24.11.2022, 22:23 ✶
Zamoczyła wargi w trunku, pociągnęła niewielki łyk. Smak nie robił już wielkiej różnicy, nie w momencie, gdy w jej żyłach krążyła już całkiem spora dawka alkoholu. Aczkolwiek fakt, miło było nie musieć się krzywić, gdy napój okazywał się nazbyt gorzkim. Lub nazbyt mocnym, tak też czasem mogło być.
- Komu, komu… zapewne należałoby się rozejrzeć, sprawdzić, kto na czymś takim najwięcej zyskał. Zapewne ktoś taki jest, w końcu jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Chociaż pewnie to mogłoby być dość trudne… zresztą, nie wiem, nie znam się na takich śledztwach, prędzej wymienię z tuzin sposobów wykorzystania jakiegoś tam eliksiru niż to – stwierdziła ostatecznie, wzruszając ramionami. Było, minęło, kto miał zyskać, ten zyskał, obecnie chyba nie dało się już za wiele z tym zrobić. A nawet jeśli, to już zdecydowanie nie jej sprawa; ojcu zaś podsuwać pomysłów nie miała zamiaru.
Choć tak po prawdzie, to chyba sam mógłby już dawno na to wpaść. Lecz czy faktycznie robił coś w tym kierunku, to już nie wnikała i nie planowała wnikać. Bo i po co?
- Naprawdę, nie pytaj mnie o liczby. A już na pewno nie dziś – wsparła głowę o oparcie kanapy, przyglądając się mężowi spod opuszczonych nieco powiek. W zasadzie to prawdopodobnie nie miało znaczenia, czy pytał dziś, jutro, za tydzień – tak naprawdę były to dane, które bardzo średnio interesowały młodziutką Eunice. W zasadzie to wcale. Tak, była córką polityka, tak, zapewne orientowała się w pewnych sprawach lepiej niż przeciętny czarodziej, niemniej należało pamiętać, iż takie tematy generalnie pozostawały poza zakresem zainteresowań kobiety. Co innego zaprzątało jej głowę. W tej chwili zaś – głównie nalewka, której łyk znowu pociągnęła.
- O to, to. W punkt. Ale nieee, po co siedzieć na czterech literach, trzeba się pchać, gdzie nie trzeba, łamać tradycję i w imię czego? Pomijam oczywistą odpowiedź – w końcu z taką pozycją wiązała się niemała władza. A ta pociągała, uwodziła, kusiła niejednego – tyle że ostatecznie w danym czasie tylko jeden czarodziej mógł zostać wybrańcem. - Tyle dobrego, że w Ministerstwie sporo osób miało rozum we właściwym miejscu i wiedzialo, co zrobić, gdy Leach objął swój urząd – znaczy się, zrezygnować, oczywiście. Owszem, zapewne dla części mogła to nie być łatwa decyzja ze względu finansowych, wszak honorem żołądka się nie napełni, jednakże… tak, odejście w oczach Eunice było jedyną słuszną decyzją. I wierzyła, że postąpiłaby identycznie, gdyby ordynatorem Munga nagle został jakiś podrzędny mugolak. Wiedza i doświadczenie to jedno, ale krew też miała niebagatelne znaczenie i naprawdę nie planowała podlegać komuś o pośledniejszym pochodzeniu.
- Ja wtedy byłam w Hogwarcie, więc znakomita większość tego wszystkiego mnie omijała – przyznała, uświadamiając sobie przy tym boleśnie – po raz któryś kolejny raz – jak wielka różnica wieku ich dzieliła. Gdy Leach objął stanowisko, znajdowała się na początku swej szkolnej drogi, a Perseus… cóż, najwyraźniej mógł już jeździć po świecie, jako dorosły przecież czarodziej.
Zamruczała cicho, gdy zaczął masaż; upewniła się przy tym, iż w istocie było to czymś, czego potrzebowała. Zaczęła odczuwać swego rodzaju ulgę, a potem… nie, nie uśmiechnęła się. Ale drgnęła, odruchowo wykonała ruch, jakby chciała cofnąć stopę, zabrać jak najdalej od takich łaskotek.
