25.11.2022, 01:25 ✶
Och, ten las był wyjątkowo podły i wyjątkowo podstępny. A najgorsze były w nim niecne gałęzie, spróchniałe konary, obrastające mchem kikuty złamanych drzew. Czekoladowe jajka nie były tego wszystkiego warte.
A mimo to zamrugał, dostrzegając aż osiem czekoladowych jaj w koszyczku Florence. No naprawdę? I jak miał teraz pokazać jej swoje własne zbiory? Pojedyncze czekoladowe jajko (które teraz już z pełną premedytacją zamierzał zjeść, w ramach pocieszenia dla siebie i własnego ego) i mokra szyszka (nawet nie wiedział czemu ją wziął).
Gdy usiadł, na jego twarzy odmalowała się wyraźna ulga. Dobrze było chociaż na moment kompletnie odciążyć bolącą kostkę i jeszcze lepiej było oddać się w czułe (a przede wszystkim biegłe) ręce uzdrowicielki.
- Zobaczyłem, jak sobie przycupnęłaś na skraju lasu, a że w jego środku nie było żadnej wyprzedaży garażowej to musiałem improwizować – odpowiedział, ciągle siląc się na lekki ton. Co nie zmieniało tego, że syknął, gdy Florence zaczęła ściągać z jego lewej nogi buta.
Dalej bolało. I pewnie Patrick powinien w tym momencie zgrywać wielkiego bohatera i udawać, że to nieprawda i wcale nie boli, ale nie umiał. Może też liczył na to, że dostanie za chwilę jakieś znieczulenie – najlepiej wyjątkowo mocne, bo kolejne słowa Bulstrode sprawiły, że skrzywił się paskudnie.
- Jestem dzielnym pacjentem – wymruczał. – Przyszedłem tu z samego jądra leśnej ciemności. Czym będą dla mnie kolejne dwie minuty bólu? – zapytał filozoficznie. Nie znosił jak bolało, ale gotów był przemęczyć się byle odzyskać pełną sprawność w swojej lewej stopie.
Wyciągnął z koszyczka wspomniane wcześniej jedyne, czekoladowe jajko i zaczął odwijać sreberko, żeby je czym prędzej pożreć.
- Słyszałem, że czekolada jest dobra na ból – usprawiedliwił się.
A mimo to zamrugał, dostrzegając aż osiem czekoladowych jaj w koszyczku Florence. No naprawdę? I jak miał teraz pokazać jej swoje własne zbiory? Pojedyncze czekoladowe jajko (które teraz już z pełną premedytacją zamierzał zjeść, w ramach pocieszenia dla siebie i własnego ego) i mokra szyszka (nawet nie wiedział czemu ją wziął).
Gdy usiadł, na jego twarzy odmalowała się wyraźna ulga. Dobrze było chociaż na moment kompletnie odciążyć bolącą kostkę i jeszcze lepiej było oddać się w czułe (a przede wszystkim biegłe) ręce uzdrowicielki.
- Zobaczyłem, jak sobie przycupnęłaś na skraju lasu, a że w jego środku nie było żadnej wyprzedaży garażowej to musiałem improwizować – odpowiedział, ciągle siląc się na lekki ton. Co nie zmieniało tego, że syknął, gdy Florence zaczęła ściągać z jego lewej nogi buta.
Dalej bolało. I pewnie Patrick powinien w tym momencie zgrywać wielkiego bohatera i udawać, że to nieprawda i wcale nie boli, ale nie umiał. Może też liczył na to, że dostanie za chwilę jakieś znieczulenie – najlepiej wyjątkowo mocne, bo kolejne słowa Bulstrode sprawiły, że skrzywił się paskudnie.
- Jestem dzielnym pacjentem – wymruczał. – Przyszedłem tu z samego jądra leśnej ciemności. Czym będą dla mnie kolejne dwie minuty bólu? – zapytał filozoficznie. Nie znosił jak bolało, ale gotów był przemęczyć się byle odzyskać pełną sprawność w swojej lewej stopie.
Wyciągnął z koszyczka wspomniane wcześniej jedyne, czekoladowe jajko i zaczął odwijać sreberko, żeby je czym prędzej pożreć.
- Słyszałem, że czekolada jest dobra na ból – usprawiedliwił się.