Nieświadomy tego, jak wysoko w szeregach Zakonu Feniksa jest Brenna, świadomie nie spoglądał w jej przyszłość, więc nie ujrzał schematów i planowania, jakie miało się odbyć za pomocą jego bratanicy. Gubił nieco wątki również przez to, tę potrzebę wyciszenia umysłu, uziemienia się. Jasnowidzowie, jak Charon, często tracili rozum, bo gdziekolwiek by nie poszli, już tam byli, a on jeszcze rozszczepiał czas przeszły, nie tylko wątłe nici przyszłości. W Grecji w ogóle nie używał czasozmieniacza, a przez ostatnie dwa miesiące w Anglii nie było potrzeby. Co się miało zdarzyć, zdarzyło się i tego już nie mógł cofnąć. Reszta to tylko notatki na marginesie.
— Już dawno nie przechodziłem przez czas i... Niemal zapomniałem, jak to jest. Przychodzi mnóstwo zwątpienia w rzeczywistość i to, gdzie się znajduję. Żaden organizm nie jest stworzony do tego, aby żyć w całkowitej rzeczywistości, nawet małe skowronki śnią, lecz ciężko jest żyć też we śnie. Nie przejmuj się, czuję się, jakbym wypił duszkiem butelkę Ognistej Whisky — zaśmiał się perliście. — Nawet teraz mnie tu nie ma. To znaczy, piszę... — zrobił środkowym i wskazującym palcem królicze uszka, zaznaczając ironiczny cudzysłów. — Raport. Zlecam przepowiednię. Za godzinę nie próbuj mnie nawet obudzić. Specyfiki doktora Blacka i przemęczenie organizmu, idealna mieszanka. Nie przejmuj się też. Wrócę do formy.
Postukał piórem po podbródku w namyśleniu się nad całą sprawą. Jego policzki już zaczął pokrywać krótki zarost, chociaż golił się o poranku bardzo dokładnie. Po Godryku przejął geny bujnej szczeciny, która równomiernie porastała jego twarz prócz jednego skrawka po lewej stronie, pod dolną wargą. Miał tam niewidoczną już bliznę po bójce z jednym z braci, już nie pamiętał nawet którym, podczas niej tamten wybił mu mlecznego zęba. Skóra zarosła się gładko, ale w tym miejscu nie rósł mu zarost. Gdyby się nie golił, po kilku dniach każdy zauważyłby, ile ma siwych placków; szybciej stracił pigment na policzkach niż na głowie.
— Ja również nie chcę. Charon się mnie spodziewał, ale to jasnowidz, natomiast świadek był podekscytowany tym, że ktoś się tym zainteresował, więc byliśmy na pewno pierwsi, obawiam się jednak, że możecie go napotkać, mam nadzieję, że chociaż żywego. Alistair... Jakiśtam, w notatkach mam zapisane. Poleciłem im zmianę miejsca zamieszkania, ale żaden nie wydawał się przekonany. To na pewno nie jest żadna stała wyspa. Musi pojawiać się i znikać.