choć nie błyszczało już tak jak wcześniej: ciężko było powiedzieć, czy magia, w której uwięziono pamięć Blackwooda wciąż utrzymywała swoją moc czy kolejna podróż już się nie uda.
Cathal milczał, wciąż zapatrzony w jasne nici wspomnień wypełniających myślodsiewnię. Nie poruszał się, jakby zamieniony w posąg, choć w istocie w tej chwili analizował: zarówno każde słowo wypowiedziane przez mężczyzn, jak ich otoczenia. Pochłonięty wspomnieniem zdawał się nie zauważać tego, gdzie w tej chwili się znajduje.