02.02.2024, 02:34 ✶
- Cóż... nie powiedziałaś, żebym to zrobił - wzruszył ramionami. Jeśli tylko by chciała, to pewnie nawet chętnie pobawiłby się z nią w tego typu zgadywanki, nawet jeśli w pewnym sensie odpowiedź na nie była oczywista. W pewnym sensie, bo praca domowa na temat Sarah w jego wykonaniu, bardziej powierzchowna chyba być nie mogła. Matka z rodziny Gauntów? Może i taka informacja padła w jego obecności, najpewniej ze strony Lazarusa, ale powiedzmy sobie szczerze - na tamtym etapie Levi już rwał włosy z głowy umartwiając się nad faktem, że sama jego przyszła narzeczona miała na nazwisko Macmillan. - Masz jakieś swoje własne? Jak się nazywają? - Tak, jakby był gotowy spamiętać imiona, jeśli by je wymieniła. Chociaż właściwie gdyby rzuciła jakieś dwa, albo trzy, to czemu nie? On sam czasem gubił się w imionach zwierząt, które zamieszkiwały w rezerwacie, ale prowadzona przez niego chociażby hodowla smoczogników nie kończyła się na paru domowych egzemplarzach.
Spojrzał na nią znad Sandmana, z pewną rezerwą obracając w głowie myśl, że była ładna. Tak jakby wcześniej nad tym w ogóle nie myślał, ale prawda byłą taka, że zwyczajnie próbował udawać, że go to nie obchodziło. Szczególnie kiedy tak ładnie się uśmiechała, coś wewnątrz poruszało się niespokojnie, ale z pewnym rozleniwieniem, bo wciąż jeszcze przygniecione przez wszystkie inne wątpliwości i urazy.
- W sumie coś w tym jest, jak się tak przyjrzeć to faktycznie jesteście do siebie podobni - skonstatował, po tym jak przyjrzał się jej w o wiele bardziej przemyślany i uważny sposób, upijając jednocześnie łyk z kieliszka. - Sam nie wiem czemu, zwyczajnie... człowiek czasem zapomina jak mały może być świat, szczególnie kiedy mieszka się na odludziu - wzruszył ramionami, na moment odwracając spojrzenie ponownie na zaklejoną zdjęciami ścianę. - Można powiedzieć, że z Laurentem się... przyjaźnimy - chociaż to słowo brzmiało na języku nieco obco w jej obecności. Fałszywie. Kiedyś zdecydowanie nazwałby Prewetta swoim przyjacielem, ale nie tylko i gdzieś w tym tkwił problem. Nie widzieli się już tyle czasu, że sam nie był pewien na czym ich znajomość stała i czy Laurent podchodziło do tego tak samo jak on, sądząc że czas zwyczajnie zatrzymał się w miejscu i kiedy zobaczą się następnym razem, jak gdyby nigdy nic zaczną od momentu na którym stanęli. - Minęło już nieco czasu, od momentu kiedy się z nim ostatnio widziałem, ale też bywałem swego czasu w New Forest, wspaniałe miejsce. W każdym razie, czuj się zaproszona do Snowdonii, kiedy tylko będziesz miała ochotę - uśmiechnął się do niej lekko, unosząc lekko roziskrzonego drinka i zaraz upijając z niego znowu.
- Słyszałem, że dodajecie do tej herbaty czasem amortencji, to prawda? I czy to w ogóle legalne?
Spojrzał na nią znad Sandmana, z pewną rezerwą obracając w głowie myśl, że była ładna. Tak jakby wcześniej nad tym w ogóle nie myślał, ale prawda byłą taka, że zwyczajnie próbował udawać, że go to nie obchodziło. Szczególnie kiedy tak ładnie się uśmiechała, coś wewnątrz poruszało się niespokojnie, ale z pewnym rozleniwieniem, bo wciąż jeszcze przygniecione przez wszystkie inne wątpliwości i urazy.
- W sumie coś w tym jest, jak się tak przyjrzeć to faktycznie jesteście do siebie podobni - skonstatował, po tym jak przyjrzał się jej w o wiele bardziej przemyślany i uważny sposób, upijając jednocześnie łyk z kieliszka. - Sam nie wiem czemu, zwyczajnie... człowiek czasem zapomina jak mały może być świat, szczególnie kiedy mieszka się na odludziu - wzruszył ramionami, na moment odwracając spojrzenie ponownie na zaklejoną zdjęciami ścianę. - Można powiedzieć, że z Laurentem się... przyjaźnimy - chociaż to słowo brzmiało na języku nieco obco w jej obecności. Fałszywie. Kiedyś zdecydowanie nazwałby Prewetta swoim przyjacielem, ale nie tylko i gdzieś w tym tkwił problem. Nie widzieli się już tyle czasu, że sam nie był pewien na czym ich znajomość stała i czy Laurent podchodziło do tego tak samo jak on, sądząc że czas zwyczajnie zatrzymał się w miejscu i kiedy zobaczą się następnym razem, jak gdyby nigdy nic zaczną od momentu na którym stanęli. - Minęło już nieco czasu, od momentu kiedy się z nim ostatnio widziałem, ale też bywałem swego czasu w New Forest, wspaniałe miejsce. W każdym razie, czuj się zaproszona do Snowdonii, kiedy tylko będziesz miała ochotę - uśmiechnął się do niej lekko, unosząc lekko roziskrzonego drinka i zaraz upijając z niego znowu.
- Słyszałem, że dodajecie do tej herbaty czasem amortencji, to prawda? I czy to w ogóle legalne?