02.02.2024, 02:07 ✶
- Albo po plostu widzi piękno w czymś innym niż ja... - Może tamci ludzie, którzy byli dla niego ważni, byli dla niego ważni tak, jak dla niej ważny był księżyc? Tak jak ona egzystowała po to, aby kochać nocne niebo, tak on był spokojnym, ciepłym miejscem dla ich serc. Próbowała uśmiechnąć się do tej myśli, ale nie mogła nic poradzić na to, że była piekielnie zazdrosna. To, co czuła do Charlesa od Beltane ją zabijało - z tym uczuciem zapominała oddychać, dawała się porwać zrozumieniu tego, dlaczego poeci tak uwielbiali porównywać miłość do śmierci. Bo to była śmierć, przynajmniej w jakimś stopniu. W snach przestała widywać nieistniejące planety i krajobrazy nieznane temu światu - był tam tylko on. Zagnieżdżony w jej myślach pazurami. Tak długo jak nie zerwie tej więzi, pewnie nie poczuje się wolna.
Dziwactwo. Czuła się mniej samotna, zanim zbliżyli się do siebie tak bardzo.
- Cieszyć się... to jest chyba mój phroblem, wiesz? Nie pamiętam już kiedy ostatnio śmiałam się w ten sposób, kiedy nie możesz przestać, chociaż już blakuje ci tchu. W ten kompletnie nieelegancki, dziefczyński sposób. - A niedawno zachwyciła beztroską tego młodego Croucha... ale no dobra, on był tak pieruńsko smutny, że wystarczyło się uśmiechnąć, aby stać się światłem jego codzienności. - Eh. - Nie chciała wchodzić na temat Rookwooda. A jej romanse poza nim były nieistniejące... przynajmniej póki nie zaczniesz liczyć pocałowania koleżanki po pijaku, albo wysłania listu miłosnego do Bertiego Botta. - Jest... - Mogła ją przynajmniej rozbawić. Zanim wejdą do bagna jej aktualnego stanu - do ciemności, do sideł, w jakie wpadła. Do tego ile teraz piła i jak mało pomagało to na te piekielne podszepty, coraz mocniej przypominające o tym, że gdyby była prawdziwie dobrą przyjaciółką, wymazałaby sobie wspomnienia Menodory i Charliego z pamięci. - Jest jedna osoba, o któlej mogę ci powiedzieć, ale nie wiem, czy mi w to uwierzysz. - Podniosła się do góry. Nie wstała z łóżka, nie usiadła, po prostu zadarła głowę i oparła się ręką o pościel, żeby spojrzeć Menodorze prosto w oczy. - Jak byłam mała, to kochałam się w Nobbym Leachu. - Tak, w panu Ministrze Magii. - Uważałam, że jest taki odważny, wychodząc na mównicę... W Ploloku zlobili z nim taki wywiad, w któlym nalobili mu masę zdjęć i ja wycięłam je wszystkie i wkleiłam do swojego pamiętnika, a później tszymałam go pod kluczem, żeby żadna Ślizgonka tego nie znalazła.
Dziwactwo. Czuła się mniej samotna, zanim zbliżyli się do siebie tak bardzo.
- Cieszyć się... to jest chyba mój phroblem, wiesz? Nie pamiętam już kiedy ostatnio śmiałam się w ten sposób, kiedy nie możesz przestać, chociaż już blakuje ci tchu. W ten kompletnie nieelegancki, dziefczyński sposób. - A niedawno zachwyciła beztroską tego młodego Croucha... ale no dobra, on był tak pieruńsko smutny, że wystarczyło się uśmiechnąć, aby stać się światłem jego codzienności. - Eh. - Nie chciała wchodzić na temat Rookwooda. A jej romanse poza nim były nieistniejące... przynajmniej póki nie zaczniesz liczyć pocałowania koleżanki po pijaku, albo wysłania listu miłosnego do Bertiego Botta. - Jest... - Mogła ją przynajmniej rozbawić. Zanim wejdą do bagna jej aktualnego stanu - do ciemności, do sideł, w jakie wpadła. Do tego ile teraz piła i jak mało pomagało to na te piekielne podszepty, coraz mocniej przypominające o tym, że gdyby była prawdziwie dobrą przyjaciółką, wymazałaby sobie wspomnienia Menodory i Charliego z pamięci. - Jest jedna osoba, o któlej mogę ci powiedzieć, ale nie wiem, czy mi w to uwierzysz. - Podniosła się do góry. Nie wstała z łóżka, nie usiadła, po prostu zadarła głowę i oparła się ręką o pościel, żeby spojrzeć Menodorze prosto w oczy. - Jak byłam mała, to kochałam się w Nobbym Leachu. - Tak, w panu Ministrze Magii. - Uważałam, że jest taki odważny, wychodząc na mównicę... W Ploloku zlobili z nim taki wywiad, w któlym nalobili mu masę zdjęć i ja wycięłam je wszystkie i wkleiłam do swojego pamiętnika, a później tszymałam go pod kluczem, żeby żadna Ślizgonka tego nie znalazła.
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.