02.02.2024, 23:29 ✶
Nie wątpię - normalnie zapewne musiałaby zachichotać, gdyby take zdanie usłyszała z 15, 20 lat temu. Teraz jednak mogła pozwolić sobie na wymuszony uśmiech, lekkie drgnięcie kącików ust - i nic poza tym. Uśmiech ten nie sięgnął jednak oczu, bo może i Cathal nie chciał być chamem, ale zdecydowanie na takiego w oczach Delacour wyszedł. Chociaż bardziej pasowałoby tu określenie: cwaniak. Cwaniak londyński importowany z Egiptu jak te piękne eksponaty, które miał jej zaraz pokazać.
- Na pewno będziesz w stanie opowiedzieć mi o nich więcej, niż ktokolwiek inny - brzmiało wiarygodnie, lecz Camille nauczyła się ostrożności w kontaktach z osobami, które mogły zostać wciągnięte w intrygę uknutą przez jej rodzicielkę tylko po to, by upokorzyć blondynkę. Camille i owszem, bywała na balach i Cathal miał pełne prawo ją kojarzyć: tak jak fakt, że zawsze przychodziła sama. Jakby nie interesowała się nikim, bo i na jej palcu nie było ani pierścionka, ani obrączki. Być może gdyby nie felerny wyjec lub niefortunne słowa, Camille nie podchodziłaby do tej wycieczki jak pies do jeża. Lecz stało się jak się stało, a że nie miała pojęcia czy Shafiq bierze udział w spisku (i czy w ogóle jakiś istniał) postanowiła być do bólu, bezlitośnie konkretna i trzymać się tego jednego tematu. Z reguły to odstraszało adoratorów każdego sortu, a i sprawiało, że nie wychodziło się na niemiłą - tylko po prostu nudną. Taka taktyka była bezpieczna i sprawdzona, nie sprawiłaby też nikomu zawodu. Była niemal idealna.
Uzdrowicielka nie nawiązywała kontaktu z mężczyzną - szła obok, lekko za nim, pozwalając mu prowadzić. Niewysoki obcas letnich butów ginął między ścianami, wygłuszony flekiem. Camille jednak z ciekawością rozglądała się po korytarzu, choć tylko wodziła oczami. Nie wyginała szyi z ciekawością, raz tylko odruchowo przekrzywiła głowę, chociaż nie można było stwierdzić co ją tak zaciekawiło - bo przecież najciekawsze było przed nimi, za drzwiami.
- Najstarsze odkrycia datuje się chyba na 3800 rok przed naszą erą? - zapytała, podchodząc najpierw do klejnotów. Niczym sroka, ale bez chęci kradzieży. Starożytne klejnoty nie były w jej guście, lecz uwielbiała w myślach porównywać kamienie do tych współczesnych. - Jesteście w stanie stwierdzić do kogo należały, czy grobowce zostały rozkradzione a znaleziska pomieszane?
Nie miała pojęcia jak to działało, a w przeciwieństwie do Cathala - nie miała problemu by “zaśmiecać głowę” ciekawostkami. Nawet jeśli Egiptem niezbyt się interesowała.
- Na pewno będziesz w stanie opowiedzieć mi o nich więcej, niż ktokolwiek inny - brzmiało wiarygodnie, lecz Camille nauczyła się ostrożności w kontaktach z osobami, które mogły zostać wciągnięte w intrygę uknutą przez jej rodzicielkę tylko po to, by upokorzyć blondynkę. Camille i owszem, bywała na balach i Cathal miał pełne prawo ją kojarzyć: tak jak fakt, że zawsze przychodziła sama. Jakby nie interesowała się nikim, bo i na jej palcu nie było ani pierścionka, ani obrączki. Być może gdyby nie felerny wyjec lub niefortunne słowa, Camille nie podchodziłaby do tej wycieczki jak pies do jeża. Lecz stało się jak się stało, a że nie miała pojęcia czy Shafiq bierze udział w spisku (i czy w ogóle jakiś istniał) postanowiła być do bólu, bezlitośnie konkretna i trzymać się tego jednego tematu. Z reguły to odstraszało adoratorów każdego sortu, a i sprawiało, że nie wychodziło się na niemiłą - tylko po prostu nudną. Taka taktyka była bezpieczna i sprawdzona, nie sprawiłaby też nikomu zawodu. Była niemal idealna.
Uzdrowicielka nie nawiązywała kontaktu z mężczyzną - szła obok, lekko za nim, pozwalając mu prowadzić. Niewysoki obcas letnich butów ginął między ścianami, wygłuszony flekiem. Camille jednak z ciekawością rozglądała się po korytarzu, choć tylko wodziła oczami. Nie wyginała szyi z ciekawością, raz tylko odruchowo przekrzywiła głowę, chociaż nie można było stwierdzić co ją tak zaciekawiło - bo przecież najciekawsze było przed nimi, za drzwiami.
- Najstarsze odkrycia datuje się chyba na 3800 rok przed naszą erą? - zapytała, podchodząc najpierw do klejnotów. Niczym sroka, ale bez chęci kradzieży. Starożytne klejnoty nie były w jej guście, lecz uwielbiała w myślach porównywać kamienie do tych współczesnych. - Jesteście w stanie stwierdzić do kogo należały, czy grobowce zostały rozkradzione a znaleziska pomieszane?
Nie miała pojęcia jak to działało, a w przeciwieństwie do Cathala - nie miała problemu by “zaśmiecać głowę” ciekawostkami. Nawet jeśli Egiptem niezbyt się interesowała.