24.11.2022, 22:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2022, 22:38 przez Theseus Fletcher.)
Sam do końca nie był pewien, czy zależało mu na wygranej. Nie chciał być gorszy od Logana Borgina, ale nie chciał się też przed sobą do tego przyznać. Coś drapało go po dumie i nie dawało spokoju, powinien upolować choćby zająca. Ze swoim szczęściem pewnie natrafią na okrągłe nic albo niedźwiedzia, przed którym będą musieli się szybko teleportować. Tyle, że on nie znał teleportacji.
- W tym miejscu zapytałbym, czemu, ale nie jestem pewien, czy masz ochotę mi na to odpowiadać. – powiedział, właściwie wyręczając i wytrącając ja z rytmu odpowiedzi. Mogła, owszem, zaczepić go o to, ale miał dziwne przeczucie, że tylko ją to rozzłości.
Nie zastanawiał się niepotrzebnie nad tym, dlaczego nie wzięła kuszy. Zorientował się w porę, że będzie zdany na siebie, nie było mu nawet żal. Był ciekaw, czy w ogóle jest szansa na jakiegoś jelenia. Kilka razy wybrał się w Geraldine w ten las, ale ostatnimi czasy nawet przyroda wokół zdawała się być niespokojna.
Na brzegu polany i linii drzew zatrzymał się i rozejrzał. Spojrzał tez pod nogi, oceniając stan swoich przeklętych butów. Te same lakierki miał na sobie podczas feralnego balu. Wypastowanie ich nie zmyło z niego wstydu po tej całej akcji z bobrem.
- Musi być jeleń? Może spotkamy bobra, ostatnio pojawiają się w przypadkowych miejscach. – zagaił. – Słyszałem od przyjaciółki. – dodał. Nie widział nic. Ani teraz, ani kiedy weszli głębiej w las.
- Czym się zajmujesz, tak na co dzień? – zapytał, zapewne strzelając jakieś faux pas. – Poza byciem wyjątkowo uszczypliwą. – dodał z szelmowskim uśmiechem na ustach. Chyba sobie właśnie grabił.
- W tym miejscu zapytałbym, czemu, ale nie jestem pewien, czy masz ochotę mi na to odpowiadać. – powiedział, właściwie wyręczając i wytrącając ja z rytmu odpowiedzi. Mogła, owszem, zaczepić go o to, ale miał dziwne przeczucie, że tylko ją to rozzłości.
Nie zastanawiał się niepotrzebnie nad tym, dlaczego nie wzięła kuszy. Zorientował się w porę, że będzie zdany na siebie, nie było mu nawet żal. Był ciekaw, czy w ogóle jest szansa na jakiegoś jelenia. Kilka razy wybrał się w Geraldine w ten las, ale ostatnimi czasy nawet przyroda wokół zdawała się być niespokojna.
Na brzegu polany i linii drzew zatrzymał się i rozejrzał. Spojrzał tez pod nogi, oceniając stan swoich przeklętych butów. Te same lakierki miał na sobie podczas feralnego balu. Wypastowanie ich nie zmyło z niego wstydu po tej całej akcji z bobrem.
- Musi być jeleń? Może spotkamy bobra, ostatnio pojawiają się w przypadkowych miejscach. – zagaił. – Słyszałem od przyjaciółki. – dodał. Nie widział nic. Ani teraz, ani kiedy weszli głębiej w las.
- Czym się zajmujesz, tak na co dzień? – zapytał, zapewne strzelając jakieś faux pas. – Poza byciem wyjątkowo uszczypliwą. – dodał z szelmowskim uśmiechem na ustach. Chyba sobie właśnie grabił.