— Neil — wypowiedział pieszczotliwie jego imię. — Neil. Nie jestem pijany, nie ma co, jak to powiedziałeś, parować. Nie jesteś pierwszym mężczyzną, którego pocałowałem, więc nie mam czego żałować, noszę bagaż doświadczeń, o których nie mówi się głośno. Jedyną obawą jest nasza przyjaźń, ale czasu nie da się cofnąć i mówię to z pełną świadomością Niewymownego.
Przez dwa lata znajomości francuz nauczył się, że kiedy starszy mężczyzna przerywa mówienie o swojej pracy, nie należy naciskać i próbować dowiedzieć się więcej, bo będzie zmyślał i to bardzo otwarcie, łgając o tym, że w Sali Śmierci przymierzają trumny dla wampirów i oceniają, które poduszki najlepiej nadają się na wieczny spoczynek. Niejednokrotnie zdarzało się, że wieczór spędzony przy jakiejś rozmowie przerywała sowa z Ministerstwa, niosąca wezwanie dla Morpheusa, a wtedy ten żegnał się w pośpiechu i teleportował na miejsce niemal w biegu. Departament Tajemnic stanowił tę część jego życia, jak wspominał wielokrotnie, do której wstępu nie miał nikt. Większość wiedziała tyle, że to najbardziej tajemnicze miejsce w całym Ministerstwie i że ludzie często tam znikają. Fakt, że Morpheus pracował tam dwanaście lat mówiło o nim wiele.
Powoli powrócił niecierpliwymi rękoma, nie wyrywając się z uścisku na nadgarstkach, do policzków chłopaka. Wiedział, jak to jest widzieć suknię ślubną uszytą z jego własnych marzeń i snów. Nie zamierzał pozwolić Neilowi popełnić jego głupich błędów. Dlatego znów okolił rękoma słodką twarz, jak święte dewocjonalia i zaczął scałowywać łzy i ich ślady. Ciepłe pocałunki motyli, namaszczenie i sakrament. Jeśli Neil pamiętał cokolwiek z wywodów Niewymownego w półmroku swojego mieszkania, to że błogosławieństwa od bogów to prawdziwe przekleństwa.
— Obiecuję Neil, jeśli tego potrzebujesz, obiecuję. Ty też musisz mi coś obiecać. Nie rozrywaj swojej duszy dla mnie. Po mnie będą inni, równie warci kochania. Ja jestem zbyt zgorzkniały i egoistyczby, i chociaż na swój sposób kocham cię, nie w taki sposób, w jaki byś chciał.
I był szczery we wszystkim co mówił. Nie chciał łamać jego serca, nawet jeśli czuł, że właśnie to robił.