02.02.2024, 11:33 ✶
Cathal nie uważał się za najbardziej przewrażliwionego człowieka na świecie, ale nie był też osobą tak bardzo wyluzowaną, aby w ogóle nie bodło jego dumy to, co się stało. Nie mogło mu przyjść łatwo przyznanie się, że okradł go gang młodocianych, sprytnych gówniarzy – że uległ chorobie za bardzo, że przewrócony kontener skłonił go do sięgnięcia po różdżkę i zdradzenia, gdzie ją ma, że nie spodziewał się, że ktoś będzie siedział na jednym z balkonów… Bo ostatecznie pozwolił, aby odebrano mu różdżkę. Coś takiego nie przydarzyło mu się ani razu od dnia, kiedy tuż po jedenastych urodzinach kupił mu ją ojczym.
Zacisnął szczęki jeszcze mocniej, hamując wściekłość. Ucierpiało jego ego, bolała go strata różdżki, był zły na te dzieciaki i na samego siebie, i czuł się teraz absolutnie bezbronny w magicznym Londynie. W dodatku wiedział, że musi to zgłosić, inaczej ktoś mógł użyć tej skradzionej różdżki, by go w coś wrobić, a nienawidził kontaktów z BUM…
– Straciłem różdżkę. Stąd prosty wniosek, że szybko potrzebuję nowej – powiedział, bardzo starając się nie cedzić tych słów przez zaciśnięte zęby. W duchu ponownie poczynił przyrzeczenie, że jeśli kiedyś wpadnie na któregoś złodziejaszka, ten bardzo, bardzo gorzko pożałuje swojego czyny.
Każdy czarodziej był związany ze swoją różdżką. Niektórzy mniej, inni bardziej. Związek Cathala z jego własną nie był może aż tak silny, jak w przypadku niektórych, ale odczuwał jej brak i wzdrygał się wewnętrznie wobec myśli, że musi ją zastąpić. W dodatku czymś produkcji Ollivanderów – a zwyczajnie przywykł do tej z zakładu Gregorovica…
Bywał bardzo uparty, ale w tym wypadku, gdy Ginny zażądała, by się schylił, po prostu to zrobił. Gdzieś pośród posłanych ku niemu zaklęć – choć dzieciaki wyraźnie nie chciały zrobić poważnej krzywdy, ale to Cathala niezbyt obchodziło i nie stanowiło okoliczności łagodzącej – gdzieś w międzyczasie mógł się zranić albo coś utknęło mu we włosach.
– W nic się nie wpakowałem. Miałem kurewskiego pecha – odparł Alethei, ani myśląc dzielić się całą historią. Leta nie dałaby mu żyć. A gdyby jeszcze opowiedziały o tym Nell, ona też wypominałaby mu to z rozbawieniem tak długo, że w końcu by nie wytrzymał i ją zamordował. – Nie mam zamiaru chodzić po Londynie bez różdżki, skoro Latajek ma w zwyczaju wpadać na tutejsze sabaty, może też mieć fantazję odwiedzić nagle bibliotekę, więc pora na wizytę u Ollivandera. Idziecie ze mną, czy spotkamy się później w bibliotece? – spytał. Zazwyczaj panował nad mimiką całkiem przyzwoicie, ale tym razem dość łatwo było zauważyć, że Cathal jest wściekły jak osa. Chociaż ten gniew nie był skierowany przeciwko nim i przynajmniej na razie s t a r a ł się nie wyładować własnej złości na współpracownicach.
Zacisnął szczęki jeszcze mocniej, hamując wściekłość. Ucierpiało jego ego, bolała go strata różdżki, był zły na te dzieciaki i na samego siebie, i czuł się teraz absolutnie bezbronny w magicznym Londynie. W dodatku wiedział, że musi to zgłosić, inaczej ktoś mógł użyć tej skradzionej różdżki, by go w coś wrobić, a nienawidził kontaktów z BUM…
– Straciłem różdżkę. Stąd prosty wniosek, że szybko potrzebuję nowej – powiedział, bardzo starając się nie cedzić tych słów przez zaciśnięte zęby. W duchu ponownie poczynił przyrzeczenie, że jeśli kiedyś wpadnie na któregoś złodziejaszka, ten bardzo, bardzo gorzko pożałuje swojego czyny.
Każdy czarodziej był związany ze swoją różdżką. Niektórzy mniej, inni bardziej. Związek Cathala z jego własną nie był może aż tak silny, jak w przypadku niektórych, ale odczuwał jej brak i wzdrygał się wewnętrznie wobec myśli, że musi ją zastąpić. W dodatku czymś produkcji Ollivanderów – a zwyczajnie przywykł do tej z zakładu Gregorovica…
Bywał bardzo uparty, ale w tym wypadku, gdy Ginny zażądała, by się schylił, po prostu to zrobił. Gdzieś pośród posłanych ku niemu zaklęć – choć dzieciaki wyraźnie nie chciały zrobić poważnej krzywdy, ale to Cathala niezbyt obchodziło i nie stanowiło okoliczności łagodzącej – gdzieś w międzyczasie mógł się zranić albo coś utknęło mu we włosach.
– W nic się nie wpakowałem. Miałem kurewskiego pecha – odparł Alethei, ani myśląc dzielić się całą historią. Leta nie dałaby mu żyć. A gdyby jeszcze opowiedziały o tym Nell, ona też wypominałaby mu to z rozbawieniem tak długo, że w końcu by nie wytrzymał i ją zamordował. – Nie mam zamiaru chodzić po Londynie bez różdżki, skoro Latajek ma w zwyczaju wpadać na tutejsze sabaty, może też mieć fantazję odwiedzić nagle bibliotekę, więc pora na wizytę u Ollivandera. Idziecie ze mną, czy spotkamy się później w bibliotece? – spytał. Zazwyczaj panował nad mimiką całkiem przyzwoicie, ale tym razem dość łatwo było zauważyć, że Cathal jest wściekły jak osa. Chociaż ten gniew nie był skierowany przeciwko nim i przynajmniej na razie s t a r a ł się nie wyładować własnej złości na współpracownicach.