Podczas gdy o jasnowidzeniu Morpehusa wiedziała znacząca większość, bez względu na to, jak do tego podchodzili, bo spotykał się z różnymi rekacjami, to o dostępie do zmieniacza czasu nie wspominał właściwie wcale. Wręcz trzymał tę wiedzę w sekrecie, korzystając z tego, że rzeczywiście niewiele osób już pamiętało o panieńskim nazwisku jego matki. Jego mama urodziła się w czasach, gdy często mówiono na nią pani Godrykowa, od imienia męża, sprawiając, że dawna tożsamość niejako rozmazała się pośród dumy Longbottomów. Morpheusa jednak wzywał czas, przeszły i przyszły. O dostępie do czasozmieniacza bez kontroli ministerstwa wiedziała tylko rodzina. Nie mówił o nim swoim kochankom, nie zdradzał współpracownikom, a jeśli czasami bywało go za dużo? Cóż, ten ród tak ma. Brenna też bywała prawie dosłownie w dwóch miejscach na raz, będąc po prostu Brenną, bez dodatku piasku, który w klepsydrze przesypywał się wstecz.
— Moim zdaniem przepowiednia nie mówi nic o tym, kiedy znika — stwierdził, bezmyślnie kreśląc kółka i jakieś bazgroły bez ładu i składu na starych notatkach, w ogóle nie patrząc na to, gdzie stawia swoje gryzmoły, zetknął tylko raz, żeby upewnić się, że nie robi tego po czymś ważnym. Zwykle, jak na arystokratę przystało, wszelkie gesty i mowa ciała Morpheusa były wystudiowane, jednak w kryzysie energetycznym i w takim stanie, jak obecnie, pozwalał sobie na swobodę. W końcu był w domu.
— Ostrożnie stawiaj kroki na ścieżce do Hadesu, nie ścigaj się z obłokiem, umarli się nie spieszą — zacytował jakiś wiersz, którego dalszej części, ani tytułu nie pamiętał. — Nie ma większych ciemności niż Departament Tajemnic. Trochę faktury na ścianach może mi dobrze zrobić, jeśli nie będzie innych ochotników. I nie kłopotaj się departamentem. Dotarło i jakimś cudem wprost w moje ręce.
Zrobił teatralny gest ręką, a później zaczął szukać papierosów w kieszeni, żeby zorientować się, że pusta paczka leży na parapecie otwartego okna. Westchnął ciężko. Nałóg musiał poczekać.
— Ja jestem tym cudem — dodał, jakby to nie było oczywiste. — Ukryję ją tam, gdzie nikt niczego nie szuka. W wizjach dokonanych, wypełnionych. Tylko potrzebuję jeszcze jednego puzzla do tej układanki, aby całkowicie ukrócić ją o głowę.
Puzzel miał się znaleźć, gdy Morpheus otworzy oczy następnego dnia i usłyszy o wydarzeniach w Belfaście. Jego ciało czekało na informację, chociaż jeszcze tego nie wiedział, świadomie nie rozpoznawał czegoś więcej niż intuicji, która pchała go ku konkretniej interpretacji, powiązanej z działaniami terrorystycznymi IRA.