25.11.2022, 00:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.11.2022, 02:16 przez Florence Bulstrode.)
Widok trzech osób, wychodzących z lasu, potwierdził tylko wszystkie przypuszczenia Florence.
Wiedziała, że ten las niecnie czai się na ofiarę. Ona zdołała się mu wymsknąć, chyba cudem, ale musiał dorwać kogoś innego. Wprawdzie nie spodziewała się, że tym kimś będzie Patrick Steward, który na pewno był bardziej zaprawiony w wycieczkach terenowych niż ona sama, ale widać okoliczne drzewa były bardzo podstępne.
Jego kuśtykanie i ogólna zieloność twarzy pozwalały już postawić wstępną diagnozę, nie pytała więc nawet, co się stało. Poderwała się zamiast tego z kamienia, robiąc miejsce dla Stewarda. Postępowanie w przypadku złamań i skręceń na szczęście było podstawą dla uzdrowiciela, więc nawet pracując na wydziale urazów pozaklęciowych, miała z nimi dostatecznie często do czynienia.
Wyczarowała jeszcze jedno siedzenie, tak na wszelki wypadek, gdyby go potrzebowała albo pojawił się ktoś jeszcze.
- Siadaj – poleciła, pomagając mu zająć miejsce tak, by jak najmniej nadwyrężał złamaną nogę. – To urocze z twojej strony, ale następnym razem możesz użyć jakiegoś pretekstu, na przykład „kupiłem ten mugolski posążek na wyprzedaży garażowej, chyba jest przeklęty”, zamiast od razu łamać kości – zażartowała, przykucając, by zabrać się za zdejmowanie mu buta z uszkodzonej nogi. Zupełnie tym nieskrępowana, była w końcu uzdrowicielką. Ledwo w tym tygodniu pozbywała się butów pewnego pana, którego zaklęte obuwie próbowało zjeść żywcem. Miała już doświadczenie w robieniu za księcia z Kopciuszka. Tylko takiego mniej miłego, który zamiast dać potem pół królestwa, wręczał listę zaleceń, co do dalszego traktowania niedawno złamanej kości i wołał kolejnego Kopciuszka do gabinetu.
– Podejrzewam, że jakiś złośliwy kapłan zostawił na trasie pułapki. Omal nie zabiłam się po drodze – oświadczyła, poddając oględzinom kostkę. Miał szczęście. Żadnych przemieszczeń ani naderwanych mięśni, kostka pękła ładnie, czysto, wręcz podręcznikowo. – Dwie wiadomości, dobra i zła. Dobra jest taka, że transmutacją mogę to naprawić w dwie minuty. Zła, nie zabrałam eliksirów przeciwbólowych, więc przez dwie minuty będzie boleć nie trochę, a cholernie mocno.
Wiedziała, że ten las niecnie czai się na ofiarę. Ona zdołała się mu wymsknąć, chyba cudem, ale musiał dorwać kogoś innego. Wprawdzie nie spodziewała się, że tym kimś będzie Patrick Steward, który na pewno był bardziej zaprawiony w wycieczkach terenowych niż ona sama, ale widać okoliczne drzewa były bardzo podstępne.
Jego kuśtykanie i ogólna zieloność twarzy pozwalały już postawić wstępną diagnozę, nie pytała więc nawet, co się stało. Poderwała się zamiast tego z kamienia, robiąc miejsce dla Stewarda. Postępowanie w przypadku złamań i skręceń na szczęście było podstawą dla uzdrowiciela, więc nawet pracując na wydziale urazów pozaklęciowych, miała z nimi dostatecznie często do czynienia.
Wyczarowała jeszcze jedno siedzenie, tak na wszelki wypadek, gdyby go potrzebowała albo pojawił się ktoś jeszcze.
- Siadaj – poleciła, pomagając mu zająć miejsce tak, by jak najmniej nadwyrężał złamaną nogę. – To urocze z twojej strony, ale następnym razem możesz użyć jakiegoś pretekstu, na przykład „kupiłem ten mugolski posążek na wyprzedaży garażowej, chyba jest przeklęty”, zamiast od razu łamać kości – zażartowała, przykucając, by zabrać się za zdejmowanie mu buta z uszkodzonej nogi. Zupełnie tym nieskrępowana, była w końcu uzdrowicielką. Ledwo w tym tygodniu pozbywała się butów pewnego pana, którego zaklęte obuwie próbowało zjeść żywcem. Miała już doświadczenie w robieniu za księcia z Kopciuszka. Tylko takiego mniej miłego, który zamiast dać potem pół królestwa, wręczał listę zaleceń, co do dalszego traktowania niedawno złamanej kości i wołał kolejnego Kopciuszka do gabinetu.
– Podejrzewam, że jakiś złośliwy kapłan zostawił na trasie pułapki. Omal nie zabiłam się po drodze – oświadczyła, poddając oględzinom kostkę. Miał szczęście. Żadnych przemieszczeń ani naderwanych mięśni, kostka pękła ładnie, czysto, wręcz podręcznikowo. – Dwie wiadomości, dobra i zła. Dobra jest taka, że transmutacją mogę to naprawić w dwie minuty. Zła, nie zabrałam eliksirów przeciwbólowych, więc przez dwie minuty będzie boleć nie trochę, a cholernie mocno.