02.02.2024, 21:16 ✶
Teraz to ja wzruszyłem ramionami. Dla mnie wendeta była wendetą, niezależenie od tego, czy będę zajmował się sowimi bliskimi, czy też nie. Właściwie, to zawsze miałem w głowie ich dobro, więc być dobrze stąd brała się moja ignorancja czy też niezrozumienie podbródek Brenny Longbottom, ale fakt faktem, że nie każdy mógł sobie pozwolić na działania wielotorowe tak jak ja.
Uśmiechnąłem się nawet do samego siebie na tę myśl. Po prostu byłem boski i tyle. Szczególnie że bez żadnych większych negocjacji Brenna podała mi to nazwisko na racy, właściwie na moim pergaminie. Czym prędzej je przeczytałem i dobrze, bo postanowiła zniszczyć dokument. To mi się średnio spodobało, ale to już jej sprawa. Najwyraźniej nie zamierzała pozostawiać dowodów - to byłoby jak najbardziej zrozumiałe. Powinna spalić ten pergamin, więc machnąłem różdżką by go w ten szybki sposób zutylizować, co samo w sobie było jakby zatwierdzeniem warunków młodej Longbottom.
- Sprawdzę to, sprawdzę panią i podane przez panią nazwisko - odparłem, prostując się ponownie na swoim tronu... czy tam fotelu. Pokiwałem jedynie głową, jakbym potwierdzał to, co właśnie powiedziałem. Miałem aby nadzieję, że to żadna prowokacja, aczkolwiek byłaby głupia, gdyby podkładała mi świnię. Miałem całą rzeszę ludzi. Sam osobiście nie wchodziłem w bagno.
- Będę miał na uwadze, cóż, panienki zainteresowania. Jeśli nie zawiedzie mnie podana przed chwilą informacja, będziesz mogła liczyć na moją pamięć - odparłem niby od niechcenia, aczkolwiek właśnie padały złote słowa z moich ust. Obietnica Edwarda Prewetta to było coś doprawdy rzadkiego. Mogła też być pewna, że jeśli z kolei podana przez nią informacja mnie zawiedzie, to z kolei nie będę taki znowu przychylny jakiejkolwiek jej działalności, czy to osobistej, czy służbowej.
I choć może nie wypadałoby to na stopie towarzyskiej, to jednak wkroczyliśmy na drogę zgoła inną.... Poboczną. Cóż, choć może nie wypadało, to jednak w zaistniałej sytuacji jak najbardziej. Wstałem od biurka, ominąłem je, żeby pożegnać Longbottom, ale wpierw wyciągnąć w jej kierunku dłoń w ramach przypieczętowania naszej ustnej umowy, która być może nie wybrzmiała w tych murach jednoznacznie, jedynie w sugestiach.
- Polecam się na przyszłość, gdybyś weszła w posiadanie jeszcze innych interesujących mnie informacji - odparłem, przypatrując się jej oczom przez drobną chwilę. Były zwierciadłem duszy i być może chciałem wyczytać w nich coś szczególnego. Niezależnie od wyniku, to był ewidentnie koniec tego spotkania.
Uśmiechnąłem się nawet do samego siebie na tę myśl. Po prostu byłem boski i tyle. Szczególnie że bez żadnych większych negocjacji Brenna podała mi to nazwisko na racy, właściwie na moim pergaminie. Czym prędzej je przeczytałem i dobrze, bo postanowiła zniszczyć dokument. To mi się średnio spodobało, ale to już jej sprawa. Najwyraźniej nie zamierzała pozostawiać dowodów - to byłoby jak najbardziej zrozumiałe. Powinna spalić ten pergamin, więc machnąłem różdżką by go w ten szybki sposób zutylizować, co samo w sobie było jakby zatwierdzeniem warunków młodej Longbottom.
- Sprawdzę to, sprawdzę panią i podane przez panią nazwisko - odparłem, prostując się ponownie na swoim tronu... czy tam fotelu. Pokiwałem jedynie głową, jakbym potwierdzał to, co właśnie powiedziałem. Miałem aby nadzieję, że to żadna prowokacja, aczkolwiek byłaby głupia, gdyby podkładała mi świnię. Miałem całą rzeszę ludzi. Sam osobiście nie wchodziłem w bagno.
- Będę miał na uwadze, cóż, panienki zainteresowania. Jeśli nie zawiedzie mnie podana przed chwilą informacja, będziesz mogła liczyć na moją pamięć - odparłem niby od niechcenia, aczkolwiek właśnie padały złote słowa z moich ust. Obietnica Edwarda Prewetta to było coś doprawdy rzadkiego. Mogła też być pewna, że jeśli z kolei podana przez nią informacja mnie zawiedzie, to z kolei nie będę taki znowu przychylny jakiejkolwiek jej działalności, czy to osobistej, czy służbowej.
I choć może nie wypadałoby to na stopie towarzyskiej, to jednak wkroczyliśmy na drogę zgoła inną.... Poboczną. Cóż, choć może nie wypadało, to jednak w zaistniałej sytuacji jak najbardziej. Wstałem od biurka, ominąłem je, żeby pożegnać Longbottom, ale wpierw wyciągnąć w jej kierunku dłoń w ramach przypieczętowania naszej ustnej umowy, która być może nie wybrzmiała w tych murach jednoznacznie, jedynie w sugestiach.
- Polecam się na przyszłość, gdybyś weszła w posiadanie jeszcze innych interesujących mnie informacji - odparłem, przypatrując się jej oczom przez drobną chwilę. Były zwierciadłem duszy i być może chciałem wyczytać w nich coś szczególnego. Niezależnie od wyniku, to był ewidentnie koniec tego spotkania.