01.02.2024, 13:45 ✶
- Dla tych, którzy was znają - powtórzył, jakby chciał ukazać, że tu widział problem. Z jakichś powodów Robert nie chwalił się na prawo i lewo, że ma brata bliźniaka. Pchając go do Ministerstwa straci ten atut, wyrzuci asa z rękawa. Czy był tego świadomy, czy po prostu nie pomyślał, że na Richarda może wpłynąć także jego reputacja? - Nie mnie oceniać wasze decyzje, ale w Ministerstwie wciąż pracuje sporo osób, które cię pamiętają, Robercie. A ci, którzy nie pamiętają, kojarzą nazwisko. Może to ściągnąć na waszą dwójkę sporo uwagi. Być może najciemniej będzie pod latarnią, ale możliwe że wzbudzi to więcej zamieszania, niż chcemy, by wam towarzyszyło. Pozostaje też kwestia Moody, która - zakładam - nie jest głupia i może was obserwować przez wzgląd na nazwisko, o czym boleśnie przypomina wygląd.
Nie zamierzał więcej komentować tej sprawy - to była ich decyzja. Jeżeli chcieli pchać się w paszczę lwa, to była ich sprawa. Głównie dlatego jednak nie protestował, że to był dobry pomysł. Infiltracja od wewnątrz, tak jak zrobiła to Moody. Pytanie czy przez to Richard, a za nim Robert, nie znajdą się na świeczniku? Czy ludzie nie będą wypytywać Mulciberów o kontakty międzyrodzinne, czy nie będą obserwować i jednego, i drugiego? Czy nie zadadzą sobie pytań dlaczego tak szybko po Beltane nagle w Ministerstwie znalazł się Richard i chce trafić do biura aurorów?
Na pytanie o wycofaniu się poczuł ukłucie irytacji. Doskonale wiedział, że było już za późno na to, by wstać i wyjść. Zresztą było na to za późno w chwili, gdy wszedł do tego gabinetu jako pierwszy. Zarówno Robert, jak i Richard, również to wiedzieli. Skąd więc tak idiotyczne pytanie z ust jednego z Mulciberów? Sprawdzał go, czy może po prostu się droczył? Drażnił, sprawdzał ile wytrzyma i czy w końcu się nie odszczeknie, jak kiedyś przed laty? Był dużo młodszy od nich, dzieliło ich ponad 20 lat. To były dwie dekady nauki na cierpliwość i balansowanie na granicy prawdy i półprawdy, 20 lat nauki o drugim człowieku. Czy ktoś w takim wieku miał prawo się nudzić i sprawdzać, na ile szczeniak wytrzyma? Zapewne tak było.
- Myślę, że doskonale znasz odpowiedź na to pytanie i kolejne tego typu są zbędne - odmruknął, marszcząc brwi. Nie był pewny, czy to to uśmiech Roberta sprawił, że coś mu nie pasowało w tym z pozoru niewinnym pytaniu, czy to uśmiech Richarda, który wyłapał kątem oka. Nie chciałby znaleźć się pomiędzy ich dwójką, gdyby doszło do pomyłki, nie chciałby też być na miejscu osoby, która w takim potrzasku się znajdzie. Mogli się uśmiechać, mogli nawet przekrzywiać głowy jak niewinne pieski - nie zmieniłoby to faktu, że bardziej postrzegał ich w kontekście żmij niż uroczych ssaków. Żmija żmii nie ukąsi, tak samo jak kurwa kurwie łba nie urwie, ale może jednak sprawić, że błąd zaboli.
Nie zamierzał więcej komentować tej sprawy - to była ich decyzja. Jeżeli chcieli pchać się w paszczę lwa, to była ich sprawa. Głównie dlatego jednak nie protestował, że to był dobry pomysł. Infiltracja od wewnątrz, tak jak zrobiła to Moody. Pytanie czy przez to Richard, a za nim Robert, nie znajdą się na świeczniku? Czy ludzie nie będą wypytywać Mulciberów o kontakty międzyrodzinne, czy nie będą obserwować i jednego, i drugiego? Czy nie zadadzą sobie pytań dlaczego tak szybko po Beltane nagle w Ministerstwie znalazł się Richard i chce trafić do biura aurorów?
Na pytanie o wycofaniu się poczuł ukłucie irytacji. Doskonale wiedział, że było już za późno na to, by wstać i wyjść. Zresztą było na to za późno w chwili, gdy wszedł do tego gabinetu jako pierwszy. Zarówno Robert, jak i Richard, również to wiedzieli. Skąd więc tak idiotyczne pytanie z ust jednego z Mulciberów? Sprawdzał go, czy może po prostu się droczył? Drażnił, sprawdzał ile wytrzyma i czy w końcu się nie odszczeknie, jak kiedyś przed laty? Był dużo młodszy od nich, dzieliło ich ponad 20 lat. To były dwie dekady nauki na cierpliwość i balansowanie na granicy prawdy i półprawdy, 20 lat nauki o drugim człowieku. Czy ktoś w takim wieku miał prawo się nudzić i sprawdzać, na ile szczeniak wytrzyma? Zapewne tak było.
- Myślę, że doskonale znasz odpowiedź na to pytanie i kolejne tego typu są zbędne - odmruknął, marszcząc brwi. Nie był pewny, czy to to uśmiech Roberta sprawił, że coś mu nie pasowało w tym z pozoru niewinnym pytaniu, czy to uśmiech Richarda, który wyłapał kątem oka. Nie chciałby znaleźć się pomiędzy ich dwójką, gdyby doszło do pomyłki, nie chciałby też być na miejscu osoby, która w takim potrzasku się znajdzie. Mogli się uśmiechać, mogli nawet przekrzywiać głowy jak niewinne pieski - nie zmieniłoby to faktu, że bardziej postrzegał ich w kontekście żmij niż uroczych ssaków. Żmija żmii nie ukąsi, tak samo jak kurwa kurwie łba nie urwie, ale może jednak sprawić, że błąd zaboli.