— Nie możesz tego wiedzieć na sto procent! — Wyrzucił dramatycznie ręce w górę. — Mam wrażenie, że coś do mnie ma. I to tak mocno mocno.
Zaczął dłubać czubkiem buta w trawie, wbijając spojrzenie w ziemię. Naprawdę nie miał pojęcia, czemu wywoływał w tej kobiecie aż tak drastyczne reakcje. Wprawdzie wiedział, że potrafił zachowywać się w nieodpowiedni sposób, jednak sądził, że tego typu braki nadrabiał wiedzą tudzież talentem. Bo takowy musiał mieć, skoro nie tylko dostało mu się dostać na staż, ale też przez parę dobrych lat stanowił konkurencję szkolnej pielęgniarki.
Uśmiechnął się z satysfakcją, przypominając sobie liczne spory, w które się z nią wdawał. To nie była jego wina, że niektórzy znajomi woleli leczyć się z drobnych obrażeń, na przykład po meczu quidditcha, u niego, gdzie mógł ich odpowiednio ugościć niż w chłodnym Skrzydle Szpitalnym. Och, ciekawe, jak teraz się miała jego arcyrywalka. Może przeszła na tak zasłużoną już emeryturę?
— Ej, bo nie mogłem raczej kręcić z jej córką Bulstrode, c-c-co n-nie? — spytał nagle, wbijając nieco przestraszony wzrok w Fernah. — Ona chyba nie ma dzieci, prawda? A jeśli ma to chyba nie w takim wieku, żebym mógł...
W sumie nie był pewny ile lat ma Florence, jednak z całą pewnością przekroczyła już granicę trzydziestki, ale trzymała się całkiem daleko od czterdziechy. Cameron zaczął liczyć na palcach, chociaż niewiele mu to pomagało. Zmarszczył brwi. Nie... Nie, to się w ogóle nie dodawało. Odetchnął z ulgą. Cóż, to wykluczało jedną z gorszych opcji. Może faktycznie nie spodobał jej się jego charakter?
Uśmiechnął się do Menodory, zadowolony z tego, że popiera jego plan. Na wieść o tym, że w okolicy są stragany z ziołami, od razu zaczął uważniej słuchać. Tak, na to również należało zwrócić uwagę. Kiedy wszyscy byli już gotowi do drogi, ruszyli w stronę kobiety z koszem pełnych zwierzątek.
— Ale serio? Babka z kijami? A myślałem, że tutaj jest na co dzień spokojnie. Wiecie, wieś i tak dalej — Gestykulował żywo rękami, wracając do wypowiedzi Dory. Przecież był na balu Longbottomów i wioska wyglądała na całkiem... ułożoną. Na pewno nie było tu tak chaotycznie, jak w centrum Londynu. Inną sprawą było to, jak duży chaos potrafił zapanować w domostwach, gdy zebrało się tam sporo osób. Te bobry, wzdrygnął się na samo wspomnienie.
Dosyć szybko udało im się odnaleźć Szaloną Sally, która wyglądała tak, jakby podświadomie wyczuła, że zbliża się do niej grupa złaknionych wrażeń młodych ludzi. Cameron postanowił dołączyć jako pierwszy, chociaż ciężko by było z całą pewnością stwierdzić, czy świadczyło to o jego odwadze, czy też głupocie. W końcu nie wiadomo, co mogło się kryć w tym koszyku poza uroczymi jeżykami. Na szczęście Cameron nawet nie pomyślał o tym, że mógłby tam trafić, chociażby na jakąś żmiję, czy innego rzecznego węża.
Tak
Tak
Tak