01.02.2024, 10:32 ✶
Czy był sprawdzony... Felix potargał włosy w zamyśleniu. Korzystał z niego, kiedy jeszcze chodził do Hogwartu, ale tyle lat nie odwiedzał Londynu, że nawet nie wiedział, czy właściciel był ten sam. Raczej nie, patrząc na to jak stary był i że chyba wtedy już kogoś przyuczał? To chyba był wnuk, taki niski i pulchny.
- Wolałbym nie, ale w sumie był tam taki stary koleś, pewnie już nie żyje - zauważył z właściwą sobie subtelnością, czyli - jej brakiem. Nawet nie zorientował się, że to co powiedział mogło być niewłaściwe. - Możemy tam pójść na początek.
Kiwnął głową i wstał, odruchowo otrzepując spodnie i wygładzając bluzę. Ruszył do wyjścia za blondynem, a gdy znaleźli się na zewnątrz: odetchnął. Głęboko nabrał powietrza w płuca, przetrzymał je tam a w końcu wypuścił i założył kaptur. Tym razem pomyślał.
- To chodź - klepnął Xenia w ramię, a twarz nieco mu się rozpogodziła. Ruszył tam, gdzie pamiętał - do sklepu o wdzięcznej nazwie Bulwy i Nasiona. Nie było to daleko, raptem kilka ulic dalej. Bell jednak nie zadręczał kolegi swoim gadaniem. Zadał kilka trywialnych pytań o to, gdzie mieszka i kiedy planują z Pandorą wziąć ślub - taka rozmowa o wszystkim i o niczym. Sam unikał odpowiedzi na podobne pytania, nie chcąc mu zdradzić za dużo na temat swojego życia. Opowiadał o dziewczynie, którą pokochał i mówił o niej w samych superlatywach. Że jest piękna, mądra i jest małym promyczkiem w tym mrocznym świecie. Że znaczy dla niego absolutnie wszystko, a przy okazji gotuje tak dobrze, że gdyby się nie kontrolował, to byłby okrągły jak kulka. Widać było po nim, że wpadł po uszy i jest zakochany na zabój. Unikał jednak mówienia, że są ze sobą - z jakiegoś powodu nie wspominał też o ewentualnych zaręczynach czy planowaniu przyszłości.
Gdy stanęli przed sklepem, Bell się odrobinę zawahał, ale w końcu przepuścił blondyna przodem i sam wszedł jako drugi do sklepu. Wcześniej jednak przekazał Xeniowi kartkę z zamówieniem, które miał pozyskać. Za ladą stała jednak dziewczyna, młodziutka blondynka, trochę zaskoczona widokiem klientów o tak wczesnej porze. We włosach miała kolorowe wstążki i mogła mieć nie więcej niż 18 lat.
- Dzień dobry, w czym pomóc? - wydawała się miła i na pewno ani jeden, ani drugi z kolegów jej nie znali.
- Wolałbym nie, ale w sumie był tam taki stary koleś, pewnie już nie żyje - zauważył z właściwą sobie subtelnością, czyli - jej brakiem. Nawet nie zorientował się, że to co powiedział mogło być niewłaściwe. - Możemy tam pójść na początek.
Kiwnął głową i wstał, odruchowo otrzepując spodnie i wygładzając bluzę. Ruszył do wyjścia za blondynem, a gdy znaleźli się na zewnątrz: odetchnął. Głęboko nabrał powietrza w płuca, przetrzymał je tam a w końcu wypuścił i założył kaptur. Tym razem pomyślał.
- To chodź - klepnął Xenia w ramię, a twarz nieco mu się rozpogodziła. Ruszył tam, gdzie pamiętał - do sklepu o wdzięcznej nazwie Bulwy i Nasiona. Nie było to daleko, raptem kilka ulic dalej. Bell jednak nie zadręczał kolegi swoim gadaniem. Zadał kilka trywialnych pytań o to, gdzie mieszka i kiedy planują z Pandorą wziąć ślub - taka rozmowa o wszystkim i o niczym. Sam unikał odpowiedzi na podobne pytania, nie chcąc mu zdradzić za dużo na temat swojego życia. Opowiadał o dziewczynie, którą pokochał i mówił o niej w samych superlatywach. Że jest piękna, mądra i jest małym promyczkiem w tym mrocznym świecie. Że znaczy dla niego absolutnie wszystko, a przy okazji gotuje tak dobrze, że gdyby się nie kontrolował, to byłby okrągły jak kulka. Widać było po nim, że wpadł po uszy i jest zakochany na zabój. Unikał jednak mówienia, że są ze sobą - z jakiegoś powodu nie wspominał też o ewentualnych zaręczynach czy planowaniu przyszłości.
Gdy stanęli przed sklepem, Bell się odrobinę zawahał, ale w końcu przepuścił blondyna przodem i sam wszedł jako drugi do sklepu. Wcześniej jednak przekazał Xeniowi kartkę z zamówieniem, które miał pozyskać. Za ladą stała jednak dziewczyna, młodziutka blondynka, trochę zaskoczona widokiem klientów o tak wczesnej porze. We włosach miała kolorowe wstążki i mogła mieć nie więcej niż 18 lat.
- Dzień dobry, w czym pomóc? - wydawała się miła i na pewno ani jeden, ani drugi z kolegów jej nie znali.