- … nie mówiłeś. Kim tam był? – spytała, najwyraźniej podjąwszy decyzję o przemilczeniu tego małego incydentu.
- Komu, komu… zapewne należałoby się rozejrzeć, sprawdzić, kto na czymś takim najwięcej zyskał. Zapewne ktoś taki jest, w końcu jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Chociaż pewnie to mogłoby być dość trudne… zresztą, nie wiem, nie znam się na takich śledztwach, prędzej wymienię z tuzin sposobów wykorzystania jakiegoś tam eliksiru niż to – stwierdziła ostatecznie, wzruszając ramionami. Było, minęło, kto miał zyskać, ten zyskał, obecnie chyba nie dało się już za wiele z tym zrobić. A nawet jeśli, to już zdecydowanie nie jej sprawa; ojcu zaś podsuwać pomysłów nie miała zamiaru.
Choć tak po prawdzie, to chyba sam mógłby już dawno na to wpaść. Lecz czy faktycznie robił coś w tym kierunku, to już nie wnikała i nie planowała wnikać. Bo i po co?
- Naprawdę, nie pytaj mnie o liczby. A już na pewno nie dziś – wsparła głowę o oparcie kanapy, przyglądając się mężowi spod opuszczonych nieco powiek. W zasadzie to prawdopodobnie nie miało znaczenia, czy pytał dziś, jutro, za tydzień – tak naprawdę były to dane, które bardzo średnio interesowały młodziutką Eunice. W zasadzie to wcale. Tak, była córką polityka, tak, zapewne orientowała się w pewnych sprawach lepiej niż przeciętny czarodziej, niemniej należało pamiętać, iż takie tematy generalnie pozostawały poza zakresem zainteresowań kobiety. Co innego zaprzątało jej głowę. W tej chwili zaś – głównie nalewka, której łyk znowu pociągnęła.
- O to, to. W punkt. Ale nieee, po co siedzieć na czterech literach, trzeba się pchać, gdzie nie trzeba, łamać tradycję i w imię czego? Pomijam oczywistą odpowiedź – w końcu z taką pozycją wiązała się niemała władza. A ta pociągała, uwodziła, kusiła niejednego – tyle że ostatecznie w danym czasie tylko jeden czarodziej mógł zostać wybrańcem. - Tyle dobrego, że w Ministerstwie sporo osób miało rozum we właściwym miejscu i wiedzialo, co zrobić, gdy Leach objął swój urząd – znaczy się, zrezygnować, oczywiście. Owszem, zapewne dla części mogła to nie być łatwa decyzja ze względu finansowych, wszak honorem żołądka się nie napełni, jednakże… tak, odejście w oczach Eunice było jedyną słuszną decyzją. I wierzyła, że postąpiłaby identycznie, gdyby ordynatorem Munga nagle został jakiś podrzędny mugolak. Wiedza i doświadczenie to jedno, ale krew też miała niebagatelne znaczenie i naprawdę nie planowała podlegać komuś o pośledniejszym pochodzeniu.
- Ja wtedy byłam w Hogwarcie, więc znakomita większość tego wszystkiego mnie omijała – przyznała, uświadamiając sobie przy tym boleśnie – po raz któryś kolejny raz – jak wielka różnica wieku ich dzieliła. Gdy Leach objął stanowisko, znajdowała się na początku swej szkolnej drogi, a Perseus… cóż, najwyraźniej mógł już jeździć po świecie, jako dorosły przecież czarodziej.
Zamruczała cicho, gdy zaczął masaż; upewniła się przy tym, iż w istocie było to czymś, czego potrzebowała. Zaczęła odczuwać swego rodzaju ulgę, a potem… nie, nie uśmiechnęła się. Ale drgnęła, odruchowo wykonała ruch, jakby chciała cofnąć stopę, zabrać jak najdalej od takich łaskotek.
- … nie mówiłeś. Kim tam był? – spytała, najwyraźniej podjąwszy decyzję o przemilczeniu tego małego incydentu.
528/1659